2015-05-05

Dzwońce najukochańsze,

dużo się ostatnio dzieje. Sytuacje, o których Wy na tym etapie swojego życia pojęcia nie macie, a które dla mnie mają ogromne znaczenie. W czwartek 16 kwietnia zmarł Wasz pradziadek. I po raz pierwszy w swoim życiu straciłam Kogoś niezwykle ważnego. Bo to właśnie Dziadek w moim przed-przedszkolnym czasie spędził ze mną mnóstwo czasu. To Dziadek karmił mnie cytryną z cukrem i nauczył jeść chleb z wodą i cukrem. Śmiał się, gdy zawsze podczas posiłków przewracałam stopami plastikowe czerwono-białe okrągłe taborety. Pozwalał się leczyć i potrafił mnie nakarmić. Miał na mnie swój niezawodny sposób, o którym dopiero po latach dowiedziałam się prawdy. Codziennie robiłam Dziadkowi masaże twarzy - 20 "głaskań" każdego z policzków, 30 razy po czole i 60 razy po oczach, i długo wierzyłam w ich lecznicze działanie. A był to po prostu patent bym przez chwilę posiedziała/poleżała spokojnie, czasem zasnęła. O jakże było moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się, że one wcale nie przywracały Mu zdrowia!
A w późniejszych - moich nastoletnich latach, gdy całe dnie spędzałam razem ze swoją cioteczną siostrą Gosią właśnie u Dziadków na 3go Maja, to Dziadek był tym, który o niewiele pytał, a wszystko wiedział. Gdzie byłyśmy, co robiłyśmy. To Dziadek któregoś dnia poprosił Gośkę o papierosa, bo Mu się skończyły, a Ona przecież swoje ukrywa za doniczką na klatce schodowej. To Dziadek był wysyłany na zwiady pod "ósemkę" do chłopaków, o których w tamtych czasach marzyłyśmy, by w przyszłości zostali naszymi mężami. Nauczył nas grać w karty i pokazał jak się kantuje. I wiecie, chociaż w sobotę dwa dni po całym zdarzeniu Go pożegnałam, wycałowałam, opłakałam, to mam wrażenie, że to dwie różne osoby i sytuacje. Ciężko mi jest w głowie poprzestawiać fakty, przyzwyczaić się do nowych myśli. I chociaż mam w głowie obraz cmentarnego grobu pełnego kwiatów, tabliczkę z nazwiskiem, to wydaje mi się, że gdy następnym razem pójdę odwiedzić Babcię, to w sypialce - jak zawsze zastanę Dziadka. Albo w kuchennym oknie. Albo na klatce schodowej w kraciastej koszuli. Ostatnimi czasy bardziej małomównego, mniej uczestniczącego  w życiu rodzinnym, bardziej podporządkowanego Babci, ale będzie, bo przecież był zawsze. I tak było dobrze i tak być powinno. I mimo mej szczerej chrześcijańskiej wiary w Niebo, i w to, że spotkamy się w niebie - jak napisałam na wieńcu, jest mi po prostu nadal smutno na samą myśl. Będę Wam o Nim opowiadać, bo ja tak naprawdę o swoich pradziadkach nie wiem kompletnie nic. A z Dzidka był naprawdę dobry człowiek. I będzie brakowało mi jego „dzwońcu, kozo, niuniu, skoczysz do sklepu i kupisz najtańsze bez filtra”.

Nie pisałam tyle, że trudno jest mi zebrać myśli, napisać wszystko to, co bym chciała, bo po raz pierwszy w swoich zapiskach do Was mam aż tak długą przerwę. A biorąc pod uwagę Wasz codzienny rozwój, poziom interakcji, wzajemne stosunki – wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Ostatnimi czasy mam w sobie mnóstwo spokoju i cierpliwości. I nie mam pojęcia, skąd to czerpię i skąd te moce na mnie napływają. Ale po prostu czuję wewnętrznie, że to ja mam być tą ostoją dla Was, bo przecież nadal stanowię centrum Waszego świata. W pamięci mam okropny dzień, najgorszy z dotychczasowych pod względem mojej złości, krzyku, bezradności i słabości. Po raz pierwszy zamknęłam się w łazience, pod którą staliście i oboje płakaliście, a ja próbowałam uspokoić nerwy. To był bardzo zły dzień, kolejny już raz dał mi dobitnie zrozumieć, że tylko moje opanowanie jest w stanie podziałać na Was kojąco. Teraz naprawdę doświadczam niezwykłego wewnętrznego spokoju, nie denerwują mnie sytuacje, w których oboje płaczecie. I choć staram się zachować ogromną powagę, bo przecież rozumiem emocjonalność niespełna trzylatki, to w głębi  uśmiecham się do Marcelkowego NIE na wszystko. „ Nie podobają mi się te schody, nie będę po nich wchodzić, nie chcę takich schodów, nie będę się rozbierać, nie chcę nic robić, cały dzień chcę oglądać bajki, nie chcę się myć, chcę się myć, nie chcę się myć z Karolem, chcę długo siedzieć w wannie, nie chcę wychodzić, nie chcę spać z Tatą…” – i tak w przeciągu niecałej godziny w połączeniu z płaczem, krzykiem, marudzeniowym jęczeniem. Owszem – podnoszę głos, staram się być stanowcza, nie dać sobie wejść na głowę, nie usprawiedliwiać Waszego zachowania zmęczeniem i z tego tytułu nie pozwalam na wszystko. Ale robię to bez negatywnych emocji w sobie i oby tak mi pozostało jak najdłużej.
Patrzę na Was i chcę zapamiętać, to jacy jesteście, patrzę i się zachwycam każdym z Was z osobna. Czerpię radość z tego, że z Wami jestem, że w południe mogę urządzić sobie piknik na dywanie i razem z Marcelką jeść kanapki z nutellą, że z kubkiem kawy w ręku przez pół godziny obserwuję Was jedzących śniadanie, że wychodzimy na kilkugodzinne spacery, przynosimy do domu w skarpetach piach z piaskownicy, a ubrania lądują bezpośrednio w pralce lub odplamiaczu, że tańczymy do boogie woogie i kaczuszek i we trójkę gramy w chowanego w domu.  Nie powtórzy się to, co trwa teraz. Za niczym nie tęsknie, nie chcę niczego przyśpieszać. Owszem, dobrze jest spędzić wieczór bez Was, wolny od szykowania kolacji i usypiania, dobrze jest wybrać się na samotne zakupy, by poczuć się kobieco i nadal atrakcyjnie, dobrze jest obejrzeć film z mężem i posiedzieć w barze z sąsiadką i to wszystko jest niezwykle potrzebne do mojej wewnętrznej równowagi, ale po prostu lubię być z Wami. Bardzo.

Karolku,
W kwietniu skończyłeś 11 miesięcy. Półtora miesiąca przerwy to niesamowity postęp w Twoim rozwoju i naszych relacjach. Półtora miesiąca podczas, którego miałeś kilkakrotnie katar, bakteryjne zapalenie gardła, lekkie zmiany w oskrzelach i dwutygodniową biegunkę – reakcja poantybiotykowa? Okres, w którym na sam widok łyżeczki do karmienia odwracałeś głowę i wyginałeś się w krześle najdalej jak mogłeś ode mnie, a każdy posiłek wiązał się z zabawianiem, zagadywaniem, odwracaniem uwagi. Ale nie jesteś niejadkiem. Masz swoje smaki, rzeczy, które zjadasz z apetytem – wszystkie owoce (w kawałkach lub w całości – jedzone samodzielnie), banany z jogurtem naturalnym, twarogi, parówki, pieczywo z masłem, omlety, naleśniki, szpinak, żurawina suszona zblenderowana z ugotowanymi płatkami owsianymi i owocami. Nadal odwracasz głowę na widok jajecznicy, plujesz jajkiem na miękko, wyrzucasz z buzi wszelkie kawałki kotletów, jesteś w stanie zjeść kilka łyżek zupy. O dziwo – najchętniej (chociaż słowo najchętniej w Twoim przypadku odnośnie zup brzmi absurdalnie) te słoikowe. Kombinowałam i nadal kombinuję, żeby rozpoznać Twoje preferencje. Miksuję na gładko, albo wcale. Rozgniatam widelcem warzywa albo daję sam wywar, karmię Cię albo układam kawałki warzyw i mięsa na blacie. Po każdym Twoim posiłku podłoga w kuchni wymaga zmycia, niekiedy (po pieczywie) odkurzenia, ale lubisz samodzielnie. Gdy Cię karmię i tak wyjmujesz wszystko z buzi, by zobaczyć, co dostałeś, więc cały proces mija się z celem, bo i tak wszystko wokół jest brudne. Ty jesz, ja mam chwilę, w której siedzę albo planuję posiedzieć, ale moje plany często ulegają zmianie. Bo starsze Dziecię – „Mamo soku, mamo dasz mi żurawinki i rodzynek, mamo poczytamy książkę, mamo obierzesz mi jabłko…”
Ostatnie półtora miesiąca to również czas, w którym przeszliśmy od etapu Twojej niechęci wobec butelki z mlekiem modyfikowanym – na sam widok wpadałeś w histeryczny płacz połączony z wyginaniem się na rękach – do momentu obecnego, czyli Twojej radości na sam jej widok połączonej z charakterystycznym  odgłosem wydawanym na samą myśl o za chwilę mającym nastąpić mlecznym posiłku. Moje mleko dostajesz raz na dwa dni, bo chcę spokojnie, bez pośpiechu całkowicie zrezygnować z karmienia, byś zarówno Ty, jak i mój organizm miał czas przygotować się do zmian. Obawiałam się rezygnacji z karmienia, bo widziałam Twoją miłość w oczach i miałam, i nadal mam świadomość dobra, jakie dzięki temu otrzymujesz, a Twoja reakcja na butelkową postać mleka nie rokowała dobrze. Ale przyzwyczajałam, stawiałam pełną w ciągu dnia na Twoim widoku, aż wreszcie po raz pierwszy wypiłeś mleko po przebudzeniu w nocy z rąk Taty w postaci innej niż z matczynej piersi. I mam więcej luzu, bo nie jestem już niezbędna do wieczornego usypiania ani ograniczona czasowo podczas wszelkich wyjść.
Jesteś wszędobylski. Nadal chodzisz trzymając się mebli i choć w tym, co robisz jesteś niezwykle sprawy i pewny, to nie próbujesz wykonywać jeszcze pierwszych kroków. Wspinasz się na bujak, otwierasz szafki i szuflady, a ostatnio za cel swoich codziennych odkryć postawiłeś sobie kuchnię. Szufladę ze spożywczymi artykułami suchymi  - nie wiem, w jakim stanie jest makaron do lasagne i canelloni oraz szafka, w której trzymam słoiki z przetworami i te, z których zawartość została już zjedzona. Twoja obecność w kuchni – usiłowanie otwarcia piekarnika, czy zamrażarki, grzebanie w śmieciach znacznie utrudnia moje sprawne przygotowywanie posiłków, bo co chwila zabieram Ci coś z rąk, chowam, wynoszę do drugiego pokoju, by po sekundzie znów zobaczyć Cię, od wejścia do kuchni nieśmiało skręcającego w stronę ulubionych szafek.
Masz kilka swoich sztuczek - Babcia w Bielsku nauczyła Cię pokazywać Twoje „loki” na prawie łysej jeszcze główce. wiesz gdzie sroka ważyła kaszkę, witasz się wyciągając rękę na słowo „cześć”, pokazujesz, jaki już jesteś duży, no i bijesz brawo. Uwielbiam, gdy to robisz, bo bijesz za każdym razem sobie samemu w momencie, gdy Ci się coś uda – ułożyć klocek na ukochanej Ikeowskiej, drewnianej piramidce, czy zbudować cokolwiek z Duplo. Patrzysz wtedy na mnie albo na Tatę i bijesz sobie sam brawo i czekasz aż my też zrobimy ten sam gest. I pamiętam, jak ostatnio krzątałam się w kuchni i kątem obserwowałam Ciebie zajętego wspomnianą wyżej piramidą. Wkładałeś jeden klocek, patrzyłeś na mnie i z uśmiechem wyczekiwałeś mojej reakcji. Po każdym kolejnym klocku robiłeś tak samo, z dumą zerkałeś w moją stronę i oczekiwałeś braw pochwały. Chwalę Synku, chwalę. Głaszczę z uznaniem po głowie, całuję i klaszczę. Dumna Matka! I zastanawiam się nad jakąś zabawką dla Ciebie, bo masz ogromne zamiłowanie do budowania wież z wszystkiego. Nawet podczas jedzenia posiłków, na kubku do picia układasz jedzenie i gdy kawałek marchwi wyląduje na czubku ustnika nagradzasz siebie brawami. Potrafisz robić i mówić papa. Machasz wprawdzie wykonując gest, jakbyś chciał kogoś przywołać do siebie, ale robisz to z ogromnym przejęciem, a gdy wychodzimy z domu na spacer, podczas zakładania butów i kurtki zaczynasz się już żegnać (chyba) z domem, bo słyszę tylko wielokrotnie powtarzane papa papa…
Jesteś ogromnym przytulasem i tego typu zachowań doświadczam po raz pierwszy w życiu, bo Twoja starsza Siostra nie była aż tak skora do przytulania się i wszelkich pieszczot. A Ty, bardzo często gdy bawimy się na podłodze, podchodzisz do mnie i kładziesz swoją głowę na moich kolanach, wspinasz się i przytulasz do matczynej piersi – szczególnie w sytuacjach, w których jesteś zmęczony. Gdy na podłodze kładę poduchy, przewalasz się po nich, kładziesz i odpoczywasz. Podobnie jest po przebudzeniu, turlasz się po łóżku, przytulasz do mnie i Taty, siadasz, by po chwili przewrócić się na poduchy. Uwielbiasz to tak samo, jak i ja. A w piątek, gdy pojechaliśmy do rodziców Waszego Taty, to czekał na Nas Dziadek Wacław, którego nie widujecie zbyt często. Usiadłam na podłodze, Ty położyłeś głowę na moich kolanach i leżałeś tak przytulony przez kilka minut. Czułam, że jestem tą, która daje Ci poczucie bezpieczeństwa, tą, której obecność i bliskość zapewnia Ci wewnętrzny spokój. Cały sens wszystkiego w takich chwilach.
Nie masz lęku przed wodą, uwielbiasz kąpiele i rozchlapywanie wody wokół. Śmiejesz się, gdy jej krople spadają Ci po twarzy. Rozumiesz słowo „chlap”, a ja lubię patrzeć na Was w kąpieli, wzajemnie opryskujących się wodą, cieszę wspólnie z Wami, nie protestuję nawet wtedy, jeśli zarówno ja, jak i podłoga w łazience jesteśmy całe mokre.
Lubisz wspinać się po schodach – te w Bielsku u Dziadków podczas Wielkanocy opanowałeś do perfekcji i nie można było spuszczać Cię z oczu, bo przemieszczałeś się po nich niezwykle szybko i sprawnie.
Nie boisz się czworonogów, dajesz się całować Saperowi, „głaszczesz” koty, wyciągasz ręce do koni, które po raz pierwszy z tak bliskiej odległości widzisz w sobotę podczas majówkowego weekendu  u Dziadków.
Uwielbiasz huśtawki. Śmiech w głos, uzębienie na widoku i chwilowy płacz tuż po zejściu.
Lubisz dzielić się jedzeniem ze wszystkimi. Wyjmujesz z buzi, by nadgryzionymi kęsami karmić tych, którzy są najbliżej Ciebie. Rozczulające.
Lubisz przemieszczać się po mieszkaniu pchając przed sobą chodzik – prezent od współpracowników Taty.
Uwielbiasz wylewać z buzi wodę, którą na obecnym etapie pijesz z poMarcelkowego kubka Lovi 360.
Niezwykłą frajdę sprawia Ci ściąganie czapki na spacerze, co robisz ewidentnie specjalnie, bo zaczynasz się śmiać, gdy tylko podnosisz rękę w stronę swojego okrycia głowy, a ja z uśmiechem grożę Ci palcem.
Masz już za sobą:
- owsiankę na bazie zwykłego mleka 3,2 %, kompot z truskawek, zabawy w piaskownicy, zjazdy ze zjeżdżalni na brzuchu, malowanie kredkami i mazakami, lepienie z plasteliny, pół czekoladowego Kinderka.

Rozpływam się w miłości do Ciebie. Uwielbiam etap, w którym obecnie się znajdujesz. Taki jeszcze nadal mały, wymagający obecności Mamy, przytulający się i spragniony pieszczot. Podziwiam i uczę się Twojej radości. Jesteś tak rozkosznie szczęśliwy i zadowolony we wszystkim co robisz. A swoich najbliższych obdarowujesz najpiękniejszymi uśmiechami, jakie świat widział. I nie znam takich słów, bym potrafiła opisać to, co do Ciebie czuję i jakie emocje wywołujesz w swojej Matce. Szczęśliwej Matce!

2015-03-18

Karolku,

ponad miesiąc (!!!) nie pisałam o Tobie. To bardzo dużo. Za dużo, bo to przecież etap Twojego intensywnego rozwoju. Ale przyznam szczerze - wieczorami nie mam zwyczajnie sił - fizycznych, by zmobilizować się do pisania i jasności umysłu, by zbudować zdania zrozumiałe dla tych, którzy tu zaglądają. (Chociaż poza rodziną i najbliższymi, czy ktoś to w ogóle czyta..) A w ciągu dnia nie mam czasu. Po prostu. I to nie jest tak, że w dzisiejszym świecie każdy powtarza, że nie ma na nic czasu. Ja go na prawdę nie mam. Nie jestem w stanie spisać swoich myśli w Waszym towarzystwie. Jeśli Ty zasypiasz - mojej uwagi domaga się Twoja Siostra, a poza wspólną zabawą są jeszcze domowe czynności do ogarnięcia. Jeśli na popołudniowy odpoczynek udaje się Marcelka - z Tobą nie wiele jestem w stanie zrobić, bo gdy zauważysz, że mam dwie wolne ręce i znajduje się w zasięgu Twojego wzroku, po chwili jesteś obok i wszelkimi sposobami próbujesz dostać się na moje kolana. I owszem potrafisz bawić się sam, zająć jakimś przedmiotem - czymkolwiek, ale ciągle muszę mieć Cię na oku, bo jak na 9 miesięczniaka przystało - jesteś bardzo ciekawy świata.

Lubisz kąt pod biurkiem Taty, pełen kabli i z półką szufladami, lubisz miejsce za zasłoną, gdzie ukrywam suszarkę na pranie. Lubisz szafkę pod lustrem w przedpokoju, szuflady w kuchni, drzwi od piekarnika i pralki. Te ostatnie - ku mojemu zdziwieniu potrafisz samodzielnie otworzyć i wkładasz/wyjmujesz z pralki to, co aktualnie znajduje się w zasięgu Twoich dłoni. Uwielbiasz stać i przemieszczać się przy wszystkim. Przy łóżku w salonie, stoliku w Waszym pokoju. Z magnetycznej tablicy ściągasz magnesy i próbujesz je samodzielnie przyczepiać. Wspinasz się na swój bujak, wspinasz na krzesełko Marceli, a z niego prosto na kanapę. Lulasz lalkę w wózku, zdejmujesz z niej kołdrę, po czym ponownie przykrywasz. Uwielbiasz - siedząc w krzesełku - zrzucać wszystko na ziemię, po czym od razu się rozpłakać, bo przecież nie mam czym się bawić, więc ćwiczę skłony milion razy dziennie. Siedzisz albo na kolanach, albo normalnie na pupie, ale przytrzymujesz się jeszcze jedną ręką - bez tego - lecisz jeszcze na boki. Samodzielnie zdejmujesz kółka z Ikeowskiej piramidy, po czym w towarzystwie moich braw i zachwytów kilka bez mojej pomocy zakładasz.

Jesteś bardzo szybki. Zostawiam Cię na dywanie w salonie, by w spokoju udać się do toalety, ale zanim zdążę zamknąć drzwi, Ty jesteś już pod nimi. Zostawiam  w salonie, by szybko umyć włosy, ale zanim dobrze je zmoczę, Ty już przytrzymując się krawędzi wanny obserwujesz moje poczynania. Musisz być szybki - w końcu Marcelka gra z Tobą w berka. I w chowanego też. Uczy Cię liczyć i każe nie podglądać. 

Jesteś silny. Tak myślę. Masz mocny uchwyt dłoni i na prawdę potrafisz przywalić zabawką prosto w moje czoło, czy policzek. Łapiesz za lampę, która stoi w naszej sypialni i trzymasz się jej tak kurczowo, że ja biorąc Ciebie na ręce, ciągnę jednocześnie i lampę. Podobnie jest ze złożoną suszarką na pranie, której nie chcesz puścić, a ja podnosząc Ciebie z podłogi, podnoszę wraz z suszarką, która po chwili ląduje na moich stopach.

Z apetytem zjadasz owoce. Bez zabawiania, marudzenia i bez pomocy Mamy. Pokrojone niewielkie kawałki banana, jabłka, czy pomarańczy rozkładam przed Tobą na blacie i obserwuję, jak dobrze sobie z nimi radzisz. Bierzesz w dłoń, oglądasz, wkładasz na buzi, wyjmujesz, rozgniatasz ręką i z powrotem próbujesz chwycić palcami i trafić prosto do ust. Podobnie robię z warzywami i mięsem, które podaję w ramach obiadu. Jak każdy - miewasz lepsze i gorsze dni. Raz zjadasz ze smakiem, innym razem odwracasz wzrok, zaczynasz krzyczeć i się denerwować dając mi tym do zrozumienia, że nie masz ochoty na to, co przygotowałam. Uwielbiasz ugotowaną na wodzie owsiankę i lekko zblenderowaną z żurawiną, bananem, amarantusem i wiórkami kokosowymi. Nie przepadasz za chrupkami kukurydzianymi i jajecznicą. Nie jesteś też wielkim smakoszem gotowych kaszek, które tak chętnie piła Twoja Siostra. Wolisz kaszę manną/kukurydzianą/ryż/płatki jaglane gotowane na wodzie i wymieszane z mlekiem modyfikowanym.

Jak twierdzi Tata - jesteś dość oporny na wiedzę i naukę nowych umiejętności - określanych przez nas mianem sztuczek. Potrafisz (jak masz ochotę, ale nie na nasze zawołanie) zrobić papa. Kierujesz przy tym rękę w swoją stronę i naprzemiennie zamykasz i otwierasz dłoń. Pokazuję, jak się bije brawo, gdzie sroka kaszkę ważyła i jaki jesteś duży, ale poza tym, że to wszystko - jak WSZYSTKO w dotychczasowym Twoim życiu Cię to ogromnie bawi  - to nie jesteś zbyt chętny do powtarzania. Ale Tata twierdzi, że choć może z wiedzą nie będziesz za pan brat, za to pewnie będziesz dobry z WFu ;) Ale tak, czy siak - jutro mam za zadnie nauczyć się nowej sztuczki. Także bądź gotowy od samego rana Synu!

I cóż mogę jeszcze dodać - uwielbiam Cię PRZEogromnie i widzę miłość do Matki w Twoich oczach. Domagasz się - krzykiem, płaczem, marudzeniem - mojego towarzystwa, noszenia na rękach, mnóstwa pieszczot i przytulania. Nie lubisz zostawać sam, chcesz towarzyszyć mi we wszystkich czynnościach. Człapiesz za mną po całym mieszkaniu, wspinasz się po nogach, gdy robię makijaż, przestajesz interesować tym, co Cię zajmowało, gdy tylko zobaczysz, że usiadłam na ziemi i po chwili stoisz już oparty o moje ramiona. Wyciągasz ręce w moją stroną, gdy na rękach nosi Cię ktoś inny. I wiem, że często najgrzeczniejszy i najmniej piskliwy jesteś wtedy, gdy nie ma mnie w pobliżu. Gdy zobaczysz, że weszłam do pokoju, przeszłam do kuchni, zaczynasz płakać i od razu zmierzasz w moją stronę.

Złościsz się, gdy zabieram Ci coś z rąk, ale przechodzi Ci na szczęście równie szybko. A zabieram mnóstwo rzeczy - kredki i mazaki Marcelki, książki, które zjadasz, papiery, które wkładasz do ust, chusteczki nawilżające, nasączone przecież chemią, ubranka misiów, korale naszej młodej Damy, wtyczki itp... Nie znosisz ubierania się. Wyrywasz się, przekręcasz, krzyczysz, więc jest to moment mojego całkowitego skupienia i zabawiania Cię tak, by wszystko zrobić maksymalnie sprawnie.

W nocy budzisz się, co dwie godziny. Gdy uda Ci się przespać bez pobudek pełne trzy - odnotowuje to w pamięci i dzielę się dobrymi wieściami z Tatą, pełna nadziei, że może nasze noce będą w końcu wyglądały inaczej. Bywa i tak - jak w zeszły czwartek - gdy po swoich tańcach wróciłam do domu o 22.30 - a Ty zasnąłeś punkt 20sta, obudziłeś się tuż po moim wejściu po raz czwarty. Kolejny raz zaraz po tym, gdy położyłam się do łóżka. I potem tradycyjnie, co 1,5 - 2 godziny. Noce bywają bardzo męczące. Mój organizm już się tak dostosował, że potrafię rano funkcjonować w miarę normalnie, ale po kilku/nastu nocach mam kryzys. Potrzebuję odpocząć, odespać, zrobić cokolwiek dla siebie, z myślą tylko o sobie. I posiadam tę wspaniałą umiejętność natychmiastowego zasypiania. Gdy tylko odkładam Cię do łóżeczka, przykładam głowę do poduszki i zasypiam dosłownie po chwili. Bardzo często w weekendy, Tata bawi się z Wami na podłodze w Waszym pokoju, gdzie krzyczycie, rozmawiacie, a ja śpię w tym samym pokoju to nie przeszkadza mi kompletnie nic.  Wybudza mnie każde Wasze piśnięcie, głośniejsze przekręcanie się w łóżku, mówienie przez sen, ale po sprawdzeniu, że śpicie dalej spokojnie, po minucie śpię i ja. Albo to geny - po Tacie albo wynik prawie trzyletniego zmęczenia nieprzespaną nocą.

Masz siedem zębów, najpiękniejsze wielkie, niebieskie oczy, które komplementują wszyscy znajomi i nieznajomi, ogromną radość i śmiech w głos, gdy bujasz się pierwszy raz na huśtawkach, uśmiech na twarzy, gdy tylko kładę Cię w poziomie na rękach, bo wiesz, że za moment będziesz jadł, a te chwile lubisz równie mocno jak ja. Często trzymając moją pierś w ustach, patrzysz mi prosto w oczy i nie puszczając jej, cały czas się śmiejesz. Gdy ja odwracam wzrok i udaję, że tego nie widzę, Ty specjalnie mnie zaczepiasz i ewidentnie próbujesz rozśmieszyć.

Jesteś dopełnieniem mojego szczęścia. Niezwykle pogodnym i radosnym Dzieckiem, Dzieckiem, którego śmiech - głośny, szczery, piękny słychać w naszym domu najczęściej ze wszystkich. Niech Twoja pogoda ducha trwa jak dłużej, a ta dziecięca czysta radość nigdy Cię nie opuszcza.

2015-02-26

Dzieciaczki,

śpicie razem na sypialni, bo jeszcze nie przeniosłam Marceli do Jej pokoju i łóżka. Usypiam Was jednocześnie w takie wieczory, jak dziś - a których ostatnio coraz więcej. W zeszłym tygodniu - trzy pod rząd. I nauczyłam się organizacji domowej bez pomocy Taty. Daję radę, ale odnoszę wrażenie,  że towarzyszy mi nieustanny stres. Bo robię "podchlapkę" Marceli, a z pokoju obok słyszę płacz Karola, bo przygotowuje kolację z najmłodszym na rękach, bo zastanawiam się, jak będzie wyglądało nasze wybieranie na spacer. Czy w pośpiechu nałożę pierwszy, lepszy sweter na domową bluzkę i spodnie, które znajdują się na wyciągnięcie ręki, czy Karol będzie zanosił się płaczem podczas ubierania, a Marcela krzyczała przy każdej części garderoby, której w celu przyśpieszenia wyjścia z domu założę Jej ja. I tłumaczę sobie sama, że przecież nie mam powodów do stresów, nikt mnie nie kontroluje, z niczego nikomu nie muszę się tłumaczyć, że powinnam wrzucić na luz i przyzwyczaić się, że przecież Dzieci są Dziećmi, denerwując się niczego nie zmienię, a krzyki, płacz Maluchów to przecież normalność.

Marcelko,

Twój słowotok trwa od rana do nocnego zamknięcia oczu z półtoragodzinną przerwą w ciągu dnia. Mówisz wszystko, o wszystko pytasz. Setki raz o to samo. A po czemu? Mamo, a kto to? - Wskazując na zdjęcie, na którym jesteś Ty i przecież dobrze o tym wiesz. Mamo, a czy garnek jest gorący? A patelnia? A rączka od patelni? A jaka to zupa? A są w niej pieczarki? A marchew? A ziemniaki? A czemu czajnik nie ma gwizdka? A jakie to kwiaty? A jak jest koza po angielsku? A może spotkamy Freda jak wyjdziemy na spacer? Mamo, a Fred lubi jak się go głaszcze? A gdzie jest Tata? - kilka(naście) razy w ciągu dnia, gdy Tata wyjeżdza na dłużej? A czemu On tak długo i długo pracuje? Może wreszcie przyjedzie. Mamo, a z kim rozmawiałaś? A co Ciocia pytała? I co jeszcze mówiła? Mamo, a Basia umie robić na sedes? Mamo, a Franek ma już zęby? Mamo, a Patrycja lubi płatki na mleku? Mamo, a rzodkiewka jest zdrowa? A Oliwka je rzodkiewkę? I  tak od rana do wieczora. Nie wiem, czy wszystkie dwuipółlatki tak mają. Czy każde Dziecko tyle mówi, jest takie ciekawe całego świata.  Przyznam - bywa to męczące. Ale, na ile potrafię staram się tego nie pokazywać, a tłumaczyć, objaśniać i odpowiadać. Po dorosłemu, ale pamiętając, ile masz lat. I choć nie łatwo mi wytłumaczyć kwestię ślubu Kościelnego i nakładania sobie obrączek, gdy pytasz, skąd mam ten pierścionek. co to jest obrączka, czemu Tata też ma obrączkę, to widzę, jak dużo rozumiesz, choć wydawać by się mogło, że to tematy jeszcze nie do ogarnięcia dla Twego wieku.  Ale przychodzisz i sama mi mówisz, że jak kiedyś będziesz dorosła i będziesz miała męża, to w Kościółku też dostaniesz taką obrączkę! Nie chcę kwitować odpowiedzi jednym zdaniem, że dostałam od Taty i tyle. Skoro można opowiedzieć tak dużo i w głębszy sposób zaspokoić Twoją ciekawość, to opowiadam, uczę, a co zostanie u Ciebie, zaprocentuje w przyszłości. Widzę to!
I słucham zza ściany, gdy tłumaczysz świat Karolowi:
Karol, coś Ci wytłumaczę. Jak to się porwie, to polecisz.
Karol, Maluszku!
Karol nie trzeba płakać. Mama jest, Tata jest, Marcelka jest.
Codziennie obserwuję Twój rozwój. Widzę, jak każdego dnia powiększasz zasób swojego słownictwa. Używasz wyrazów w celu wyrażenia własnych emocji i pytania o nasze. Widzę, jak wielkie korzyści niesie ze sobą codzienne czytanie przed snem albo opowiadanie wymyślanych na poczekaniu histrorii, czy bajek. W zależności od Twoich chęci i sytuacji. Gdy opowiadam o Czewronym Kapturku, bo tą właśnie bajkę sobie zażyczyłaś, przypominają mi się słowa Babci Beatki, którą kiedyś wujek Bartek ciągle w bajkach upominał, że wczoraj było przecież inaczej. Z Tobą jest podobnie. Gdy Czerwony Kapturek niesie Babci ciasto, Ty mnie poprawiasz, że przecież bułeczki ( bo wersja z bułkami była poprzedniego dnia)! Gdy lepimy z ciastoliny zieloną żabę, Ty przypominasz sobie, że przecież żabka nie posłuchała się Mamy i zabłądziła w lesie (moja własna wieczorna twórczość). Sama coraz częściej sięgasz do książek i czytasz mi. Patrzysz na obrazki i tworzysz coraz mądrzejsze, prawdziwie bajkowe historie.
Twoja wersja Kopciuszka:
I potem Wróżka mówi - Kopciuszku o północy musisz być w domu.
Okej, okej, okej.
Macocha pyta Kopciuszka. Czemu tyle sprzątasz? Bo tu taki bałagan. A potem przyniosła Jej klocki i Kopciuszek budował i rozwalał, budował i rozwalał!
Któregoś wieczoru przed zaśnieciem mówisz mi najpięknieszy komplement świata. Wymieniasz moje ładne części ciała...
Mamusiu, masz takie ładne oczka. Mamusiu, masz takie ładne policzki[...]. Masz takie ładne ramiona. Możesz mieć skrzydła i będziesz aniołem!    <3
Następnego dnia swoją wersję nieco ulepszasz.
Jak Mama będzie miała skrzydła, będzie aniołem.
A Karol? pytam
Karol będzie motylem.
A Tata?
Tata bałwanem!!
Myślę, że słowo bałwan ma dla Ciebie jeszcze jedynie wydźwięk bardzo pozytywny, ale użycie słowa w takim kontekście rozbawiło nas do łez.
Podziwiam Twoją wyobraźnię, umiejętność tworzenia historyjek, wymyślania rozmów telefonicznych i coraz częściej też zabaw. Z pustej suszarki na pranie tworzysz sobie miasteczko, które ma otwierającą i zamykającą się bramę. Stawiasz przede mną swoją pompowaną krowę - mówisz, że to będzie nasza brama, podajesz piłkę, która tymaczasowo pełni funkcję pilota do tej bramy. I otwieramy, i zamykamy. Wchodzisz i wychodzisz.
Tworzysz swój pierwszy rysunek. Potret Świętego Mikołaja, który ma okrągłą głowę, dwoje oczu na swoim miejscu, poziomą, prostą kreskę - buzię, włosy sterczące do góry, dwie kreski - jako ręce, dwie - jako nogi. Cały czarny. Dumna jestem niesamowicie. Nie przypuszczałam, że takie zwyczajne, wydawać by się mogło proste rzeczy dadzą mi tyle radości. Gdyby kiedyś, w czasach, w których nie miałam własnych Dzieci, jakaś koleżanka pokazała mi takie dzieło swojego malucha, myślę, że w duchu nie wiedziałabym kompletnie, o co jej chodzi. Takie sytuacje może zrozumieć tylko Kobieta - Matka, tylko Ona pojmie, zrozumie ten matczyny zachwyt.
Coraz bardziej lubisz wszelkie platyczne zabawy, które uskuteczniamy zaraz po tym, gdy Karol idzie na swoją pierwszą drzemkę. Na stoliku w pokoju masz pudełka z kredkami i mazakami, codziennie zmieniasz wystrój naszej tablicowo-magnetycznej ściany. Lubisz kleić, lepić z ciastoliny, pierwsza masa solna za nami, uczę Cię trzymać nożyczki i wycinać. Tata twierdzi, że jesteś bardzo dobrze manualnie rozwinięta, jak na swój wiek, a Tata przecież wie, co mówi.
Na topie: "Kundel bury" i "Old MacDonald..." w wersji angielskiej i polskiej. Zabawa w sklepową, chrupki kukurydziane (z racji posiadania młodszego brata), jajecznica na śniadanie (mogłabyś jeść codziennie), rodzynki (do podjadania podczas Peppy).
I gdybym miała więcej sił, i nie czuła, że mój umysł odpływa, a wzrok sam powoli się zamyka pisałabym i pisała o Tobie. Książki. Niekończące się poematy. Cudaku mój! Uwielbiam.