2014-09-15

Dzieciaczki moje Najdroższe,

w domu błoga cisza, tylko dźwięki klawiatur i zapach gorącego jeszcze leczo. Jesteście moim światem, życiem, wszystkim. Dajecie siłę, energię i radość nie z tej ziemi. Nie potrafię i nawet nie chcę wyobrażać sobie innego scenariusza własnego życia. Sens. Dwoje Dzieci. Rodzina. Wszystko już mam. 

Marcelusiu moja,

jesteś wspaniała, radosna, mądra i coraz śmielsza wobec obcych, często zaczepiających Cię osób. Wiem, że poradzisz sobie w życiu. 

Dziś na dożynkach wojewódzkich Ty z racuchem w ręku mówisz do mnie - usiądę, po czym obserwuję Cię, jak odchodzisz od nas i sadowisz się na wolnym krześle obok małżeństwa reprezentującego jakąś organizację, którzy w tym momencie z krzeseł nie korzystali. Więc usiadłaś i spokojnie dokończyłaś zlizywanie z racucha cukru pudru. 

Gdy kilka dni temu na ulicy zaczepiła Cię jakaś kobieta z pytaniem, czy chcesz naklejkę od pani doktor odpowiedziałaś - Nie chcę naklejki, zjadłam loda. Naklejkę dostałaś, odkleiłaś, a papier po niej oddałaś lekarce. 

Z przyjemnością wchodzę z Tobą do sklepów spożywczych, oglądasz towary, bierzesz to, co potrzebujemy, a to czego nie bierzemy - odkładasz na miejsce. Podajesz kasjerom pieniądze. Wszystko bez histerii, dodatkowych słodkości, które oczywiście, że chcesz, ale po moim wytłumaczeniu odnosisz z powrotem. Gorzej wypadają zakupy odzieżowo-obuwnicze, bo w tego typu sklepach momentalnie lokalizujesz stoiska z butami, siadasz na podłodze, zdejmujesz swoje buty i po chwili masz już na nogach za duże kalosze albo krzyczysz Mama pomóż starając się wepchać na swoje stopy trampki w rozmiarze 19. Biegasz między półkami, grasz ze mną w chowanego, przymierzasz opaski, ściągasz spinki, bierzesz kilka wieszaków z jednego rodzaju swetrami, więc moja cała uwaga zdecydowanie skupia się na Tobie i wspólnym odnoszeniu wszystkiego tam, gdzie być powinno. Wielbię zakupy online i możliwość zwrotu zamówionego towaru.

Ostatnimi czasu upodobałaś sobie pytanie zaczynające się od słowa mogę.

Mamo, mogę to wziąć?
Mamo, mogę tu wejść,
Mamo, mogę tu poskakać?
Mamo, może tu Ela leżeć?

I nie wiem, czy tak już Ci zostanie, czy to przejściowy etap Twojej grzeczności, a może po prostu uwielbienie wobec słowa mogę. 

Nadużywasz zwrotu - byłam pierwsza. 

Gdy wybieram się do toalety, Ty biegniesz ze mną i krzyczysz - byłam pierwsza. Gdy wracamy po popołudniowym spacerze do domu i tłumaczę Ci, że już pora na kąpiel, od razu słyszę - byłam pierwsza. Gdy Ciocia Justyna pyta się Oliwki, czy ma ochotę się pohuśtać - Ty biegniesz w stronę huśtawki krzycząc oczywiście - byłam pierwsza. 

Zaczynasz mieć poczucie humoru, żartować i kombinować. Podczas oglądania książki, Tata pyta się Ciebie - gdzie są małpy,a Ty je zasłaniasz i śmiejąc się mówisz nie ma. Uwielbiasz grać w chowanego, odwracasz się, zasłaniasz oczy, liczysz po swojemu (zawsze siedem, osiem, siedem, osiem) i zerkasz między palcami albo ukradkiem się odwracasz, żeby zlokalizować chowającego się towarzysza zabawy. 

Wymyślasz niestworzone historie. Patrząc na jakieś obiekty, często mówisz, tu byłam z Tatą/Mamą/Babcią/Dziadkiem, a gdy zaczynam Cię wypytywać, co tam robiłaś/kupiłaś wymyślasz odpowiedzi na poczekaniu. Będąc w Bielsku często opowiadałaś, jak to rzekomo byłaś z Dziadkiem w Lidlu po kredki i upadłaś tam na kolana. Oczywiście w Lidlu byłaś z Dziadkiem nie raz, ale kredki i kolana to już Twoja bajka. 

Wszystkie Twoje lalki nazywają się Ele. Prowadząc swoje rozmowy telefoniczne naśladujesz Babcię Beatkę często powtarzając to pa, pa, papa. 

Z Twoich pierwszych razów: pierwsza lalka - bobas, pobyt na wesołym miasteczku (karuzela łańcuchowa - sama, samochody z Tatą i łabędzie z Mamą). 

Lubisz wszystkie publiczne toalety i załatwianie się na trawę - nawet, co kilka minut, jeśli zauważysz inne, siusiające dzieci.

Doskonale radzisz sobie na rowerku biegowym. Coraz częściej unosisz obie nogi i utrzymujesz równowagę.

Do znajomości różowego, niebieskiego, zielonego, czerwonego i żółtego (który często myli Ci jeszcze z zielonym) dołączył biały i czarny. Zielony - Tato, jedź!

I choć Twoja upartość, niedelikatność wobec Karola i niosące się po całym domu co chwila Mamo Mamo, Mamo doprowadzają mnie nie raz do białej gorączki to momenty, w których przychodzisz i całujesz mnie np. w kolano albo w oko są najcudowniejszą rekompensatą.

 Nie mogłabym sobie wymarzyć fajniejszej córki. Łobuziaro!!


Karolu zwany Burmistrzem,

tak, to określenie Babci Heni idealnie do Ciebie pasuje. Często przybierasz taką minę - nadymasz swoje krągłe poliki i po prostu obserwujesz. No mówię Ci - jak burmistrz. Uwielbiasz swoje odbicie w lustrze. Patrzysz, piszczysz, machasz rękoma i nogami, i się śmiejesz. Podobnie reagujesz na śmiech, jaki wydaje z siebie lalka Marcelki. Jesteś duży i wciąż tak samo radosny. Uwielbiam, gdy skupiasz na czymś/na kimś wzrok i patrzysz tymi swoimi wielkimi oczami z jednocześnie rozchyloną buzią. 

Dziękuję Ci za noce, podczas których budzisz się najczęściej dwa razy, a po kilkuminutowym jedzeniu od razu zasypiasz. 

I jesteś bardzo dzielny, mój chłopczyku, bo już nie liczę razów, które dostajesz od swej starszej Siostry. Nie wiem, czy to chęć zwrócenia na siebie uwagi, zazdrość, zwykła złośliwość, czy cokolwiek jeszcze innego. Ale trzyminutowe samotne siedzenie w pokoju skutkuje. Marcelka powraca z rozczulającym Kalolku, psiasiam. Kalolku psiasiam. Wiem, że uwielbia Cię całą sobą, ale czasem odnoszę wrażenie, że nie ma co zrobić z energią i siłą, którą posiada i tu gdzieś za mocno ściśnie, tam przywali, tam ugryzie. Ale nie bój się, chronimy Cię, tłumaczymy i nie zostawiamy Was jeszcze samych na dłużej niż kilka sekund. Ale dla Niej inny obraz rodziny już nie istnieje. Gdy mówimy, że gdzieś się wybieramy, pojedziemy, zawsze wymienia członków swojej rodziny - Ciebie często umieszczając na pierwszym miejscu. To od Niej dostałeś możliwość polizania swojego pierwszego w życiu lizaka - wcześnie - w trzecim miesiącu życia. To na Nią patrzysz z zaciekawieniem, śledząc wzrokiem, jak przebiega obok Twojego bujaczka, to Ona jako pierwsza wyjaśni Ci rzeczywistość, to Ją będziesz naśladował we wszystkim, to Ona będzie Twoim przewodnikiem na podwórku, to trzymając właśnie Jej rękę będziesz poznawał place zabaw, to z Nią do pewnego momentu będziesz przemierzał świat, 

I choć bywa ciężko, wyczerpanie zarówno fizyczne, jak i psychiczne wpływa na mój nastrój, zachowanie, nerwowość to codziennie dziękujemy wspólnie z Tatą Najwyższemu za Was, za nasze Dzieci. Tak, macierzyństwo, ojcostwo nie jest łatwe, ale uczę się patrzeć na wszystko z perspektywy MOGĘ. Uczę się choć nie przychodzi mi to z łatwością. Staram się tłumaczyć samej sobie, odpuszczać w pewnych kwestiach. Po chwili namysłu dziękuję Tacie za słowa przecież nie jest wcale tak brudno, cieszmy się, że w ogóle mamy gdzie mieszkać...

Odpuść, usiądź, żyj, ciesz się tym, co masz. Wyrywaj chwile dla siebie. Sekundy ciszy, wolności i głębokiego oddechu. 

Uczę się tego. Dla Siebie samej i dla Was. 



2014-09-03

Lolku mój,

tak nazywa Cię Twoja starsza Siostra. Karolkiem lub Lolkiem. 27 sierpnia skończyłeś 3 miesiące. Waga łazienkowa wskazuje 7 kilogramów, a ubrania na 62 cm robią się już za małe. Wszyscy mówią, że jesteś duży, a ja zastanawiam się, kiedy gondola zrobi się na Ciebie za krótka. Wiem, że porównywanie Dzieci nie ma sensu, bo każde jest inne, ale skoro mam już Was dwoje i to w tak nie długim odstępie czasu to porównywanie wychodzi samo, jakoś tak naturalnie. Jesteś dużo spokojniejszy niż Marcelka na tym samym etapie rozwoju, mniej ruchliwy (chociaż to zmienia się z każdym dniem). Nie lubisz leżeć na brzuchu, bo Twoja głowa (3 miesiące, a czapki na obwód głowy 43cm są już za małe) jest zdecydowanie zbyt ciężka, a ta pozycja zwyczajnie Cię męczy. Chwilę poleżysz, po czym zaczynasz stękać z wysiłku i ta perspektywa patrzenia na świat póki co Ci nie odpowiada. A ja nie zmuszam. Kładę codziennie, ale krótko, noszę do góry i przodem do świata byś w ten sposób trenował mięśnie.

Za to jesteś najradośniejszym chłopczykiem, jakiego widziałam. Jedno spojrzenie na Ciebie, radosna twarz rozmówcy, pogłaskanie po poliku wystarczą, by wywołać szczery śmiech na Twojej twarzy. I często, gdy już przysypiasz, patrzysz na wpół otwartymi oczami (spojrzenie tęskniące za rozumem, jak mawia Babcia ) a dojrzysz mnie kołyszącą Twój wózek, posyłasz mi tak cudny uśmiech, że zamieniam MUSZĘ kołysać, na MOGĘ kołysać i cieszę się z tych chwil jak głupia. Śmiejesz się w głos, piszczysz i masz łaskotki Mój Ty Niebieskooki. I wiesz  - jesteś przeuroczym niemowlakiem. Takim kształtnym, proporcjonalnym z wielkimi, niebieskimi oczami. Jesteś uosobieniem radości i spokoju. Płaczesz wtedy, gdy po długiej drzemce budzisz się na jedzenie - wtedy nie ma zmiłuj - muszę być w pobliżu albo gdy jesteś zmęczony. Już po Twoich oczach potrafię rozpoznać, kiedy chcesz spać, a które marudzenie świadczy o znudzeniu i tęsknocie za towarzystwem. Uwielbiasz być zabawiany. Leżeć na plecach i widzieć nad sobą znajomą twarz, która się do Ciebie uśmiecha, zaczepia, stroi miny, naśladuje dźwięki. 

Śpisz pięknie na świeżym powietrzu, nawet do trzech godzin. Takie senne maratony nie zdarzają Ci się w domowym łóżku. Tu wiele hałasów Ci przeszkadza i zakłóca Twój spokojny, lecz i tak krótki sen.

I wybacz swej starszej Siostrze, że często wobec Ciebie jest tak niedelikatna. Nie ma jeszcze wyczucia. Przytula Cię z całych sił, pokładając się całym ciałem na Tobie, całuje we wszystkie części Twego ciała, trochę za mocno, ale wszystko to robi z miłości. Wiem o tym. Widzę. Każdego poranka tuli się do Ciebie, codziennie słyszę: Na ręce chcę Kalolka". I siada na łóżku, prostuje nogi, a ja układam Cię na Jej kolanach, podtrzymując głowę i asekurując przed Marcelkowymi czułościami. Gdy płaczesz dzieli się z Tobą zabawkami, przynosi ulubioną lalkę Elę, dziś wystroiła Cię w Babciny naszyjnik ;) 

Dobrze, że jesteś. Kolejne marzenie - marzenie o chłopcu, o synku - spełnione!

2014-08-27

Maleńka,

o naszym wakacyjnym wyjeździe nad morze i obecnym pobycie w Bielsku następnym razem. Dziś tylko o Tobie, pewnie zbyt chaotycznie, bo za dużo wszystkiego, myśli, zdarzeń, sytuacji, słów, zdań. Tego, co chciałabym zapisać i zapamiętać.

Zmieniasz się. Z pulchnego niemowlaczka w dziewczynkę, która nie ma już tak wystającego, krągłego brzucha i fałdek we wszystkich możliwych miejscach. Może z biegiem czasu tak jak ja będziesz chudzielcem, by później stać się eteryczną blondyneczką?

Z nowości? Pożegnałaś pieluchy w ciągu dnia, od tygodnia masz zakładaną jedynie na noc. Trening czystości zaczęliśmy w zeszły wtorek. Rano, zmotywowana zdjęłam Ci pieluchę, zwinęliśmy dywany, poszłyśmy do sklepu wybrać majtasy, a na spacer zabrałyśmy 3 zestawy spodni i wszystkie się przydały. Nagradzałam Cię cząstką kinderka albo naklejkami, które przyklejałaś na kartkę umieszczoną na lodówce. W środę na ulicy Okopowej, tuż po mojej kontrolnej wizycie u ginekolog, zachęcona obiecanym jajem z niespodzianką po raz pierwszy załatwiłaś się na trawę. Zamiast czekoladowego jajka, bo nie było ich w sklepie, wybrałaś sobie ( o ileż zdrowszy ) baton musli, po czym załatwiłaś się na środku sklepu z ubraniami, w którym kupiłam sobie nowe spodnie. W piątek, już na Podlasiu zaliczyłaś pięć wpadek i była to największa ich liczba podczas jednego dnia. A od soboty pięknie sygnalizujesz wszystkie potrzeby, podczas spacerów załatwiasz się w ustronnym miejscu i wierzę, że niebawem pożegnamy się i z pieluchami w nocy. Duma Córeczko, jestem z Ciebie przeogromnie dumna. I nadal po każdej jedyneczce i dwójeczce do sedesu z przyzwyczajenia wszyscy nagradzamy Cię brawami. Nie przypuszczałam, że pójdzie aż tak szybko, choć wiem, że sami, na własne życzenie, z niewiedzy i braku doświadczenia przedłużyliśmy ten etap, przeoczyliśmy moment, w którym byłaś już gotowa. Wcześniej, podczas ciepłych dni zdejmowałam Ci pieluchę, by po kilku wpadkach założyć Ci ją ponownie. Myślę, że zdezorientowałam Cię tym wszystkim, bo nie wiedziałaś, czy masz robić w pieluchę, czy też jednak nie. Było przecież już wiele takich sytuacji, że sama mówiłaś, że chcesz siku i już wtedy powinien być to dla mnie znak, że jesteś gotowa. Ale ostatnie tygodnie ciąży, wielki brzuch, problemy w zginaniu się, pojawienie się rodzeństwa, wakacyjne wojaże i niewiedza, jak się za to odpieluchowanie zabrać (pieluchomajtki, majtki treningowe, pieluchy na spacery, czy nie) - wszystko to sprawiło, że ten etap się przedłużył, ale wciąż nie mogę się Ciebie nachwalić i cieszę, że mamy to już za sobą. 


Mówisz wszystko, czasem aż za wiele. Budujesz coraz dłuższe zdania:

Tata zrobi siku, to przyjdzie i już jedziemy.
Juto pójdę z babcią na rynek po mlinki.
Moja Mama? Gdzie moja Mama?
Kalolku, nie płacz. Kalolku chodź.

Do Twoich ulubionych ostatnio słów należą:

no - powtarzane zaraz po wyrazie tak, stanowiące odpowiedź na wszystko, będące wyrazem aprobaty, chęci i zgody.

Marcelka, chcesz iść na spacer?
Tak, no. 

bardzo - ostatnimi czasy wszystko chcesz bardzo.  

Bardzo chcę kompotu. 
Bardzo chcę obiad. 
Bardzo chcę pić. 
Nie mam naklejek. Bardzo nie mam naklejek. ;) 

Jejku. jejku. 

Fak - które momentalnie przechwyciłaś z Tacinego fuck - na widok Karolkowej kupy. I teraz, gdy towarzysz mi podczas zmiany pieluchy u Twego brata, a w niej akurat znajduje się dwójeczka, komentujesz to z angielskiego ooo fak!

Nadal zaprzeczasz po wyrazie zaprzeczanym.
Boje nie. Pójdę nie. Mama idź nie. 

Balu ciem (i ten wyraz twarzy, który towarzyszy Ci podczas wypowiadania tych dwóch słów), czyli codziennie, przed zaśnięciem domagasz się opowiadania historii o balu. Początkowo w standardowej wersji, czyli Kopciuszek idzie na bal. Kopciuszek rymowany w wersji Taty:
Dobra wróżka mówi: Kopciuszku, przynieś szmatę spod okienka, będzie z niej super sukienka. 
Daj jeszcze te szmatki, będą fajne gatki.Daj z łazienki dwa waciki, wyczaruję ci z tego nowe buciki. Przynieś z kuchni dwa rogale - będą z tego czerwone korale. Przynieś kawałek gazety, będziesz miała z tego na bal bilety... :) 
 
Później próbowaliśmy przeróżnych modyfikacji. Bal urządzają zwierzęta w miejscach, jakie tylko przychodzą nam do głowy, ale od długiego już czasu nasz dialog przed zaśnięciem wygląda tak:

Ty: Balu ciem.
Ja: A gdzie robimy bal.
Ty: W lasu.
Ja: A kto urządza bal?
Ty: Zilafka.

I tak każdego wieczoru. Stwierdziliśmy z Tatą, że ta żyrafka to nieźle imprezowe zwierzątko.

I choć można się już z Tobą dogadać, porozmawiać i porozumieć, dowiedzieć, na co masz ochotę, co robiłaś, z kim się bawiłaś, to wiele wyrazów mówisz jeszcze po swojemu. I tak bóby nadal pozostają borówkami, a pomki to pomidory (których nie lubisz), kepul to keczup, zampok to zamknąć, cięgień jest księżycem, brum samochodem, a halo telefonem (starą nokią) przez który prowadzisz rozmowy dzwoniąc do Dziadków, do Taty albo do Kuby?? I  zastanawiamy się, skąd ten Kuba tak często pojawia się w Twoich zdaniach, bo znasz tylko jednego - znajomego ze studiów Taty, będącego jednocześnie właścicielem jednej z naszych ulubionych, lubelskich restauracji. Czymże on tak sobie zasłużył, byś dzwoniła do Niego przynajmniej raz dziennie, a ostatnio każesz opowiadać o nim bajki...

Rozróżniasz kilka podstawowych kolorów. Czerwony, zielony, żółty oraz ukochane pink i blue, których polskich nazw chyba nawet nie znasz. Uwielbiasz grać w piłkę i biegać. Codziennie słyszę: gramy? Biegamy? Mamo goń! Łap!

Nadal budzisz się w nocy. Nadal te przespane w pełni mogę policzyć na palcach jednej ręki. Przebudzasz się i domagasz mojej obecności. Nie śpisz spokojnie, pokrzykujesz i nie mam pojęcia w ilu pozycjach śpisz podczas jednej nocy. 

Menu śniadaniowe wybierasz sobie sama. Najczęściej są to: kulki na mleku, jajo albo parówki. Na drugie śniadanie serek waniliowy - zazwyczaj na ławce podczas spaceru. Uwielbiasz borówki, winogrona i arbuza. Maliny jako dodatek do mlecznych posiłków (kasz, czy płatków ryżowych). Mizerię z ogórków do obiadu, zsiadłe mleko i kiełbasę - zamiłowanie do tego typu smaków zdecydowanie odziedziczyłaś po Tacie. Mięso mielone w postaci kotletów, wszelkich pulpetów, w lasagne, czy tradycyjnym bolognese. I lody. I lizaki. Uwielbiasz lizaki. A moment, w którym je otrzymujesz/znajdujesz w torebce Babci - bezcenny. Uśmiech oczu, radość na buzi - i tak wiem, nie powinno się do trzeciego roku życia dawać dziecku słodyczy.


Doprowadzasz mnie do szału, gdy chcę Cię ubrać, a Ty zwyczajnie, specjalnie wtedy ode mnie uciekasz, zaczynasz skakać po łóżku, przewracać Cię, a gdy na siłę Cię przytrzymuje pokładasz się tak, jak gdybyś nie potrafiła stać. Trenujesz moją cierpliwość, bo nadal zasypiasz bawiąc się moimi włosami. Bawiąc i jednocześnie wiele z nich przez ciągnięcie wyrywając. Nie wiem, ile jeszcze razy mam mówić, że zwyczajnie mnie to boli. A każda próba zabrania Twojej ręki z moich włosów kończy się krzykiem i płaczem, bo wiem, że nie potrafisz inaczej. Jedni mają swoje ulubione koce, poduszki, miśki, a Ty masz moje włosy...

I nie wiem, jak mam Ci tłumaczyć (spokojnie, czy krzykiem), że każde Twoje uderzenie Karola, czy to ręką, czy butelką z wodą, czy czymkolwiek innym sprawia mu ból. Wiesz, rozumiesz, tłumaczysz, że Karol płacze, że nam przykro, a wciąż robisz to samo. Całujesz trochę za mocno, przytulasz używając zbyt dużej siły, ale tłumaczę też sobie, że jesteś przecież mała, że nie masz wyczucia siły, nie potrafisz ocenić. Nie zostawiam Was samych nawet na minutę. Z drugiej strony widzę, jak bardzo jesteś już z nim związana. Każdy poranek (jeśli Karol nie śpi) zaczynasz od głaskania i całowania młodszego brata. Gdy płacze mówisz: Daj cycka Kalolowi. Pod naszą kontrolą bujasz Go w bujaku, wozisz w wózku, trzymasz na rękach, zabawiasz, gugasz. Odpychasz ręce naszej przemiłej, starszej sąsiadki, która w momencie, gdy Karol zaczyna płakać - chce go polulać w gondoli, krzyczysz ze złośią do zaglądających do wózka obcych osób mój Kalol!! I wiem, widzę, jak bardzo Go kochasz. 

I mam nadzieję, że widzisz, czujesz, jak bardzo Cię Kocham. Mamuciu chodź. Całusy dawane bez proszenia. Momenty, w których przybiegasz i się do mnie przytulasz. Ot tak. Z potrzeby serca. Łapię momenty. Zapisuję w środku te chwile. Jesteś moim największym szczęściem, skarbem świata, wyzwalaczem uśmiechów, radością, wszystkim...