2016-05-28

Najdroższy,

skończyłeś dziś dwa lata. O 15.35 wnosiłam Cię na rękach po schodach (wróciliśmy z Podlasia) i odśpiewałam Ci "sto lat" całując Cię - ku Twej wielkiej radości- w szyję i poliki. Wieczorem zasnąłeś z głową na moim brzuchu, podczas gdy ja głaskałam Cię po Twoich blond włosach i śpiewałam:

'Ach uśnij mój malutki, już dawno śpią krasnoludki.
Śpi polny żuczek i mrówka, zasnęła Twoja poduszka.
Dobranoc już dobranoc, melodia do snu ukołysze,
zaśnijcie już moje dzieci, wsłuchajcie się w nocy ciszę..."

A potem, gdy śpiącego odkładałam Cię do Twojego łóżka, wpatrywałam się w Ciebie kilka minut, chcąc zapamiętać i na zawsze zachować w sercu widok Ciebie - mojego dwuletniego chłopca. Chłopca, którego porodu oczekiwałam w Dzień Matki, a który następnego dnia zaskoczył mnie tak samo, jak dwie kreski dziewięć mięsiecy wcześniej, których przecież się spodziewałam.

Życzę Ci Malutki tej wielkiej radości, którą nas wszystkich zupełnie nieświadomie obdarzasz. Niech Twoja upartość pomoże Ci w realizacji celów, a logiczne myślenie, dzięki któremu teraz osiągasz, to co chcesz, kiedyś pomoże Ci zdobywać świat. Nazywaj swoją siostrę "Melcią", pozostań miłośnikiem zwierząt, idź tam, gdzie Ci serce podpowiada, ciesz się z drobiazgów ( tak jak teraz na widok drożdżówki, czy gruszki buzia śmieje Ci się od ucha do ucha), dziel się tym, co masz, trenuj grę w piłkę nożną, a, po każdym upadku wstawaj z podniesioną głową i pamiętaj, że w moje ramiona zawsze możesz się wypłakać.

Mój pterodaktylku! 

2016-04-10

Dzieciaczki,

w zeszłym tygodniu, wiosna w pełni zawitała do Lublina. Zdjęliśmy czapki, ba, nawet kurtki na rzecz rozpinanych bluz i narzucanych na wierzch kamizelek, gdy w piaskownicy zaczynał zapadać zmrok. Wyczyściliśmy balkon, na którym w krótkim rękawku i okularach przeciwsłonecznych zjedliśmy we trójkę pierwszy obiad. ("Mamo, mogę wyrzucić przez balkon ziemniaki dla gołąbków?") Przestawiliśmy się na rytm trzech spacerów dziennie. Pierwszy - do przedszkola, a po odprowadzeniu starszej zaglądamy z Karolem na puste jeszcze place zabaw, głaszczemy psy na porannym spacerze, robimy zakupy na obiad. Drugi - po Marcelkę, z rowerem i getrami na przebranie (bo do przedszkola obowiązkowo spódnica). Wracamy po 16stej na szybki obiad i po godzinie jesteśmy z powrotem na placu, gdzie zbiera się Wasza stała ekipa. Sandra, Maksio, Kalinka i Wy. Na rowerach i jeździkach, huśtawkach i zjeżdżalniach, trzepakach i osiedlowych chodnikach. Uwielbiam ten czas. Pełen śmiechu, beztroski i Waszej pełnej radości. Gracie w berka, chowanego, malujecie kredą. Dziewczyny urządzają sobie rowerowe wyścigi, a my próbujemy dotrzymać Waszego tempa, by mieć Was chociaż w zasięgu wzroku, dzielimy się, by ktoś czuwał nad starszymi, a ktoś nad młodszymi. Biegam za Karolem, który w wózku jeździ teraz w wyjątkowych sytuacjach, a największą frajdą jest świąteczny prezent - jeździk twistcar. Obowiązkowo zabierany na każdy spacer i obowiązkowo wnoszony z powrotem na górę - nie może zostać w wózkowni, bo Karol ostro protestuje. Na trasie Dom Kultury - Stokrotka rozpędza się do takiej prędkości, że biegnę, jak głupia mijając przedszkolne Mamy i doganiam Młodego z myślą, że jest przerażony tempem, w jakim jechał, a on z uśmiechem "pesio", "pesio", bo przecież jest największym miłośnikiem czworonogów. Mi serce biło jak oszalałe, bo już go widziałam lądującego na sklepowych drzwiach. Ale Karolowi zawrotne prędkości nie są straszne. Jeszcze szybciej odpycha się nogami i szelmowsko uśmiecha, gdy zauważa jakąś osiedlową górkę, wjeżdża i zjeżdża ze wszystkich krawężników i oczywiście wszystko "sam". Wieczorny, pospacerowy powrót do domu zajmuje nam kolejne 40 minut, bo przecież wszyscy muszą zostać odprowadzeni. Po kilka razy. "To co, może teraz Sandrę odprowadzimy? Nie, ja już byłam odprowadzana. Teraz Kalinkę". Po takich dniach, zasypiacie w kilkanaście minut, nasyceni świeżym powietrzem i dobrą energią, a ja mimo fizycznego zmęczenia, czuję że żyję. 
Witaj ukochana poro roku. Rozpieszczaj nas jak najdłużej!

Marcelko, moja mała kobietko ( "Ty jesteś dorosła, a ja jestem taka mała kobietka")

zastanawiam się, czy bunt dziecka kiedykolwiek się kończy... Bywają sytuacje, gdy trudno nam się jest dogadać, a moje próby okiełznania Twojej upartości i krzyku nie przynoszą efektów. W pewnych sytuacjach sama nie wiem, kiedy powinnam odpuścić, a kiedy jednak stawiać na swoim. Wyczytałam kiedyś mądre słowa, że o wiele lżej jest rodzicom, gdy sami przestaną się upierać. I sama łapię się też na tym, że po chwili namysłu, mój upór w jakiejś kwestii uważam za zupełnie niepotrzebny, że przecież mogłam odpuścić, że nie warto było. Ale z drugiej strony - chcę przecież byś przestrzegała zasad dobrego wychowania, z szacunkiem odnosiła się do najbliższych, używała "magicznych" słów. 
Niektóre nasze dialogi, Twoje odzywki potrafią wytrącić mnie z równowagi, szczerze zasmucić i sprawić, że wieczorami myślę, jak powinnam reagować, jak postępować, by od razu eliminować to, co mi nie odpowiada.

Marcelka, zaraz wychodzimy, zrób siku.
Robiłam.
Kiedy?
KIEDYŚ!!!

Ale Ty mnie męczysz. Ciągle tylko siku, umyj ręce, umyj buzie!!

Nie lubię Ciebie. 

Jestem na Ciebie zdenerwowana. Nie odzywaj się teraz do mnie. 

Pić! Wody! 

Daj mi coś słodkiego. W tej chwili!

Prawie codziennie prowadzimy debaty:
 - na temat słodyczy. Mogłabyś jeść je nieustannie i to trochę taka moja karta przetargowa. Nagroda za dobre zachowanie i kara za niewłaściwe postępowanie. Mi też wyznaczasz kary. "Mamo, to dziś zakaz słodyczy do końca dnia i zakaz placu zabaw. Nie możesz ze mną iść, tylko Tata może". 
- na temat ubioru. Stroje najczęściej wybierasz sobie sama. Sugeruję Ci, co moim zdaniem pasuje  do czego, co będzie wygodniejsze na rowerze, a co lepsze na tańce. Ale jak czasami uprzesz się na konkretny element garderoby, to żadne moje argumenty nie przebiją się przez potok łez i krzyk na pół osiedla. Już nie wiem, ile razy Ci tłumaczyłam, że nie musimy się przebierać po kilka razy dziennie, że plama na bluzce (gdy siedzimy tylko w domu) w niczym nam nie przeszkadza i, że wszystko  nie pierze się samo. 
- na temat zachowania przy stole. Jedzenia bez nieustannego kręcenia się, co skutkuje rozlewaniem i wywalaniem, prostego (w miarę siedzenia) i nie picia co kilka sekund.

Ale pozwalam Ci na złość i płacz, cieszę się, że sama potrafisz nazwać emocje, powiedzieć, że jesteś na mnie, czy Karola w danej sytuacji zła. Masz do tego prawo, jak każdy człowiek. Jesteś wybuchowa i impulsywna - jak ja. Ale po chwili już o tym nie pamiętasz, a ja wciąż jestem "najlepszą Mamusią w świecie". Od dziś "błogosławioną między niewiastami". :) 

Potrafisz samodzielnie zapiąć kurtkę/bluzę. Ułożyć puzzle z 60 elementów. Wejść do wanny, wymyć się, wyjść, wytrzeć i ubrać. Utrzeć jabłka, napisać MAMA i TATA. Wycinać proste kształty, żegnać się. Znasz na pamieć Ojcze Nasz. Potrafisz rytmicznie i melodyjnie śpiewać, wymyślasz piosenki "na poczekaniu" o tym, co akurat robimy, co się dzieje. Potrafisz napisać A,B,M,O,T,S. Rozpoznajesz, ale musisz zobaczyć, żeby samej napisać R,K,P,C,L. Wykonujesz proste działania matematyczne, kolorujesz bez wychodzenia za linię, coraz staranniej i z rzeczywistą przyjemnością, podobnie jak z układaniem puzzli, lubisz i jesteś w tym rzeczywiście dobra. 

Masz bardzo fajny kontakt z Karolem. Niespełna dwulatek jest coraz lepszym kompanem do wspólnych zabaw. Uwielbiacie posiedzenia w toalecie. Na sedesie/nocniku, albo po prostu w łazience przy zgaszonym świetle. Czytasz mu książki, zadajesz zagadki. Chwalisz "brawo Karoluś", gdy dobrze wskaże, to, o co go prosiłaś. Uwielbiam Twój uśmiech, gdy wstajesz wcześniej, a po jakimś czasie do pokoju wchodzi zaspany Karol. Te Twoje "czeeeeść" jest wtedy tak urokliwe, i stęsknione, jak te po powrocie z przedszkola, gdy w progu się ściskacie i przytulacie. Jesteś opiekuńcza i troskliwa. Lubisz być prawdziwą starszą siostrą i pomagasz Karolowi w codziennych czynnościach. "Mamo, ja mu założę skarpety."
"Mamo, ja wleję Karolkowi wody".
"Chodź Karoluś, ja Cię umyję".
"Daj, wycisnę Ci ketchup"
"Chodź, nałożę Ci pasty".

Widzę i doceniam. I chociaż w domu kłócicie się setki razy, ściskacie, bijecie, popychacie, to w towarzystwie podwórkowych/przedszkolnych dzieci zawsze stoisz w Jego obronie. To jest Twój brat, może się z Wami bawić, nikt nie może Go wyganiać. 

A ja uwielbiam tylko nasze "babeczkowe spacery", wyjścia na tańce i obowiązkowo po nich wizyta w Stokrotce. Uwielbiam nosić Cię na barana ( bo wiem, że za parę kilogramów nie będę dała rady) i na rękach - choć tak, wiem, jesteś już duża. Lubię jak wtulona zasypiasz na moim ramieniu, gdy przepychacie się oboje z Karolem, bo każde chce mieć kawałek mnie obok siebie. Uwielbiam 'kocham Cię Mamusiu' i Twoje: 'To może zrobimy tak, mam taki plan...'

Słońce moje. Znów śpimy razem. Ty w poprzek łóżka. Ja na jego skraju. I wiem Mamuś, zatęsknię i za tym. 


2016-02-03

Karolku,

nawet nie wiem, od czego zacząć. Czy od skupienia się na tej Twojej przesłodkiej naturze, kiedy to nieproszony podchodzisz, wdrapujesz się na kolana i przytulasz, czy od opisania (chociaż to trzeba zobaczyć) Twej upartości i histerii, kiedy nie dostajesz tego, co sobie akurat wymyśliłeś.

Masz skończone 20 miesięcy i jesteś w trakcie odpieluchowania. Wprawdzie planowałam cały proces rozpocząć wiosną, ale sam zacząłeś dawać sygnały, że jesteś coraz bardziej gotowy. Gdy Marcelka idzie do toalety, Ty ją wyprzedzasz, podbiegasz do sedesu i krzyczysz: ja, ja. Ściągasz spodnie i odpychając Siostrę załatwiasz swoje potrzeby fizjologiczne. Sam fakt, że Marcelka idzie do łazienki, działa na Ciebie bardzo mobilizująco, choćby to miała być jedna kropelka, ale zawsze robisz. Słowa również są dla Ciebie dobrą motywacją, to że robisz coś sam i możesz się przed innymi pokazać, więc wykorzystuję i zachęcam do tej samodzielności w rozbieraniu/podcieraniu/spłukiwaniu wody. Nauczyłeś się mówić siusiu, więc i nasza komunikacja jest coraz lepsza. Czasem zawołasz przed faktem, czasem od razu po, ale rozumiesz, o co chodzi, więc wykorzystuję czas i próbuję. Na spokojnie, bez grama złości ze świadomością, że nic na siłę. Inaczej niż w przypadku Marceli, gdy po prostu zdjęłam pieluchę i poza nocą już jej nie zakładałam i zaliczałyśmy wpadki na środku sklepu odzieżowego, cz w piaskownicy tak teraz, z racji pory roku stosuję trochę inny system. Inaczej, dużo wolniej, ale duma z każdego świadomego skorzystania z toalety niezmiennie taka sama. 

Zaczynasz mówić. Coraz więcej słów jestem w stanie zrozumieć, chociaż gestem, spojrzeniem i   miną, i tak potrafimy się dobrze komunikować ze sobą. Mówisz ju (już), jeśce (jeszcze), mi (miś), pta (ptak), nie chce, babcia, babciu, pci (pić), babo (balon), nie ma, dobla (dobra), mama, tata, ta (tak), nie, dadio (dziadzio), lace (inhalacje, które są stałym elementem naszych dni w sezonie jesienno-zimowym), siusiu, sio, jedzie, nie na (nie ma), zi (zimno).

Śmieję się, że masz swojego ulubionego przyjaciela. A jest nim zielone Ikeowskie krzesełko, które służy do realizacji Twoich pomysłów. Codzienny widok - Twoje spojrzenie, które dobrze znam. Niewinne, ale z błyskiem w oku i z towarzyszącym mu uśmiechem na twarzy, krzesło przed sobą, i obserwuję, co tym razem wymyśliłeś. Najczęściej stajesz przy umywalce w łazience i chlapiesz się wodą, setki razy moczysz szczoteczkę, zjadasz dziecięcą pastę do zębów w litrach albo wędrujesz w stronę kuchennego blatu. Ale z zielonego krzesła kiepski jest dostęp do kuchennych słoików, chlebaka, mikrofali, więc bierzesz duże krzesło, podstawiasz pod blat i masz pełen dostęp do mojego świata. Podgryzasz jabłka ze skórką, obierasz mandarynki, bawisz się pojemnikami z przyprawami albo po prostu siadasz na blacie ze swoim przesłodkim uśmieszkiem i machasz nóżkami, jak gdyby nigdy nic. Blat to Twoje ostatnio ulubione miejsce, bo gdy tylko zabieram się za przyrządzanie posiłków od razu do mnie przybiegasz, wskazujesz tu, tu i mam Cię posadzić tak, żebyś wszystko mógł obserwować.

Jesteś niesamowicie uparty i nerwowy. Dla mnie to nowość, bo Marcelka nie serwowała nam takich akcji histerii i wybuchów złości, gdy coś szło nie po Jej myśli. Gdy zamykam łazienkę i nie pozwalam kolejny raz odkręcać wody z kranu/gdy wyciągam Cię z wanny po długiej kąpieli/gdy nie pozwalam odgryzać skórek od pomarańczy i pluć nimi na podłogę/gdy zabieram kubek z wodą, bo specjalnie wylewasz zawartość na ziemię/gdy zabieram mazaki i nie zgadzam się na malowanie nimi po stole, czy ścianach - zawsze reagujesz tak samo. Płaczesz, krzyczysz, tupiesz nogami, mówisz pa pa i obrażony wychodzisz z pokoju, w którym jesteśmy. Ostatnio w nerwach gryziesz meble albo swoje ręce - ja sama odsuwam się na bezpieczną odległość, bo moja osoba też staje się wtedy obiektem Twoich zębów. Jesteś Mistrzem chwilowego obrażania się. Gdy zamykam "Czereśniową", bo tak Ci wcześniej zakomunikowałam i mówię, że już czas na drzemkę, z płaczem i poduszką pod pachą wychodzisz do salonu. Próbujesz ułożyć się obok grzejnika, zerkasz na mnie siedzącą w fotelu, widzę w Twoich oczach moment zawahania się - wdrapać się na kolana i przytulić, czy nie, rezygnujesz po czym zasypiasz pod biurkiem Taty. Albo odwracasz się plecami ode mnie, stajesz w rogu blatu w kuchni, spuszczasz głowę i tak naburmuszony wytrzymujesz w bezruchu przez chwilę. Moment ubierania to też często napad Twojej złości, bo wszystko Ci nie pasuje. Od bodziaka, po zapinanie guzików na ramieniu, wkładanie pieluchy/chłopięcych bokserek (uwielbiam Cię w nich mój dorosły chłopczyku!), czy bluzy, którą ostentacyjnie ściągasz albo trzymasz tak mocno, żebym nie dała rady jej włożyć. Biegasz wtedy po całym domu, próbujesz sam nakładać spodnie przed spacerem, nie zwracając uwagi na to, że najpierw chcę włożyć Ci rajstopy, uciekasz przed założeniem ostatnich części garderoby (kurtka/czapka/golfoszalik), a gdy odkładam je na półkę i zaczynam ubierać się sama, z płaczem i krzykiem zdejmujesz je z półki i mi je podajesz, więc znów próbuję Ci je włożyć, a tu znów uciekasz i tak powtarzasz kilka razy, aż wreszcie podchodzisz, grzecznie stajesz i dajesz się ubrać...??!! Takie podchody robisz też w momencie siadania do posiłku. Ganiasz po domu, podbiegasz pod krzesełko, a gdy próbuję Cię do niego włożyć, uciekasz, znów przybiegasz i znów uciekasz..., aż w końcu przychodzisz i prosisz, żeby Cię wsadzić. Na szczęście w ostatnim czasie takie sytuacje mają już coraz rzadziej miejsce (dorastasz?), podobnie jak przestałeś gryźć innych wtedy, gdy Ci coś nie pasowało. Siniaki po Twoich ugryzieniach Marcelka miała nawet na policzkach. I oberwało się Jej za to, że się do Ciebie przytuliła, a Ty sobie tego akurat nie życzyłeś. W pewnym momencie Twój rówieśnik - Maksio zaczynał płakać, gdy tylko do niego podchodziłeś, a gryzłeś Go, gdy tylko zabierał Ci zabawkę, czy nie chciał podzielić się swoją. I nie wiem, czy to był po prostu taki etap przejściowy, czy moje nieustanne: Karol, tak nie wolno, zobacz to boli i Marcelka płacze. Proszę ją przytulić poskutkowało.

Wierzę, że i Twoja wybuchowość, reagowanie płaczem i histerią niebawem miną. Bo już z doświadczenia wiem, że to wszystko jest tylko przejściowe. Pewne rzeczy trzeba po prosu przeżyć, nadchodzą z różną intensywnością, w zależności od Waszych temperamentów i naszych sytuacji życiowych. Bunt dwulatka zmieni się w bunt trzylatka. Zamiast prób gryzienia będziesz mi mówił, że teraz ze mną nie rozmawiasz...Taka kolej rzeczy. I choć czasem nerwy trzeba trzymać na wodzy, zacisnąć usta i nie krzyknąć (pracuję nad tym Synku, ciągle się staram), to Twój przesłodki uśmiech Anioła potrafi sprawić, że w jednej chwili zapominam, że przed chwilą mnie zdenerwowałeś.

Lubisz się przytulać. Tak po prostu. Bez proszenia i namawiania. Podchodzisz, łapiesz mnie dwoma rękoma za szyję i przytulasz z całych swoich sił. Spoglądasz w oczy i całujesz. O różnych porach dnia. Gdy masz na to ochotę. Ja mam zawsze. Gdy gotuję w kuchni, podbiegasz i przytulasz się do mojej nogi. Prowadzisz do pokoju, bierzesz książkę, każesz mi siąść na dywanie, po czym siadasz mi na kolanach i razem czytamy nasze książki bez liter. Denerwujesz się, gdy wstaję, by sprawdzić piknięcie w telefonie, czy napić kawy. Mam być dla Ciebie. Tylko dla Ciebie.

A ja uwielbiam te momenty, gdy wtulasz swoją głowę w moje ramię, chowasz się tak, jak gdybyś chciał schować się przed całym światem w najbezpieczniejszych ramionach pod słońcem. Lubię, gdy tak jak dziś zasypiasz z rękoma na mojej szyi, a ja swoim nosem dotykam Twego polika i wsłuchuję w Twój oddech. Uwielbiam Cię usypiać i choć Tacie zdarza się to zdecydowanie częściej, bo po prostu chcesz swój wieczorny rytuał wykonywać z Tatą, a Marcelka ze mną, ale gdy uda mi się zostać z Tobą sam na sam, to chłonę te momenty całą sobą. Masz dwie metody zasypiania. Albo zaczynasz od "wędrówek ludów" po domu i wraz z poduszką przechadzasz się po mieszkaniu, zaglądasz co chwila do Marceli, idziesz setny raz umyć zęby, podjeść coś z kuchennego blatu albo zmęczony od razu układasz się na sypialnianym łóżku i chyba z tego zmęczenia dopada Cię głupawka. Głupawka, którą bardzo lubię i sama oddaję się Twojemu nastrojowi. Znosisz wtedy wszystko ze swojego łóżeczka na nasze, tysiąc razy zmieniasz pozycję, zaczepiasz mnie rozmówkami w swoim języku, sprawdzasz, czy na miejscu mam oczy, uszy i nos, przytulasz się co chwila i całujesz mnie w policzki. Wyczyniasz akrobacje z poduszką, kocem i kołdrą, podkładasz je pod siebie, bo lubisz w takiej pozycji zasypiać. A przed drzemką w ciągu dnia (między 12, a 13), gdy jesteśmy sami i mogę zapewnić Ci ciszę do usypiania, siadam w fotelu Taty i czekam kilka minut, aż sam do mnie przybiegniesz. Najczęściej już po chwili wędrujesz ze swoją poduszką, kładziesz ją na moim ramieniu i tak wtulony usypiasz po kilkunastu minutach. Gorzej w weekendy albo wtedy, gdy Marcelka zostaje w domu, wtedy kusi Cię zabawa, a namówienie do przytulenia graniczy z cudem. Padasz wtedy ze zmęczenia podczas obiadu późnym popołudniem. Przebudzasz się, gdy Marcela szykuje się do kąpieli. No istny Meksyk. Wierzę wtedy w mądrości psychologów, że konieczny jest stały rytm dnia.
Uwielbiam Twoje spojrzenie, gdy coś weźmiesz, schowasz za plecami, i czekasz. Ja proszę kilka razy, a potem Ty z uśmiechem oddajesz i bijesz sobie sam brawo. Uwielbiam Twój uśmiech i blond loki na głowie. Uwielbiam wyraz twarzy, gdy z dumą jeździsz samochodem po mieszkaniu. Uwielbiam to skupienie, gdy próbujesz sam założyć kapcie, włożyć spodnie, czy skarpety. Uwielbiam Twoje podekscytowane Mamo, Mamo - wtedy wiem, że ptaki przyleciały do karmnika. Twoje pełne czułości Babciu, gdy patrzysz na telefon i okrzyki Babciu, Babciu, gdy słyszysz dźwięk wybieranej audio rozmowy. Relację z Tatą, bo wiem, że to dla Ciebie najważniejsza osoba na świecie.
A Ty najbardziej lubisz robić wszystko sam. Wlewać sobie sok - sam, jeść sam, wchodzić i wychodzić z wanny sam. Obierać mandarynkę i wybierać bluzę na spacer. Lubisz Czereśniową i Czy jest tam kto, bo możesz z impetem stukać we wszystkie narysowane drzwi i sprawdzać, kto się za nimi kryje. Lubisz tańczyć w kółku i wdrapywać mi się na barana. Puszczać pociąg po torach i bawić się samochodami.  Uwielbiasz chodzić w koralach i bransoletach Marceli, dobrze Ci idzie również w Matczynych obcasach. Nie lubisz zimy, jazdy na sankach, ani spacerów po śniegu. Podczas naszych eskapad na górkę pod blokiem, stałeś praktycznie bez ruchu i co raz pokazywałeś na drzwi wejściowe do naszej klatki. Świeże powietrze lubisz wdychać albo z poziomu moich ramion, ewentualnie (nie za długo) z wysokości wózka. Nie lubisz jajecznicy, a warzywa udaje mi się przemycić jedynie w zupach (ulubiona - rosół). Nie przepadasz za chlebem, a z wędliny podobnie jak i Siostra tolerujesz tyrolską, parówki, kiełbasę i kabanosy. Surówkami ostentacyjnie plujesz z głośnym jednoczesnym bleee...

Lubię bardzo etap, na którym obecnie jesteś. Już nie niemowlak, ale gdy zasypiasz w moich ramionach, wciąż mam Ciebie malutkiego przed oczami. Mogę jeszcze całować w stopy, udawać łaskoczącego pająka i dmuchać w szyję wiedząc, że jeszcze Cię to bawi. Zapach niemowlęctwa. I łapię te ostatnie chwile, korzystam póki mogę i póki wciąż tego chcesz.

I pamiętaj, o tym, co szepczę Ci codziennie. Bardzo Cię Kocham.