2014-12-19

W radiu..."jak statki na niebie", w salonie świeci się ubrana dziś choinka, na komodzie pali się świeca, mąż - coraz przystojniejszy - pracuje przy komputerze, dzieci śpią, a ciszę przerywa jedynie kaszel Marcelki. Właśnie wróciłam z tańców, pełna energii, sił i spokoju. Bo tego wszystkiego brak mi ostatnio...Mogłabym pójść spać, odpocząć, ale szkoda mi tak pięknego, grudniowego wieczoru. Tylko śniegu za oknem brak.

Moja Dziewczynko,

nawet nie wiem od czego zacząć, o czym napisać po miesiącu przerwy. Trudno zebrać myśli i w kilku akapitach streścić wszystko to, co pamiętać bym chciała.
Ciężki nasz czas - wierzę, że dobiega końca - bo nie możemy wyjść z przeziębień i chorób, które każą nam zostawać w domu. Już nie pamiętam, kiedy byliśmy we czwórkę na spacerze innym, niż ten do przychodni, kiedy spacerowaliśmy powoli, nieśpiesznie, ciesząc się ze wspólnej obecności. Myślę, że nie tylko mi, ale Tobie też dokucza ta codzienna, domowa rutyna. 

Wczoraj nie mogłam się na Ciebie napatrzeć, gdy w kucyku zrobionym ze wszystkim włosów siedziałaś na kanapie wpatrzona w Peppę, a ja Cię obserwowałam z matczynym zachwytem, bo jesteś taka już duża, a fryzura dodawała Ci niesamowitej powagi. Jesteś niezwykle mądra i bystra. 


Ja: Marcelko weź ten telefon, który STOI na stole. 
Ty: Nie stoi, tylko LEŻY. Telefon leży. 

Poprawiasz mnie podczas opowiadania bajki. Nie królewna Mamo, księżniczka. Nie złota piłeczka, tylko kolorowa!

Ja: Kto dzwoni do Taty?
Ty: Jakiś koleś.

Tata jest przystojny. Mama jest zgrabniutka. Zgrabniutka ta nasza choinka. Karol to stara baba(??)!! :) 

Nie bądź taka smuta. Bądź wesoła.

Dajesz Karolowi mój telefon i mówisz: No masz Karol, pogadaj sobie, zadzwoń do kolegów. No mów halo.

Mówisz, non stop mówisz. Nawet podczas mycia zębów muszę prosić Cię, żebyś skupiła się na szczotkowaniu, otwierała buzię jak należy i przestała wszystko wokół komentować. O popatrz, tam wisi Karola niebieski ręcznik. A mój żółty z misiem, a tam na grzejniku schną moje majtki i bluzki. I tak calusieńki dzień. Ale cieszę się przeogromnie, bo nie masz jeszcze nawet 2,5 roku, a "nadajesz jak najęta". Śpiewasz samodzielnie cztery zwrotki Na Wojtusia z popielnika, całą Mam chusteczkę haftowaną, chociaż teraz te dwie piosenki potrafisz połączyć zgrabnie w jedną całość. Potrafisz prowadzić przez telefon kilkuminutowe dialogi z Agnieszką (kimkolwiek ona jest) i opowiadać jej, co robisz lub będziesz robić. Nie jestem w stanie przeczytać Ci strony z książki, bo za chwilę Ty chcesz czytać mi. Patrzysz, co dzieje się na obrazkach i z tego tworzysz przekomiczne historie np. o ślimaku, który zbił szklankę, a pan (występujący już na zupełnie innej stronie i w innej bajce) śmiał się z całej sytuacji. Babci przez telefon opowiadasz o piesku, który to w wodzie zgubił majtki i miał z tego wielką radochę. Opowiadasz, co będziesz robić z Karolem, gdy Ten już podrośnie. Weźmiesz go za rączkę i pójdziecie razem na spacerek i będziesz Go huśtać na huśtawce. Oczywiście na topie jest teraz święty Mikołaj i wszelkie historie z nim związane. Jeśli Cię odwiedzi, to weźmiesz go za rączkę i pokażesz swój pokój i będziecie razem lepić z plasteliny albo naklejać naklejki. Planujesz też z Mikołajem pójść na spacer do lasu po maliny i po grzyby. Tańczyć i spać też zamierzasz z tym, który obdarowuje prezentami.

A jeśli o Mikołaju mowa, to koniecznie muszę wspomnieć o 6 grudnia. Dzień popularnie zwany Mikołajkami, tylko jak dwulatce wytłumaczyć, o co chodzi z tymi Mikołajkami. Ciągle dopytywałaś się, czy przyjdzie Mikołaj i takie jego małe Mikołajki? Tok myślenia znakomity, no bo skoro Mikołajki to pewnie jakieś małe i pewnie będzie ich co najmniej kilka. Wieczorem przygotowałyśmy  Mikołajowi na parapecie tuż przy drzwiach balkonowych kubek ciepłego mleka i kilka ciastek. Rano po przebudzeniu przybiegłaś do naszej sypialni oznajmiając, że miska i kubek są puste. Nie zobaczyłaś leżącej na podłodze sterty prezentów. Gdy poszliśmy razem z Tobą ich szukać skupiłaś się jedynie na tej pustej misce, a prezentów zupełnie nie widziałaś. A zapyta przez kogokolwiek o to, co dostałaś, pamiętasz jedynie o misiach - żelkach i kinderkach. Nowe naklejki, książki, bluzka zupełnie przegrywają ze słodyczami.

Pierwszego w życiu Mikołaja zobaczyłaś na zajęciach z angielskiego. I zareagowałaś podobnie jak większość dzieci. Wtuliłaś się we mnie tak, jak rzadko się wtulasz, z wielką nieśmiałością odebrałaś prezent i po krótkim oswojeniu z odwagą przybiłaś piątkę - haj fajf:) A z całej paczki i tak najlepsze były rozpuszczalne gumy do żucia! I wiesz - uwielbiam obserwować Cię na tych zajęciach, Twoje zaangażowanie, to jak naśladujesz wszystkie ruchy prowadzącej, jak nudzisz się, gdy tylko zaczyna się jakaś piosenka podczas której trzeba siedzieć, a ożywiasz momentalnie, gdy Pani wstaje, podskakuje lub robi obroty. Chętnie powtarzasz nowe słowa po angielsku. Wiesz, że żółty to yellow, a braun to brązowy. Śpiewasz piosenki sama wymyślając słówka w obcym Ci języku.

I wspólnie w niedzielę robiliśmy nasze pierwsze pierniki. Tyle rzeczy jako Mama robię w życiu po raz pierwszy. Z myślą o Was. Ty zajęłaś się głównie wyjadaniem srebrnych cukrowych perełek i maczaniu całych rąk w kolorowych posypkach, które  po skończonej pracy były w całej kuchni i salonie. Ale jak wszystko, pierniki znudziły Ci, zanim  zdążyliśmy je do końca udekorować.

Sama korzystasz z toalety. Sama myjesz i wycierasz ręce. Sama się rozbierasz i ubierasz, a pomagam Ci jedynie z przełożeniem koszulki przez głowę i układam Ci na ziemi ubrania tak, byś nie nałożyła ich tyłem na przód. Przed posiłkiem wyciągasz wszystkim sztućce, a sobie dodatkowo miskę z szuflady. I wszystko musisz robić sama, Gdy umyślisz sobie, że sama weźmiesz na przykład ręcznik z drzwi, a ja nie wiem, że chciałaś to zrobić bez mojej pomocy i Ci go podam, Ty go weźmiesz, odwiesisz z powrotem i zdejmiesz znów sama. Podobnie jest na przykład z ubraniem. Gdy się gdzieś śpieszymy i założę Ci spodnie, a Ty planowałaś ubrać je samodzielnie, ściągniesz je i założysz ponownie, ale już bez mojej interwencji. I wciąż słyszę: Ale ja chciałam sama!!! Idź Mamo, idź, nie podglądaj. Zamknij drzwi. Nie wchodź, ja sama! 

Mylą Ci się jeszcze zaimki osobowe. Zamiast mi mówisz Tobie. Gdy daję Wam lekarstwa, zawsze mówisz: I jeszcze Tobie (czytaj Mi) trzeba. I jeszcze Tobie nałóż. I Tobie jeszcze umyj :) 

Liczysz do dziesięciu. Świadomie, a nie tylko mechanicznie powtarzając cyfrę za cyfrą. Na nowo odkrywamy Mam oko na liczby.

Ale, ale...Cudaku, żeby nie było tak słodko. Jesteś niesamowicie uparta i myślę, że większość Mam dwulatków powiedziałaby o swoich dzieciach to samo. Gdy proszę Cię, żebyś przestała coś robić, robisz dalej i patrzysz na moją reakcję. Gdy proszę byś nie bawiła się światłem, bo skończymy czytać książki, bawisz się dalej, a gdy ja dotrzymuję swojego słowa (tak, staram się być konsekwentna) jest przeogromny płacz i lament. Najgorzej jest, gdy dopada Cię zmęczenie i wiem, że potrzebujesz snu, a Ty uparcie twierdzisz, że nie chcesz spać. Próbuję Cię sposobem wziąć na sypialnię (pod pretekstem usypiania Twojego brata) i zaczynam (trzymając Karola na rękach) śpiewać piosenki/ostatnio kolędy, by zmorzył się sen. Wtedy Ty zaczynasz wymyślać, że nie chcesz piosenek, chcesz bajkę. Gdy zaczynam bajkę, nie chcesz bajki, chcesz pić. Albo jesteś bardzo głodna. W takich momentach wiem, że sen to dla Ciebie lekarstwo, a Ty ze zmęczenia sama nie wiesz, czego chcesz. I próbuję się nie denerwować (choć jest ciężko) i ze spokojem słuchać, że nie chcesz Mamy, nie chcesz Karola, chcesz do Taty itp...Podziwiam Karola (naprawdę!), bo ostatnio mocno dajesz się Mu we znaki, a On to wszystko znosi praktycznie bez łez. Szczypiesz Go za poliki, ciągniesz za ucho, próbujesz podnosić za głowę, kładziesz się na Nim, siadasz w bujaku, gdy Karol w nim leży. Tłumaczę, proszę,  krzyczę, odprowadzam do pokoju po wcześniejszym uprzedzeniu, ale to wszystko nie wiele daje. Wiem, że to taki wiek, etap buntu, który w różnych momentach rozwoju będzie się nasilał, bądź też słabnął.

I wiesz, w momentach kryzysowych, gdy Twoja upartość, nieposłuszeństwo doprowadza mnie do czerwoności, patrzę na Karola i przypominam sobie taką Ciebie. Małą, uroczą, uśmiechniętą, gdy byłam całym Twoim światem, a Ty poza pełzaniem, rozsyłaniem uśmiechów i płaczem w momentach głodu, czy zmęczenia nie okazywałaś innych emocji. Jak to wszystko szybko się zmienia! Tylko dwa lata, aż dwa lata!

Śpij Cudaku. Zdrowiej. Jestem przy Tobie. Pamiętaj o tym zawsze. Czasem zmęczona. Czasem smutna. Czasem zdenerwowana. Czasem niecierpliwa i krzycząca. Ale jestem. 

2014-12-07

Cudaki,

gdy patrzę na datę ostatniego wpisu, mam wrażenie, że minął nie prawie miesiąc (!!!), a kilka dni. Bo poza Waszymi postępami rozwojowymi i nowymi umiejętnościami nic się praktycznie nie zmieniło. Nadal chorujemy. Od końca października nie możemy uporać się z wirusami, bakteriami, kaszlem i męczącym katarem, które w różnym stopniu i intensywności dotyczą każdego z Was. Chorujecie razem lub osobno. Jedno zdrowieje, drugie zaczyna i tak w kółko...Mieliśmy kilka dni, w których powróciliśmy do codziennego rytmu dnia z ulubionymi naszymi spacerami i drzemkami tuż po nich. Kilka dni podczas których wybraliśmy się na zakupy przed Chrzcinami u małego Frania. Ale gdy wieczorem w środę 26 listopada odkładałam wieczorem Karola do łóżeczka (i wydawał mi się dziwnie ciepły - pamiętaj Matko - Tobie takie rzeczy się nie wydają), a rano obudził się z ponad 38 stopniową gorączką, przebiegła mi przez głowę myśl, że choroby często krzyżują nam plany. I choć wyprasowałam nową spódnicę i dobrałam kolorystycznie rajstopy do sukienki Marceli czułam, że ten dzień uświetni obecność jedynie Taty, będącego jednocześnie Ojcem Chrzestnym Franka, a my zostaniemy w domu. Ropy czopne na migdałach, konieczność antybiotyku potwierdzona u dwóch lekarzy (bo do antybiotyków podchodzimy bardzo ostrożnie) i wizja kilku dni spędzonych samej z Dziećmi (bo Tata zostawał na szkoleniach w Warszawie). Te dni potraktowałam jako swoje najlepsze rekolekcje adwentowe. Naukę przeogromnej miłości, wyrozumiałości, cierpliwości i pokory. I wiecie, to były bardzo dobre dni. Nad stołem w salonie zawisł kalendarz adwentowy - małe paczuszki z białych torebek śniadaniowych, ponumerowane i ozdobione czerwonymi wstążkami, a w środku drobiazgi, czekoladki i zadania do wykonania dla pierworodnej. Napisałyśmy list do Świętego Mikołaja, zrobiłyśmy jego portret, który wisi na ścianie, spędzaliśmy długie godziny na czytaniu, przeglądaniu książek, lepieniu, kolorowaniu i dywanowym - nic nie robieniu. I owszem - bywały kryzysowe momenty, gdy miałam ochotę zamknąć się na balkonie i przez 15 minut słuchać jedynie ciszy. Momenty,  w których Karol płakał w łóżeczku domagając noszenia na rękach, a ja musiałam myć Marcelę, bo nie zdążyła do toalety. Momenty, w których oboje marudziliście ze zmęczenia w tym samym momencie. Ale nauczyłam się z Karolem na rękach robić praktycznie wszystko. Razem przygotowywaliśmy śniadanie i je zjadaliśmy, razem robiliśmy kolacje, odkurzaliśmy i zapieraliśmy dywan. A wieczorami, które miały być moimi świętymi, samotnymi wieczorami, odpoczynkiem od gwaru, śmiechu, krzyku, wisku, ryku, złości, setek pytań, miliona odpowiedzi - Karol postanowił budzić się co godzinę! Spałam po pięć z przerwami na wstawanie i tulenie każdego z Was. Ale dowiedziałam się, że rodzice zbawiają się poprzez wychowywanie Dzieci. Czy coś więcej trzeba mówić? 

Karolku,

27 listopada skończyłeś pół roku. Tata dziś powiedział, że wpatrujesz się we mnie jak w obraz. I wiesz, widzę to...Ten Twój uśmiech, a raczej głośny śmiech, pisk, gdy mnie widzisz. Twoja radość nie do opisania. Nie widziałam Dziecka bardziej pogodnego od Ciebie. Dziecka, któremu tak nie wiele potrzeba, by śmiało się całe ciało. Nie przypuszczałam, że Tobie - takiemu półroczniakowi już tak wielką różnicę robi to, z kim zostajesz. Z Marcelą we wtorek wybrałyśmy się zwyczajowo na angielski, Ty zostałeś z Ciocią Sylwią, która  praktycznie nie wypuszcza Cię z rąk, jeśli z Tobą zostaje. Wróciłyśmy, opuszczając wcześniej zajęcia, bo byłeś bardzo marudny. Przytuliłeś się, położyłeś głowę na ramieniu, a ja poczułam, że na prawdę tęskniłeś. To Twoje wtulenie we mnie, uśmiechnięty wzrok przez zapłakane jeszcze oczy dały temu wyraz. Siła Matczynej Miłości. I wiem, jak bardzo jesteśmy ze sobą związani. Uwielbiam nosić Cię na rękach i żałuję, że nie zawsze mogę poświęcić Ci tyle uwagi, ile bym chciała. Uwielbiam zabierać do naszego łóżka i budzić się, widząc Twoją uśmiechniętą twarz. Nie mam żadnych dylematów, czy powinnam Cię zabierać do naszego łóżka, czy też nie, czy powinieneś zasypiać przy piersi, czy nie. Miałam takie (zupełnie niepotrzebnie) z Marcelką i wiem, że wszystko mija, bo przecież Marcelka nauczyła się spać bez lulania, przestała jeść w środku nocy, już nie potrzebuje moich włosów, by zasnąć. W Twoim przypadku będzie podobnie, do wszystkiego dorośniesz, od wszystkiego prędzej, czy później się odzwyczaisz. Nie naciskam, nie szukam sposobów, a pozwalam Twojemu/naszemu rytmowi toczyć się naturalnie tak, jak w danej chwili nam wszystkim po prostu pasuje. 

Próbujesz nowych smaków. Z racji obecności Starszej Siostry, Twoje menu układam tak, by nie musieć całego wieczoru, czy poranka spędzać przy garnkach, a na bazie jednej zupy przygotowywać Twoje potrawy. Jadłeś już: ziemniaki, marchew, selera, pietruszkę, buraka, kalafiora, brokuła, pora, dynię, mięso jagnięce, cielęce (ze słoików), indycze, królicze i z kurczaka w przeróżnych kombinacjach mięsno-warzywnych. Z odrobiną masła i ziół dla smaku. Poza tym kaszę manną, jaglaną, jęczmienną i ryż. Banany, jabłka, gruszki, morele, czarne jagody, śliwki, porzeczki i mandarynki(!!). To, do czego nie mam dostępu podaję ze słoików - w szczególności owoce, które z racji obecnej pory roku są trudno dostępne. 

Lolku, zaczynasz się przemieszczać. Pełzasz do tyłu, a ja zastanawiam się, czy do przodu w ogóle będziesz. Próbujesz przyjąć postawę, jak do raczkowania. Ale gdy podniesiesz nogi i pupę, to dłonie są jeszcze zbyt słabe by utrzymać taki ciężar. Sprytnie przemieszczasz się po podłodze. Układam Cię na kocu, ale Ty po chwili i tak znajdujesz się poza nim, na dywanie bądź na panelach. Coraz mniej interesują Cię Twoje grzechotki, a jako cel wybierasz sobie klocki Lego, drewniane garnki do gotowania Twojej Siostry, klapek Taty, czy miskę z praniem. Codziennie miliony razy przypominam Marcelce i sama zwracam uwagę na to, co znajduje się w zasięgu Twoich małych rąk - płatki musli, w które wdepnąć można chodząc boso po dywanie, kawałki ciastoliny na podłodze, kredki świecowe, pokrywki od mazaków i wiele innych rzeczy, drobnych przedmiotów. Nowość, bo gdy Twoja Siostra była w Twoim wieku pamiętaliśmy z Tatą i nic niebezpiecznego dla rąk i buzi malucha się na niej nie znajdowało. Teraz wiem, jak bardzo musimy uważać, bo wszystko, co wpadnie Ci w ręce od razu wkładasz do ust. 

Śpij Maluszku lepiej niż do tej pory i bądź wreszcie zdrów, bo przeraża mnie Twój zatkany znów nos ( tak, kilka minut temu Cię karmiłam) i słyszałam trudności w przełykaniu pokarmu. Wczoraj skończyłeś antybiotyk, a od piątku Twoja Siostra kaszle i jest zakatarzona. Twój osłabiony organizm jest teraz podany na wszelkie ustrojstwa...W takich dniach, nawet w obliczu zbliżającego się najpiękniejszego okresu w roku tęsknie za wiosną.

2014-11-09

Skarby moje Najdroższe,

śpicie. W domu panuje dziwna cisza. Nikt mnie o nic nie pyta, niczego nie chce, nie oczekuje obecności i uwagi. Ciekawe, ile mam tego czasu jeszcze dla siebie, choć nie w pełni dla siebie, bo przecież piszę Wam, o Was. 

Od ponad dwóch tygodni próbujemy wyjść z przeziębień, w pełni wyzdrowieć tak, bym na dobre mogła pochować leki z mikrofalówki, a ze ściany zdjąć tabelę z rozpiską syropów z podziałem na dwa imiona i trzy pory doby. Kaszel wybudza Was w nocy, a wtedy jedno z Was domaga się mlecznego, ciepłego posiłku, a drugie woła: Mamo przyjdź... Kilka pobudek w ciągu jednej nocy na 6-7 godzin snu. Ale i tak nie potrafię położyć się spać wcześniej niż o północy. Bo zawsze mam mnóstwo rzeczy do zrobienia, których nie spisana lista zalega gdzieś tam w głowie. Bo za przygotowywanie obiadów, zup i prasowanie zabieram się dopiero wtedy, gdy zaśniecie. Bo ciągle mam nie wybrane zdjęcia do wywołania, dywan pod fotel rysujący panele nie zamówiony, plan na samodzielne wykonanie kalendarza adwentowego Marcelce jeszcze nie końca sprecyzowany, a kindelek, który w prezencie otrzymałam od rodziców w lipcu(!!) jeszcze ani razu nie został uruchomiony. I chyba tak na prawdę nigdy przed urodzeniem dzieci nie zastanawiałam się, ile czasu dla siebie w ciągu dnia, tygodnia, miesiąca ma Kobieta - Matka. Oczywiście piszę tu tylko o swojej sytuacji, gdy różnica wieku między dziećmi jest nie wielka, odległość do Dziadków zbyt wielka, a mąż zarabia, bo przecież ktoś musi...Gdy dzieci są ze mną 24 godziny na dobę, a poza wszystkimi czynnościami związanymi z ich pielęgnacją, wychowaniem i nieustannym wyjaśnianiem świata do ogarnięcia jest również mieszkanie i cała masa obowiązków, które w ciągu dnia trzeba wykonywać w tak zwanym międzyczasie. 
Chwile dla siebie? Wyrwane minuty, rzadko godziny. Odpoczynek na fotelu dentystycznym, zakupach w samotności i nocnym kucharzeniu w słuchawkach na uszach. Tak, bywam zmęczona. Tak, bywa ciężko. Tak, wybucham,  tracę cierpliwość i krzyczę. Ale mąż to widzi i każe wyjść. Gdziekolwiek. Więc zapisuję się na tańce. Latino solo. Bo od zawsze uwielbiam taniec, bo muzyka i poruszanie się w jej rytm wywołuje we mnie bardzo pozytywne emocje i jest to jedna z niewielu rzeczy, których w życiu żałuję, że nie zaczęłam już wiele lat temu, by teraz tańczyć profesjonalnie. I chodzę, póki co raz w tygodniu, a jedyna godzina, jaka nam wszystkim pasuje, to 21, gdy Karol śpi. Ale warto. Bardzo. Nawet, gdy całodzienne zmęczenie podpowiada, by zostać w domu. Zrobić coś dla siebie, by nie dać się zwariować. By mieć poczucie, że poza życiem toczącym się w mieszkaniu na czwartym piętrze i spacerach osiedlowych istnieje jeszcze inny świat, w którym choć w małym stopniu i ja uczestniczę. 

Sarenko, 

bo tak ostatnio kazałaś mi siebie nazywać, bombardujesz mnie w ciągu dnia taką ilością pytań odnoście każdej sytuacji, wykonywanej czynności, że po Twoim zaśnięciu cieszę się na te kilka godzin ciszy, zgodnie z treścią słów kołysanki: to już trzeba tylko spać. Płynąć w kolorowym niebie i odpocząć ciut od siebie, żeby rano znowu chętnie wstać. Pytasz dosłownie o wszystko.

Mamo, co robisz?
Mamo, czego tam szukasz?
Mamo, co tak patrzysz?
Mamo, co gotujesz? 
Mamo, co tam wsypujesz? Mamo, to kakao/mąka/cukier/mleko?
Mamo mogę spróbować? 
Mamo, mogę usiąść na blacie?
Mamo robisz siku? Mamo tylko nie rób w majtki. Mamo masz papier? Mamo, to ja poczekam tu pod drzwiami. Mamo już zrobiłaś?
Mamo myjesz włosy?Mamo masz mokre włosy?Mamo już skończyłaś?Mamo masz ręcznik?Mamo będziesz suszyć włosy?
Mamo nakładasz majtki? Mamo to Twoje spodnie? Mama ma spodnie, Marcelka ma spodnie i Karol ma spodnie. Ładne masz spodnie. 
Mamo co tam Ci spadło? Czego szukasz?To Twoja wsuwka? Mamo, mogę zobaczyć?

I tak przez cały dzień. Od rana do wieczora. Staram się cierpliwie na wszystkie odpowiadać, tłumaczyć, co robię i po co. Wiem, że ode mnie się uczysz, wiem, że ze mnie bierzesz przykład, bacznie obserwując mnie przez cały dzień. Ale staram się też tłumaczyć, że nie jestem w stanie być na każde Twoje: Mamo przyjdź, które rozbrzmiewa niezliczoną ilość razy. Tłumaczę, że nie we wszystkich sytuacjach koniecznie musisz mi towarzyszyć. Że chętnie dwójeczkę zrobię sama w toalecie i nie musisz mi pomagać w nakładaniu spodni. Zachęcam do samodzielnej zabawy, podsuwam pomysły, ale one zajmują Cię na dosłownie kilka minut. Chcesz być ciągle obok, wszystkiemu się przyglądając, we wszystkim brać udział. 

Zaczynasz wykazywać troskę wobec swoich najbliższych. Mamo jesteś głodna? Mamo ubrałaś się ciepło? Masz rękawiczki? Tato zjesz placuszki? A gdy wychodzimy z samochodu i do domu niosę Cię na rękach, przykrywasz mi uszy swoimi rękoma, a gdy pytam co robisz, odpowiadasz, że tak trzymasz ręce, żeby mi wiatr nie wiał...

Rozpoczynasz etap zabaw w naśladownictwo. Ostatnio przyniosłaś przeróżne grzebienie i szczotki mówiąc, że jesteś fyzjerką i będziesz mnie czesać. Szczotka robiła Ci za suszarkę, przełączałaś "guziki", udawałaś dźwięk pracującej suszarki, a ja posłusznie musiałam wykonywać Twoje polecenia - pochylać i odchylać głowę, choć znaczenia tych dwóch wyrazów jeszcze Ci się mylą.

Codziennie dzwonisz do kzianki (koleżanki), opowiadasz jej co robisz, zaśmiewasz się podczas prowadzonej rozmowy i bardzo często, gdy proszę Cię o wykonanie czegokolwiek odpowiadasz, że teraz nie możesz, bo właśnie dzwoni kzianka albo, że Ty musisz do niej zadzwonić. Próbujesz wymigiwać się od codziennych swoich obowiązków twierdząc, że nie możesz teraz posprzątać zabawek, bo bardzo boli Cię...gardło/brzuch/nóżki. Na spacerze nie dasz rady już iść, jesteś bardzo zmęczona i bolą Cię rączki...Gdy chcę Cię ubrać przed spacerem słyszę: teraz nie mogę, bo coś tutaj robię. A tego papierka nie możesz podnieść, bo trzymasz w ręku kartkę...

Odróżniasz 10 kolorów (w tym trzech znasz angielską nazwę), a obecnie jesteśmy na etapie poznawania brązowego i granatowego. Polubiłaś bajki na tyle, że potrafisz przez kilkanaście minut oglądać nie odrywając się co chwila i nie biegnąc sprawdzić, co aktualnie robię. Coraz częściej przesypiasz całe noce, przed snem domagasz się albo gwiazdek (czyli kołysanki - idzie niebo ciemną nocą, ma w fartuszku pełno gwiazd...) albo historii o piesku i benzynie (nadal!). Nie chcesz żadnych bajek o Czerwonym Kapturku, Jasiu i Małgosi, Kopciuszku, czy Złotej Rybce. No chyba, że piesek podczas swej wycieczki kogoś z bajkowych bohaterów spotka, to wtedy jesteś w stanie wysłuchać. Potrafisz zaśpiewać Chusteczkę haftowaną, Jesteśmy Jagódki i Kółko graniaste. Wiesz, że w niedzielę chodzimy do Kościoła, a we wtorek na pink end, bo tak nazywasz swoje zajęcia z angielskiego, na które z utęsknieniem czekasz cały tydzień. Na ostatnich byłaś sama! Ja czekałam pod salą, a Ty bez problemu poszłaś wraz z innymi dziećmi i tylko pod koniec wyszłaś do mnie, bo jak powiedziałaś, zrobiło Ci się smutno....( i powiem Ci szczerze - mi też było). Uwielbiasz bawić się w chowanego, za każdym razem chowasz się za zasłoną i denerwujesz się, jeśli za szybko zostaniesz znaleziona. Dlatego ta zabawa nie należy do moich ulubionych, bo nie wiem, ile czasu powinnam Cię szukać tak, by odnalezienie Cię sprawiło Ci radość, a nie wywołało wściekłość. 

Jesteś bardzo samodzielna. Po powrocie ze spacerów zdejmuję buty i idę z Karolem na łóżko, by zdjąć mu kombinezon i szybko wrócić do Ciebie. Ale zatrzymuję się i obserwuję. Pomagam jedynie przy fikuśnie wywiązanym szaliku. Samodzielnie zdejmujesz buty i kurtkę (najpierw guziki na napy, potem zamek), zdejmujesz bluzę (jeśli zapinana jest na zamek) i idziesz do toalety. Zdejmujesz spodnie i majtki, podstawiasz stopień, kładziesz nakładkę i się załatwiasz. Podcierasz i ubierasz. Spłukujesz wodę i idziesz do łazienki umyć ręce. Stajesz na koszu, podciągasz rękawy, myjesz, wycierasz i udajesz się do kuchni na drugie śniadanie...Samodzielnie potrafisz zdjąć i nałożyć majtki, skarpety i spodnie. Wszystko jesz sama. Coraz częściej do posiłków daję Ci nóż. Jeszcze bardzo nieporadnie, ale próbujesz, uczysz się. 

No i powiedziałaś Kocham Cię Mamo! Serce Ty moje!


Mistrzu, (choć Marcela pewnie by powiedziała: to nie Mistrz, to Hrabia,)

od starszej Siostry łapiesz wszystkie wirusy i zarazki. Nie jestem w stanie uchronić Cię przed katarem, kaszlem i zapaleniem oczu, które zaraz po Marcelce dopada i Ciebie. Ale wierzę, że to już ostatnie dni wybudzającego Cię w nocy kaszlu i pierwszych słodkości w postaci syropów. Poza ich smakiem zaakceptowałeś i ze smakiem zjadłeś marchew, ziemniaka, jabłko i gruszkę. Ale przyznam, że karmienie Ciebie nie należy do najprzyjemniejszych czynności, bo muszę trzymać Ci obie ręce, inaczej po każdej łyżeczce jedzenia obie piąstki lądowałyby u Ciebie w buzi. Wkładasz palce w jedzenie, przypadkowo strącasz wszystko z łyżki tak, że po trzech łyżeczkach marchwi, mam ją we włosach i na bluzce. Poczekaj jeszcze chwilę, naucz się prawidłowego połykania, usiądź sam, a  dostaniesz swoje krzesło i będziesz smakował jedzenie palcami. Nie, nie będę martwić się brudnymi ubraniami i koniecznością sprzątania podłogi po każdym posiłku. Już to przeżyłam. Będziesz jadł z apetytem i bez stresu, czerpiąc z tego przyjemność i ucząc się jednocześnie samodzielności.

Póki co, przekręcasz się we wszystkie strony świata. Lubisz leżeć na brzuchu, w śliskiej wannie pełzniesz po zabawki. Łapiesz za kółka zawieszone brzy bujakowych zwierzakach, wkładasz stopy do buzi i ślinisz wszystko, co tylko trafi w Twoje ręce. Śpisz w sypialni, w swoim łóżku. Zaliczyłeś pierwszą przejażdżkę w spacerówce Marcelki, gdy Twój wózek Tata przez przypadek zabrał w bagażniku ze sobą pracy, a Ty dzięki temu mogłeś oglądać świat z innej perspektywy. Lubisz swój "namiot", czyli pieluchę narzuconą na bujaczek, wtedy gdy w nim leżysz. Zabawa wymyślona przez Tatę i ma dzięki temu chwilę ciszy bez rozpaczliwego wzywania o towarzystwo. Tak, jesteś niezwykle towarzyski. Socjologiczne motto: Człowiek istota społeczna. Zgadza się, oj zgadza.

Marcelka coraz bardziej docenia Cię, jako człowieka - towarzysza zabaw. Kładzie się obok Ciebie na brzuchu i krzyczy: Mamo, zobacz, tak się bawimy. Pokazuje Ci obrazki w książkach, podnosi Cię za ręce do siadu, co nazywamy windą, codziennie trzyma w ramionach, a dziś nosiła Cię nawet na barana. Kąpiecie się wspólnie, bo Marcela zawsze chce kąpać się razem z Tobą. 

Jesteś niezwykle fajny, zarażasz pogodą ducha i tym swoim śmiechem w głos. I mam nadzieję, że te cechy Twojego charakteru już się nie zmienią. Radości moja!

 Śpij spokojnie Synku. Czuwam obok.