2015-02-14

Najradośniejszy Chłopczyku,


masz 8,5 miesiąca. I jeśli słyszałam teorie, że najgorsze jest pierwszych sześć miesięcy z dziećmi przy niewielkiej różnicy wieku, to zdecydowanie nie mają one potwierdzenia w naszej domowej rzeczywistości. Być może kobiety-Matki, które w obliczu czasu wysnuwały takie wnioski miały do czynienia z kolkami, bolesnym ząbkowaniem, dzieckiem, które nie śpi w ciągu dnia. U nas - z perspektywy miesięcy wiem, że było dużo łatwiej, niż teraz. Bo przecież w ciągu doby spałeś dużo więcej, pozostawiałam Cię na łóżku/kocu/macie i znajdowałam w tym samym miejscu. Teraz jest  znacznie ciężej ogarnąć domową sytuację, bo przemieszczasz się po całym mieszkaniu - pełzasz, jeśli chcesz być szybciej w danym miejscu, raczkujesz - jeśli Ci się nie śpieszy i stajesz przy wszystkim. Upodobałeś sobie Ikeowski regał w Waszym pokoju i półkę, na której leżą kuchenne elementy Marceli. Choćbyś miał rozłożoną całą masę zabawek na podłodze i tak będziesz stał, i bawił się różową łyżeczką, cytryną, czy drewnianym nożem. W salonie - oczywiście wszystkie kable pod stołem, i półkę, na której stoi odtwarzacz. Wyłączasz mi muzykę, uruchamiasz płytę i podgłaśniasz tak, że nie słyszę własnych myśli. A w sypialni najlepsze jest stawanie przy parapecie i stukanie rękoma o szybę. Codzienna nasza rozrywka, tuż przed albo parę minut po szóstej. A całą kąpiel mógłbyś stać oparty o brzeg wanny albo stać, trzymając się kabla od prysznica. Możliwość kreatywnej zabawy z Twoją siostrą odpada, bo mnóstwo uwagi muszę poświęcić na podtrzymywanie Ciebie. I wszystko byłoby dobrze, bo przecież to kolejny krok, element w nauce samodzielnego chodzenia, ale te Twoje nogi nie stoją na tyle jeszcze stabilnie, bym nie musiała się martwić, że za chwilę przewrócisz się na tył głowy, a upadku na pupę jeszcze nie opanowałeś. Więc gotuję obiad i co chwila zerkam na Ciebie do salonu, biegnę do dziecięcego zobaczyć, co robicie, pytam Twoją Siostrę, o to, czym aktualnie się bawisz. I niestety zaliczasz upadki, bo nie zawsze Cię asekuruję, zdążę przytrzymać, czy złapać. Często dla Twojego bezpieczeństwa i mojego spokoju zabieram Cię ze sobą do kuchni i z wysokości krzesła do karmienia obserwujesz moje kulinarne poczynania. Podkładam Ci do zabawy rzeczy, które wyciągam z szuflad i szafek, a Ty czerpiesz radość z ich wypuszczania. Towarzysz mi w łazience, gdy myję włosy, wspinasz się po mnie, gdy je suszę, a możliwość zrobienia dziennego makijażu bez niczyjego towarzystwa jest miarą luksusu. Mieszkanie odkurzam z Tobą na rękach, bo w ślad za odkurzaczem przemieszczasz się tak szybko, że moje skupienie na tym, by Cię nim nie uderzyć kompletnie nie pozwala mi zrobić cotygodniowych porządków.

Wczoraj powitałeś świat wraz z piątym zębem. Między górnymi jedynkami masz identyczną przerwę, jak Twój Tata. Nie chcesz pić z butelki, a wieczorne kasze podawane łyżeczką, które w moim przekonaniu powinny zapewnić Ci dłuższy sen nie smakują Ci na tyle, byś zjadł pożądaną dla Twojego wieku porcję. Budzisz się co godzinę - półtorej. Tak, myślę, że nie jesteś głodny, to kwestia przyzwyczajenia do matczynego mleka i trochę obawiam się procesu odstawienia od naturalnego karmienia. Wybudzasz się też dlatego, bo zanim nagimnastykujesz się, by wydostać się  spod kołdry i ułożyć w wygodnej pozycji, obijasz się wszystkimi częściami ciała o łóżko i zaczynasz płakać. Podobnie jest, gdy śpisz z nami. Jesz, przekręcasz się plecami do mnie, a twarzą w stronę Taty, chwilę tak śpisz i zaczynasz kręcić się albo w poszukiwaniu źródła ciepłego mleka, albo w celu znalezienia dogodnej pozycji do zaśnięcia.

To wszystko sprawia, że nie jest łatwo. Bywam zmęczona i zdenerwowana. Są takie dni, gdy irytuje mnie dosłownie wszystko i lubię sobie ponarzekać. Ale ja tak na prawdę nie wyobrażam sobie innej rzeczywistości. A ten swój świat, w naszym mieszkaniu na czwartym piętrze jest moim światem, tym wymarzonym i bardzo dobrym. Jak całe życie przecież. 

I chyba pisałam już miliony razy, jaki to jesteś uroczy i radosny. Nie mogę się Tobą nacieszyć, próbuję nazachwycać, napatrzeć i wycałować na zapas. I choć z rana, ledwo widzę na oczy, to lubię patrzeć na Ciebie, bo na twarzy masz wypisany spokój i poczucie bezpieczeństwa. Leżysz między nami - tak, jak dziś - przytulasz na zmianę do swoich rodziców, gładzisz po twarzy i włosach. Wtulasz się i jakby sam prosisz o porcję porannych pieszczot.

Kocham mocno. Tulę.


2015-02-10

Z pokoju słyszę przyjemny męski głos, który co chwilę przerywa ciekowość dwuipółlatki. Tak, to Tata czyta Marcelce bajkę, a ja po odłożeniu Najmniejszego do łóżeczka oddaję się przyjemnej części wieczoru - pisaniu do Was. Tak, jeszcze czeka na mnie pranie w pralce, które trzeba rozwiesić i pusty garnek, w którym powinna już gotować się zupa na jutro. I jeszcze paznokcie wołają o nowy lakier, a przynajmniej zmycie starego, a podłoga w kuchni po dzisiejszym błyskawicznym robieniu tortu na jutrzejsze urodziny Taty prosi o umycie. Czyli kolejny wieczór z życia Matki, której Mama pojechała już do swojego domu. Ech, jak było przyjemnie. Przez kilka dni mogłam wieczorami malować kropki na paznockiach, ćwiczyć z Mel B wiedząc, że wszystko jest/zostanie zrobione. Plus dwa wyjćia z Tatą tylko we dwoje. Jedne w ramach odświeżenia męskiej garderoby, drugie w ramach dbałości o kondycję naszego małżeństwa. Obiad, deser, spacer i ja jak milion dolarów z czerwienią na ustach, a co! Z mężczyzną, z którym na randce mogę rozmiawiać o pracy, o dzieciach, mogę milczeć i pytać, czy resztki musake nie powchodziły mi między druciki aparatu. Odpoczęłam, odprężyłam, wywietrzyłam umysł i jest dobrze.
 
Moja duża, dorosła dwuipółletnia Dziewczynko,
 
nie wiesz czym jest pojęcie tajemnicy. Tak bardzo chciałaś dochować sekretu,  że pierwsze słowa, które powiedziałaś Tacie po wejściu do domu brzmiały: "Tort schowany" :) I po niespodziance. Choć smak będzie zaskoczeniem. Bo po raz pierwszy zrobiłam bezowy z mascarpone, dodatkiem granatu i karmelizowanej gruszki. Mega bomba kaloryczna na jutrzejsze nasze (drugie) śniadanie. Tak, robienie tortu z Waszą dwójką to nie lada wyzwanie, ale co mamy wspólnie świętować, jak nie jutrzejsze 33 urodziny Taty. Choć dla mnie i tak ma nadal 28 lat, a mimo upływu tych kolejnych pięciu, prezentuje się tak samo dobrze, ba może nawet i lepiej. ;)
 
Uwielbiasz zabawę w sklep. Bierzesz swój stołek, kasę stawiasz na stoliku, w pobliżu kładzisz telefon i mój ubiegłoroczny, podręczny kalendarz, w którym ciągle coś sprawdzasz i zapisujesz, i kupujemy, sprzedajemy, płacimy, witamy się, żegnamy, i tak na okrągło.
 
Dzień dobry. Co chcesz kupić?
 
Druga z kolei to śpiewanie. I strzałem w dziesiątkę okazał się prezent w postaci mikrofonu, który ma kilka podkładów muzycznych, a także opcję nagrywania samego siebie. Stajesz na krześle i koncertujesz. Czasami mogę śpiewać, czasem zabraniasz mi się odzywać. Więc siedzę, uśmiecham się i biję brawo. Wedle życzenia.
 
Kolejne uwielbiane przez Ciebie zajęcie to skakanie z poręczy kanapy wprost w ramiona osoby dorosłej, bo bezpośrednio z kanapy skaczesz sama na ziemię, z poręczy jest jeszcze trochę za wysoko.
 
Lubisz malować. Pięknie wychodzą Ci okrągle balony z długą nitką i pierwsze próby namalowania postaci z głową, dwoma rękoma i nogami, oczami i buzią. Poza tym malujesz po swojemu. Ostatnio hitem są tulipany i korona dla Mamy i dla Karolka.
 
Jesteś też moją osobistą lekarką, fryzjerką i kosmetyczką. Smarujesz moje zbolałe stopy kremem - zabawką, robisz mi balowe fryzury i piłujesz paznokcie.  A ja lubię te zabawy z Tobą, bo wtedy po prostu muszę siedzieć i albo każesz mi odsłonić brzuch, albo muszę odchylić głowę do tyłu, albo podawać na zmianę ręce. Chwila mojego odpoczynku.
 
Bardzo lubisz poznawać nowe słowa po angielsku. Codziennie dopytujesz się: Tato, a jak jest osioł po angielsku. Tato, a jak jest bocian po angielsku? Kolory opanowałaś, teraz uczysz się cyfr do dziesięciu.
 
Jesteś niesamowicie samodzielna, przynajmniej tak uważam, choć wielkiego porównania nie mam, bo zimowo-chorobowy okres odseparowuje nas od Twoich rówieśników. Potrafisz rozebrać się i ubrać całkowicie samodzielnie. Opanowałaś zdejmowanie i nakładanie bluzki, przy tej drugiej czynności muszę Ci tylko dobrze ułożyć bluzkę tak, byś nie założyła jej tyłem na przód. Robisz to po swojemu, tak jak Ci pasuje, rozciągasz materiały niemożliwie, ale jesteś w tym coraz sprytniejsza i bardzo z siebie dumna. Bardzo lubisz w restauracjach i kawiarnio-bawialniach, w których mamy przyjemność się relaksować, sama składać zamówienie. Po  ostatnich zajęciach z angielskiego, w których uczestniczyłaś bez mojej obecności ( to był Twój pomys ł), przybiegłaś ze słowami: Mamo, daj kartę, pójdę sobie kupię soczek. Ale chcę sama. Do Pani: Dzień dobry. Poproszę sok jabłkowy. Sama kupujesz sobie lizaka w aptece.  Sama wchodzisz i schodzisz ze swojego krzesła do karmienia, sama wspinasz się na kuchenny blat. Sama korzystasz z toalety i myjesz ręce. A póki ja zbiorę wszystkie rzeczy, wyciągnę Karola, wstawię wózek do wózkowni, Ty czekasz już na mnie pod naszymi drzwiami.
 
Twoja wyobraźnia nie ma granic. Nadal tworzysz niepojęte, niemożliwe do przytoczenia historie, w których coraz częściej pojawiają się bajkowi bohaterowie: macocha, królewicz, czy księżniczka. Przypominasz sobie zdarzenia, które miały miejsce nawet kilka miesięcy temu. A to jak Babcia Zosia zgubiła w sylwestra klucze, a to, że w Bielsku czeka na Ciebie mały aniołek (figurka), a to, że latem kosiłaś trawę kosiarką i mnóstwo innych.
 
Przykrywasz swoją drewnianą patelnię różowym prześcieradłem z kołyski i mówisz, że tak robi Ksiądz w Kościele!! Przeogromne zdziwienie, bo wydawa ć by się mogło, że podczas całej Mszy Świętej własnie najmniej obserwujesz to, co dzieje się na ołtarzu.
 
Jak "Stara" rozmawiasz przez telefon. "Dziadku, co u Ciebie? Babciu, co tam u Was? Babciu, co robi Wojtek? Jak tam było w pracy? A jak się czuje Babcia Zosia? U mnie w porządku".
 
A gdy się zdenerwujesz, lepiej z Tobą nie zadzierać, bo krzyczysz do rodzonej swoje Matki: idź do kuchni. Idź do domu. A gdy odpowiadam,  że przecież jestem w domu, szybko ripostujesz: to idź na klatkę! I te z przekory mówione zdania. Na moje: Marcelka, nie rób tak, odpowiadasz: A właśnie, że tak będę robić. Będę robić cały dzień i całą noc.
 
Przykładowy nasz dialog przedobiedni:
- Marcelka zupa.
- Nie chcę zupy.
- To dobrze. Nie musisz jeść, jak nie chcesz.
- Chcę zupę.
- Dobra to już wlewam.
- Ale nie chcę dużo.
- Dobra, to będzie mało.
- Ale ja chcę dużo.
( Po wlaniu )
- Ale ja nie chcę w krzesełku. Ale ja nie chcę w śliniaku. Ale ja nie chcę w tej misce. Chcę w takiej innej.
 
Sama zobacz, Maleńka. Ileż cierpliwości musi mieć Matczyne serce, żeby to wszystko być w stanie znieść. Ileż miłości i świadomości Twoich emocji. Nawet nie wiesz. jak wiele się codziennie uczę. Jak staram się być dobrą Mamą, gdy wieczorem przed snem analizuję swoje zachowanie, słowa i zastanawiam się, co mogłam zrobić lepiej, inaczej. Co mogłam powiedzieć, a czego mogłam nie mówić, gdy się zdenerwowałaś, czy rozpłakałaś. Staram się być stanowcza i konswkwentna. Staram się wychowywać mądrze i rozsądnie, dając Ci mnóstwo miłości, stawiając jednocześnie granice i pamiętając, że masz aż/dopiero dwa i pół roku. Swoje emocje, rozum i wiarę.
I pamiętaj: Jesteś mądra, jesteś śliczna i kocham Cię najmocniej na świecie.
 
Wybiła północ. Dom pachnie świeżo ugotowanym żurkiem i białym jeleniem na suszarce. Tata śpi obok mnie na kanapie, choć prosiłam, żeby położył się wygodnie na łóżku w sypialni. Karol budził się już cztery razy, a moje stan moich paznokci nie uległ zmianie. Nie było kiedy. Taki wieczór Matki.
 
 
                           

2015-02-01

Niedzielny wieczór według moich noworocznych postanowień miał być tym należącym do bloga. Chciałabym móc pisać przynajmniej raz w tygodniu, bo po dłuższym okresie milczenia nie mam pojęcia od czego zacząć, tyle jest chwil, sytuacji wartych zapamiętania, przekazania Wam na przyszłość. Pisać i mieć ku temu siły i chęci, ze świadomością, że głowa jeszcze pracuje, a zdania będą zrozumiałe dla innych. I tak przychodzi dzisiejszy wieczór. śpicie od 20stej, a ja jestem zbyt wyczerpana by składać jakiekolwiek mądre zdania. Ból brzucha i głowy, ogólne osłabienie i zmęczenie właśnie dziś postanowiły dać znać o sobie. Zmęczenie wynikające z tego, że chodzę spać koło północy, wstaję koło siódmej, a mój sen przerywany jest w przypadku dzisiejszej nocy - 5 razy. I to była noc należąca do tych dobrych, bo Karol miał maraton dwuipółgodzinnego snu bez żadnej przerwy. I gdy mam w planach wcześniejsze pójście spać, to najmłodszy członek rodziny postanawia wybudzać się, co godzinę i domaga albo dłuuugiego noszenia na rękach, albo karmienia. 

Mój organizm potrzebuje krótkiego oddechu. Odpoczynku fizycznego. Jesteście całym moim Światem i dziękuję, że taki Świat mam, ale każdy traci czasem siły. Poza Wami praktycznie nie uczestniczę w innych aspektach życia. Wieczorami gotuję, staram się przeczytać dziennie choć kilka stron książki, wymalować paznokcie, odpocząć podczas kąpieli, porozmawiać na spokojnie z Tatą, zjeść kolację bez pośpiechu, wypić ciepłą (!) herbatę, wyciszyć się. 

I czekam na wiosnę. Ciepłe, długie spacery, spotkania z innymi - nawet niech będą te w piaskownicy, czy na huśtawkach. Czekam na weekend w górach, spacerową wersję Karola i Marcelę na biegówce. Czekam na wiosenną parkę i cały dzień w trampkach. Na suszenie prania na balkonie i spacer tylko z Tatą. 

To ostatnie być może niebawem się spełni. Mama <3