2016-11-04


"Zobacz, jaką on śmieszną minkę zrobił. Nie mogę przestać na niego patrzeć."
"Masz swoją podusię Karoluś".
" I koń powlókł się za owieczką". (uwielbiam słowo powlókł się)


(rozmowa z koleżanką z przedszkola)
-Robert jest moim mężem.
Ty: I moim też jest Robert. Ale nie. Ja już obiecałam Maksiowi.
-Ja też obiecałam Maksiowi.
Ty: To będziemy na weselu z Maksiem we dwie tańczyły.

"A Wy idziecie tańczyć?" - do księży
"Mamo, włącz nam bajkę, a Ty sobie wtedy odpocznij, poleż sobie"
"Daj Mamo, ja posprzątam stół za Ciebie"

(po powrocie z przedszkola)
Ty: Ooo widzę, że odkurzaliście z Karolem.
Ja: Ooo, zauważyłaś.
Ty: Nie, po prostu kapcie leżą na fotelu.

:)

Marcelinko,

" Ty: nie jestem Melką
Ja: Ale przecież Karol wciąż tak do Ciebie mówi.
Ty: Ale jak mówi Karolek, to mi wtedy jest tak słodko."

w sierpniu skończyłaś 4 lata, a ja często patrząc na Ciebie mam wrażenie, że jesteś moją młodszą siostrą, o której tak zawsze marzyłam, a nie pierworodną córką.

Wczoraj w myślach wspominałam nasze czerwcowe kryzysy, kiedy to trudno, bardzo trudno było nam dojść do porozumienia. Nie wiem, czy był kolejny etap buntu, czy nasza upartość, bo zarówno ja nie chciałam w wielu kwestiach ustępować, podobnie jak Ty. Długo nie potrafiłam Cię przekonać do piżam z krótkim rękawem i braku skarpet w upalne noce, jak i niezakładania kolorowych skarpet do lakierowanych sandałów. Pamiętam dni, w których nasze sprzeczki łączyły się z moimi hormonalnymi nastrojami i po prostu płakałam z bezsilności.. Wczoraj się z tego śmiałam, bo gdy tylko nadeszły chłodniejsze noce z miłością powróciłaś do skarpetek i długich spodni - a ja nie narzekam - bo i tak się wciąż odkrywasz, ale wczoraj ubrana w najkrótsze z możliwych szortów piżamowych oświadczyłaś, że Ty bardzo nie lubisz tych długich spodni... Spokojnie wytłumaczyłam i powiedziałam, żebyś zrobiła jak uważasz. Często tak mówię. Radzę, ale ostateczną decyzję zostawiam Tobie. Ale często nasze spory dotyczą kwestii ubrań. Kwestia kilkukrotnego przebierania się w ciągu dnia, bo mała plamka, mała dziura, bo ktoś inny ma spódnicę/getry. Bo w momencie wyciągania ubrań z szafy - sama wybierasz stroje, wyciągasz i się przebierasz - połowa ląduje na ziemi albo w stojącym niedaleko koszu z zabawkami. Bo zmieniane skarpety krążą gdzieś po dywanie, a potem nie mają swoich par, bo piżama zdjęta rano leży na podłodze do momentu, w którym zwrócę Ci na nią uwagę i słyszę: "Wiem, wiem, już mi to mówiłaś" albo "wiem, wiem, nie musisz mi tysiąc razy powtarzać". Bo wyjście na tańce bardzo często łączy się z moim nieustannym poganianiem i prośbą, byś wreszcie zdecydowała się na jakiś strój i w miarę sprawnie go założyła. Masz swoje rzeczy ulubione i takie, do których przekonać Cię nie potrafię - jak na przykład - przeze mnie uwielbiane- jeansy. Ale jak to z Tobą bywa, gdy tylko skończyły się letnie dni, wyciągnęłaś z szafy krótkie jeansowe szorty i koniecznie chciałaś się w nie ubrać. Być może te ubraniowe kłótnie to kwestia mojego nie do końca dobrego podejścia wychowawczego, bo od dawna masz prawo samodzielnie wybierać sobie stroje, wyciągać ubrania z szafy i kompletować zestaw, który chcesz nałożyć. A ja interweniuje wtedy, kiedy estetycznie coś zupełnie do siebie nie pasuje. Ale cóż, muszę się przyzwyczaić. Spojrzeć na samą siebie i przyzwyczaić się, że mam w domu po prostu prawdziwą kobietę, wprawdzie jeszcze zupełnie młodą, ale kobiecy pierwiastek się już uaktywnił.

Kolejne powody do codziennych sprzeczek to kwestia porządków w pokoju. Czasem posprzątasz bez proszenia i wtedy każesz mi zamknąć oczy i prowadzisz do lśniącego Waszego królestwa. Innym razem słyszę, że to ja mam posprzątać, bo przecież to ja wysypałam z pudła wszystkie Wasze klocki... Moje uwagi dotyczące bałaganu w pokoju często kończą się tym, że słyszę jaka to jestem złośliwa i denerwująca. Nie jest to czynność, którą uwielbiasz robisz, ale gdy tak siedzę, myślę i analizuję, to ostatnio jest chyba dużo lepiej. Mam przecież obok 2,5 latka pieszczotliwie nazywanego "leniuszkiem" i "obibokiem", bo Karolek do sprzątania jest ostatni i często niestety wykorzystuje Twoje Marcelko dobre serce, bo gdy sprzątasz pokój - sprzątasz wszystko to, co porozrzucał Twój młodszy brat. Gdy proszę o zrobienie porządku przed oglądaniem bajki, wiecie, że jej nie włączę, dopóki moja prośba nie zostanie spełniona, więc ogarniasz wszystko po kolei, a Karol wtedy stoi i patrzy...I po wizycie koleżanek, gdy zabawki są wszędzie, (butelka lalki w mojej szufladzie ze skarpetami, notatnik między prześcieradłami) sprzątasz pięknie, czując chyba wewnętrzną odpowiedzialność za swój pokój, bo robisz to bardzo sprytnie, z uśmiechem i bez mojego napominania.

I kwestia posiłków. Sporny temat. Nieustannego wiercenia się, chodzenia po wodę/ketchup - zjadacie kilogramami, do toalety/po ręcznik papierowy itp. Ciągle coś spada. woda rozlewa się na legginsy, ketchup ląduje na sąsiednim krześle, widelec pod stołem. Do tego debaty między Wami, kto ma mieć jaki kolor talerza i kubka. Czy Karol ma komplet (dopasowany kolorem ikeowski talerz do kubka), czy nie, jeśli tak, to ja też chcę. Opornie idzie nauka sprzątania po sobie, dziękowania za zjedzony posiłek, samoobsługi w tym, co można, a nie nieustannego: "Mamo, chcę ketchupu. Mamo, nie mam widelca. Mamo, podaj nóż". Ale wiem, że kiedyś zatęsknię za tym Mamo...

Jesteś dziewczynką pełną emocji i wrażliwości. Widzę trochę siebie w Tobie. Tata często mówi, że przecież Ty, to taka mała Judytka. Szybko wybuchasz, ale złość szybko Ci przechodzi. Zdenerwowanie na mnie, Tatę, czy Karola okazujesz ściskaniem, czasem widać, że aż Cię nosi, żeby komuś z nas przywalić, ale w porę sama reagujesz. Najbardziej w tym wszystkim to mi szkoda Karola, bo mimo godzin moich wykładów, podniesionego tonu, krzyku, ściskasz go codziennie i to za szyję...Nie wiem już jak Ci tłumaczyć, jak wyjaśniać zagrożenia, bo o wszystkim już setki razy słyszałaś, a mimo wszystko nie zmieniłaś swego postępowania. I z drugiej strony cieszę się, że przynajmniej Karol jest już starszy i też ma swoje (skuteczne) sposoby do obrony przed starszą i silniejszą  (jeszcze) siostrą.
Wzruszasz się, gdy czytam Ci o "Calineczce", mimo, że dobrze znasz tę bajkę, ale teraz, w wieku 4,5 lat moment porwania przez ropuchę wywołuje łzy w Twoich oczach. Podobnie jak bajka: "Gdzie jest Dory", w której tytułowa rybka się gubi i nie może odnaleźć swoich rodziców. Ogromny Twój smutek sprawia, że wyłączamy bajkę, bo nie chcesz jej oglądać, a ciągle dopytujesz, dlaczego ona zgubiła rodziców, gdzie jest jej mamusia...
Denerwujesz się (jak ja), gdy coś idzie nie po Twojej myśli, gdy nie dajesz rady czegoś otworzyć, wyciąć, namalować. W duchu uśmiecham się do siebie, ze względu na podobieństwo do mnie, gdy na przykład kolorujesz i wyjdziesz za linię albo namalujesz obrazek nie taki, jak sobie założyłaś, wtedy ciśniesz kredką/mazakiem tak, że robi się dziura, więc z dziurą rysunku już malować na pewno nie będziesz, zgniatasz, wyrzucasz i próbujesz od nowa.

Z ostatnich dwóch topowych tematów. Zamążpójście i rodzeństwo.
Najpierw mówiłaś, że Twoim mężem będzie Tata. Potem, że Karol. A po moich wyjaśnieniach, zdecydowałaś się na rówieśnika Karola - sąsiada Maksia. Ale jest też Robert w przedszkolu. Wnioskuję z Twoich przedszkolnych opowiadań, że bardzo rozchwytywany przez koleżanki. Jak sama powiedziałaś : Nie chce się ze mną zakochać, bo jest zakochany z Nikolą. A ja chcę się z nim zakochać. I to jego wycałowujecie, z nim się bawicie w dom i odgrywanie ról rodziców.
Co do rodzeństwa to często mi mówisz, że chciałabyś mieć siostrzyczkę, a po wyjaśnieniach, że to nie jest tak prosto zaplanować, czy to będzie chłopak, czy dziewczynka, stwierdziłaś, że młodszy brat też może być. Wypytujesz o to, skąd na świecie biorą się dzieci, gdzie byliście, jak Was jeszcze nie było, jak pan doktor bada maleństwo w brzuchu, oglądasz zdjęcia ze swoich pierwszych dni życia na tym świecie.

Uwielbiasz towarzyszyć mi w dwóch czynnościach. Gotowanie i malowanie. W tej pierwszej najbardziej atrakcyjna jest możliwość wylizania mis i łyżek po masach, układanie herbatników w blaszce na ciasto kończy się tym, że bierzesz pierwszego i go zjadasz, podczas gdy ja robię resztę roboty. Ale chcesz się uczyć. Mieszasz ciasto na naleśniki, potrafisz wbić jajka tak, żeby nie wpadła skorupka, chętnie obsługujesz mikser i blender. Wsypujesz sobie płatki do miski, mleko wlewasz do garnka, kroisz mi boczek i ogórki do mizerii.
A podczas malowania najfajniejsze jest to, że gdy ja nie patrzę - Ty malujesz się, gdzie popadnie i czym popadnie. Czarną kredką po policzkach, różem po czole, tuszem po rękach. Otwierasz i zamykasz wszystkie pudełeczka, puderniczki i pojemniki z prędkością światła.
I tak to są też te czynności, które niekiedy doprowadzają mnie do ogromnej irytacji. Bo wszystko robisz bardzo szybko. Mieszasz tak, że mąka wysypuje się na blaty, bierzesz i zjadasz masę do naleśników, zanim zdążę powiedzieć, że jest niesmaczna. Zamykasz pomadki zanim je dobrze powkręcasz do środka, paznokciem wydłubujesz korektory do twarzy. I tu też wychodzi nasze podobieństwo. Takiej Małej siebie nie pamiętam, ale później, w starszym wieku chyba wiele rzeczy robiłam szybko, zbyt szybko. Nie zawsze dokładnie, bez pomyślenia, byle zrobić, byle szybciej :)

Z ulubionych zabaw. Rysowanie. Pięknie wychodzą Ci domy, kwiaty,  postacie z rzęsami i brzuchami, pszczoły i gwiazdy. Kolorowanie. Zabawa w dzidzię. Twoja ulubiona, moja niekoniecznie. Bo nie bardzo fascynuje mnie robienie czegoś, co robiłam przez ostatnie setki dni, a w zabawie mam karmić Cię butelką z mlekiem, zmieniać pieluchę i karmić deserkami. Czasem Karol mi pomaga, bo mianuję Go Tatą i On przejmuje część matczynych obowiązków.
Chodzenie w obcasach. Druga ulubiona choć nie do końca zabawa. Bo w nich jeździsz jeździkiem z Karolem, gdy bawicie się w firmę taksówkową, w nich sprzątasz, mimo, że wrzucając klocki do pudełka, obcas co chwilę zaczepia Ci się o dywan, w nich  siedzisz przy stole i zjadasz posiłki.  Oddałam Ci takie, w których ja już chodzić nie będę, a Ty mogłabyś tak od rana do wieczora. Zdejmujesz tylko dlatego, że obawiam się reakcji sąsiadów, którzy mieszkają pod nami. Często na ulicy oglądasz się za jakąś kobietą, zwracasz uwagę na strój, buty na obcasach i sukienkę. Ostatnio tak zapatrzona z uśmiechem na twarzy zapatrzyłaś się na parę. Panią, która tak ślcznie wyglądała w jasnym płaszczu i pana w garniturze. Stworzyłaś do tego całą ich historię, że pewnie jadą do Kościoła na mszę, a potem na wesele, bo takie uroczyste stroje. "A pamiętasz jak my szaleliśmy z Babcią i Dziadkiem na weselu? A w tym roku też będzie jakieś wesele...?
Tańczenie. Obroty, młynki, góra-dół, pięta-palce i wszystkie figury, które pamiętasz z tańców. A gdy słyszysz radiowy hit: "O nie chce  być taka sama jak ja...", podgłaśniasz muzykę, biegniesz po mikrofon i zaczynasz swoje występy taneczno-wokalne.
Skakanie po łóżku, skakanie z łóżka, bawienie się w basen na łóżku.

Nadal nie lubisz sera żółtego i owsianki. A Twoje ulubione danie to pierogi z mięsem. Zjadasz Karolową skórkę z kurczaka, masło wyskrobujesz palcami, a śmietanę wyjadasz łyżką. Polubiłaś kanapki z serem białym i szczypiorem, pasztetem, a co jakiś czas masz ochotę na pomidora. I czasem zarówno Ciebie, jak i Karola muszę folgować z jedzeniem, bo w innym wypadku Wasze żołądki nie miałyby chwili czasu na odpoczynek i możliwość przetrawienia tego wszystkiego.

-"Mamo, a jak Ty kiedyś już zmarniesz, to ja też tak o Tobie będę pamiętać?
- Bardzo bym tego chciała córeczko.

I potok łez.







2016-10-06

Karolku,

masz skończone 2 lata i 4 miesiące, choć jeszcze w sierpniu pytany o wiek, odpowiadałeś za siostrą, że cztely. Mówisz. Ciągle. Wszystko. I pełnymi zdaniami. Swój dzień rozpoczynasz od Wstawaj Mama, nie śpij Mama, choć obić śniadanko. Mama chcę siku. Wstawaj Mama! I rozpoczynamy nasz wspólny dzień od porannej toalety i szykowania posiłku. Pchasz pod blat swoje zielone krzesło albo jedno z czterech od dużego stołu, robiąc przy tym niesamowity hałas i wszystko musisz widzieć, dotknąć, spróbować. Najczęściej chcesz palówkę albo płatki - sam wsypie, Mama sam wsypie, sam wsypie!!! I gdy po skończonym śniadaniu, które w Twoim przypadku nie należy do tych obficie zjadanych posiłków (bo nocne mleko), ogarniemy wszystkie wizyty w łazience i toalecie - tu jest taleta,  tam łazienka (rozróżniasz), ubieramy się, żeby odprowadzić Marcelkę do przedszkola. I tu bywa różnie, raz chcesz iść i ubierasz się bez problemu. Innym razem ubieramy się właściwie przed samym wyjściem, kiedy Twoja siostra zakłada już buty, Ty spodnie, skarpety i bluzkę. Nie śpieszysz się do nauki samodzielnego ubierania. Majtki zakładasz tak, że obie nogi wkładasz do jednej dziurki i podciągasz gatki do samego pasa i zupełnie Ci nie przeszkadza fakt, że Cię cisną, a raczej masz rozbawioną minę z tego powodu. Spodni i skarpet nawet nie próbujesz ubierać, przecież możesz biegać w samych majtkach, ze wszystkim na wierzchu, więc ubieram Cię ja. Mama pomóż, cięśko ubrać kultkę/buty. I wyszykowani do wyjścia - ruszamy. Ale zanim postawisz na schodach chociaż z jeden krok, słyszę słynne Mama, na lęce. I wiem, źle robię, bo zbyt często  noszę, znoszę i wnoszę, a Ty szantażujesz mnie płaczem na całą klatkę schodową, wiem, że wymuszasz, Ty wiesz, że ja ulegnę. Taki nasz cichy układ. Spółka synowsko-matczyna. Po pożegnaniu Marcelki - czasem się czule przytulasz, czasem nawet nie chcesz dać buziaka, spacerujemy (przy ładnej pogodzie) albo wracamy do domu. Jeśli spacer to plac zabaw - nie jestem w stanie zapisać, jak Ty to wymawiasz, bo czynisz to tak, że Cię rozumiem, ale powtórzyć nie potrafię albo biedonka - skep. (W Twoim rozumowaniu nie istnieje takie pojęcie jak biedronka, bo nawet gdy w książce widzisz czerwonego owada w czarne kropki to mówisz - Ooo, biedonka skep).
Na placu bawisz się w strażaka. Zjeżdżasz od tegorocznych wakacji na rurce sam (ku zdumieniu Mam innych trzy i czterolatków przytrzymywanych przy tej czynności) i krzyczysz przy tym stażak Sam, stażak Sam! Uwielbiam Twoje głośne i pełne radości czeeeeść, gdy wyglądasz do mnie z drewnianego domku. Lubisz huśtawki, zabawy w piaskownicy, ale najbardziej wspinanie się na płot i samodzielne otwieranie i zamykanie bramki na zasuwkę. W sklepie pomagasz mi w zakupach, chodzisz/biegasz między alejkami z koszykiem, wybierasz owoce i wkładasz do reklamówki, powtarzasz moje to mamy, to mamy, to mamy, wśistko mamy i wykładasz zakupy na taśmę, podajesz kartę, zabierasz paragony i czarujesz sklepowych pracowników płci pięknej. Po powrocie do domu - do tej pory najczęściej na ukochanym motorze (sibko jadę Mama, zobać, nie tśimam - wśród pozytywnych komentarzy przechodniów), na moich rękach, bądź własnych nogach, wracamy do domu, żeby się pobawić, zjeść zupę i podrzemać. Ulubione zabawy - czytanie książek - zagadki jak w przypadku Marcelki, gra w piłkę - kopanie, rzucanie, łapanie, turlanie. Najlepiej, gdy masz publiczność, trawę i bramkę do strzelania - jak u Dziadków na Podlasiu- wtedy zaczynasz swoje popisy ze strzelaniem,  pięknym prowadzeniem piłki (zachwyty Dziadka - piłkarza), zwieńczonym sukcesem w bramce i brawami oglądających. I wszystkie zabawy związane z samochodami, w których możesz wydawać dźwięk bluuum, bluuummmm.... Kosz z samochodami kilka razy dziennie jest ściągany z parapetu, załadowujesz przyczepę zwierzętami, robisz wyścigi resorakami. Poza tym "kosisz trawę" - wielką łopatą z piaskownicy, prowadzisz rozmowy przez telefon (od niedawna), chodzisz ze swoim pękiem kluczy i zamykasz/otwierasz drzwi. Uwielbiasz skakać z łóżka w salonie/zielonego krzesła. Nauczyłeś się skakać na dwie nogi i wybijać do góry, z czego sam jesteś z siebie dumny, bo często krzyczysz: umiem, skakać Mama! Typowo męskie zabawy, różne od tych, które zajmowały w Twoim wieku Marcelkę. Nie przepadasz za pracami plastycznymi, ani ćwiczeniami z naklejkami, których tysiące robiłam ponad dwa lata temu. Ciebie raczej rozbawia fakt, że krzywo przyklejasz naklejkę albo specjalnie robisz to nie tak jak trzeba. Tak samo szybko wpadasz w zachwyt nad plasteliną, czy farbami, żeby po chwili równie szybko ten entuzjazm stracić. Uwielbiasz za to specjalnie przeszkadzać, psuć, czy wyrywać to, co zrobią inni. Nie chcesz po sobie sprzątać. Zapytany, a kto to posprząta, odpowiadasz: Melcia. A, że dobrą masz siostrę, to odwala za Ciebie całą robotę.
W okolicy południa zasypiasz na drzemkę. Najczęściej, gdy przychodzi pora jedzenia zupy słyszę: Nie chcę zupy, chcę spać. Idziemy spać Mama? I kładziemy się na sypialni, przykrywamy dużym kocem, nasze nosy praktycznie się ze sobą stykają, wsłuchujesz się we wszystkie odgłosy dobiegające z klatki i podwórka pytając przy każdym stuknięciu, warknięciu - co to było Mama? I bez marudzenia, przytulony do swojej podusi po kilkunastu minutach - śpisz. Jeśli budzisz się po 2-3 godzinach jesteś wypoczęty, uśmiechnięty i w dobrym humorze. Jeśli śpisz 1,5 - 2 godziny budzisz się wściekły, a jedyne co do mnie mówisz to rozkazującym tonem idź mama!! Popołudniu, gdy razem z Marcelką wracamy z przedszkola, w zależności od  pogody i ilości posiadanego czasu, spacerujemy. Zbieramy kasztany - ostatnio całe Twoje kieszenie i plecak Melki. Zachodzimy na Wasz ulubiony trzepak - bo mały, mój nie - bo na betonie, gdzie nauczyłeś się robić, biorąc przykład z siostry i jej koleżanek - "parówkę" i swoją ostatnio ulubioną figurę - zwaną przeze mnie "żabką". Oczywiście wszystko sam, nie mogę Cię trzymać, ani stać za blisko.
Po powrocie do domu, zjedzonym obiedzie (Ty mięsko - lubię mięsko, Melka ziemniaki), pięćdziesiątym chcę wody niegazołanej/gazołanej, lubię gazołaną, chcę komkotu, nie chcę komkotu, chcę wody, chcę pupu, daj pup (ketchup) i setnej kłótni o to, gdzie ten ketchup ma stać, idziemy albo na tańce Marcelki, albo na spacer, albo wracamy do jesienno-zimowych zabaw na dywanie. Tak jak w zeszłym roku na zajęciach Marcelki grzecznie siedziałeś, przyglądałeś się tańczącym dzieciom, tak w tym, oswojony z miejscem, salą i nauczycielką - biegasz między dziećmi, próbujesz naśladować ich ruchy, wbiegasz pod nogi, robisz obroty, przysiady i gdyby nie fakt, że po 15 minutach Ci się nudzi i dopytujesz, kiedy idziemy, zapisałabym Cię do tej grupy mimo braku odpowiedniego jeszcze wieku.
Między 18, a 19 jemy kolację i bierzemy szybki prysznic/bądź długą kąpiel. Lubisz wodne zabawy, częstowanie mnie kawą (którą sam, realnie wraz z płynem nie raz wypijasz), puszczanie wody, mimo moich uwag, chowanie Legowych zwierzaków pod pianą, przelewanie, rozlewanie i chlapanie. A jak jeszcze uda Ci się wrzucić jakieś ubranie do wody, to w ogóle jest niezła frajda. Z myciem włosów  - loteria. Raz pięknie odchylasz głowę i czekasz, aż (w niezłym tempie) wykonam wszystkie niezbędne czynności, innym razem, na same wspomnienie, kończysz kąpiel i wychodzisz z wanny.
Zasypiasz z podusią i mlekiem. Takie dwa atrybuty, które przypominają mi, że jesteś jeszcze wciąż taki mały. Twoja podusia to jak członek rodziny. Je z nami posiłki. Albo w Twoim krzesełku albo z obawy przed pobrudzeniem odkładasz ją na inne krzesło. Chodzi z nami to toalety. Nie pobludzę Mama. Nie odkładaj podusi na półkę. Kilkanaście razy dziennie słyszę pytanie: gdzie moja podusia? Przed wyjściem do przedszkola/na tańce/spacer zostawiasz podusię pod lustrem tłumacząc sam sobie. Podusia na mnie poczeka. Nigdzie nie pójdzie. Albo przytulasz się do niej przed "rozstaniem". Kiedy jedziemy gdzieś samochodem już mamy nauczkę, że zawsze musimy ją zabrać ze sobą. Podczas nocnego przebudzenia pada słynne pytanie: gdzie jest moja podusia? I lamenty, i płacz, gdy chwilę dłużej nie możesz jej znaleźć (zaplącze się w kołdrę, spadnie za łóżko). Zasypiasz podczas czytania, po wypiciu mleka (które jak sam mówisz - cięśko pije - bo pogryzłeś smoczek tak, że mleko bardzo szybko Ci wylatuje i co chwilę musisz robić przerwę, ale dzięki temu wypijasz jego mniejsze ilości) i wyściskaniu swej Matki ze słowami: kokam, mocno kokam!

Przy całej swej urwisowatości, łobuzerstwie i upartości, które ostatnio - mam wrażenie - jeszcze bardziej przybierają na sile, nie znam dziecka bardziej radosnego i rozkosznego od Ciebie. No bo, jak tu się na Ciebie denerwować, gdy po przeskrobaniu i mojej - trochę udawanej - smutnej minie, podchodzisz, gładzisz mnie i mówisz: ładna Mama, ładne masz włoski... albo supel masz te  paluszki... Albo po posiłku, podczas którego spadał Ci widelec, wybrudziłeś ubranie, kilka razy wstawałam, żeby coś Ci podać/nalać, rozlałeś wodę, a na końcu z uśmiechem na twarzy odstawiasz talerz na stół i mówisz tak słodko: pękuję (dziękuję) Mama!

Dzielisz się wszystkim ze wszystkimi. Gdy dostajesz czegoś podwójną ilość, jedną przynosisz mi, czy Tacie. Gdy daję coś Tobie, Ty dbasz też o siostrę. Daj Melci Mama. I mimo kłótni, sporów najczęściej o zabawki widzę taką zwyczajną Twoją dobroć i troskę w stosunku do starszej Siostry. Mama, pomóc Melci. Mama, Melcia chce huśtać. Mama Melcia chce wody...Melciu, płoszę. Masz Melciu. Wszystko jest MELCIU! Z Miłością.

Uczysz się żegnać. Klękasz i modlisz się z nami słowami: pękuję (dziękuję) Bozie, bo zawsze my dziękujemy za miniony dzień i dobre rzeczy, które nam się przytrafiły. A Kościół kojarzy Ci się też z moimi obcasami, bo gdy je zakładam, a robię to na prawdę rzadko pytasz mnie: idziesz kościółka?

Twierdzisz, że boisz się pana, co kosi trawę, a ja myślę, że to tylko dobry pretekst, żeby wskoczyć na matczyne ręce.

Robisz swój słynny dziubek i przez długi czas tylko ten Twój był ładny, a wszyscy wokół robili brzydki. Bzidki dziubek. Nie tak. Oooo TAK!!

W Twoim słowniku:
tilanko to kolanko
pipidelka to kamizelka
didodono to winogrono
dididiczki to rękawiczki
titaminka to witaminka

Kiedy się zdenerwujesz, czyli kilkanaście razy dziennie, słyszę: bzidka Mama. Tato ładny. Do Taty chcę. Mama idź na dwót (czyli na dwór). Ale bywa też, że to ja jestem ta ładna, a Tata brzydki albo Marcelka, czy Babcia. Chyba tylko Dziadkowi się jeszcze nie oberwało. Ale z Dziadkiem to inna sprawa. Dziadek to jest ten najukochańszy. Pierwszy raz dane mi jest obserwować taką więź między wnuczkiem, a Dziadkiem. Taką Miłość i chęć spędzania wspólnie czasu. Wyprawy na "męskie" zakupy po śrubki, czy baterie, przejażdżki Fordem u Dziadka na kolanach. I te łzy płynące nie tylko w Twoich oczach Synku, w momencie Twego rozstania z moim Tatą i krzyk - chcę jechać z Dziadziem, ja jadę z Dziadziem. Chcę do Dziadzia!


Czarujesz świat uśmiechem i spojrzeniem.
Jesteś moim chodzącym Cudem. Iskrą i radością.

2016-10-05

Zakatarzone nosy,

   Wrzesień mamy już za sobą. I to chyba dobrze. Bo choć aura była zupełnie letnia - powróciliśmy do sandałów, krótkich spodenek, placu zabaw  i Waszych ulubionych kryjówek w krzakach, to byliśmy tylko we trójkę. Tata w służbowych rozjazdach w różnych częściach Polski, a ja sama ogarniałam przedszkole, spacery, zakupy, posiłki, tańce, usypianie i nocną wartę. Spaliśmy wszyscy razem, bo ten system bardzo nam podpasował podczas wakacji, wyjazdów, kiedy to często nocowaliśmy w jednym pokoju i wspólne Wasze zasypianie stało się normą. Z powodu braku Taty nie miałam innej możliwości, więc kładłam się między Wami - wysłuchując najpierw kłótni, gdzie mam leżeć, kto śpi z brzegu, a kto od ściany, czytałam - wysłuchując kłótni, bo Karol chce "Basię - słodycze", a Marcelka nie chce tego codziennie słuchać, bo już prawie zna na pamięć, wzięliśmy się za biblioteczne pozycje i zasypialiście - po uprzednich kłótniach, w którą stronę powinnam mieć odwróconą głowę ( koniec końców leżałam na plecach z oczami skierowanymi ku sufitowi ). I byłoby dobrze, gdybyście tak spali do rana, ale nie.. Karol budził i nadal budzi się po kilka razy w nocy na mleko, Marcelka ma manię spania z samego brzegu, więc kładłam się na dziesięciocentymetrowym skrawku tuż obok Niej, chcąc zapewnić jej bezpieczeństwo, a tym samym mając ciągle Jej ręce, bądź nogi na sobie. Niekiedy prowadziliście między sobą nocne, krótkie dialogi, nie otwierając nawet przy tym oczu. ( Melka w łazience myje w środku nocy nos, a tu  odzywa się Karol powtarzając moje codzienne słowa - "Nie tak dużo wody Melciu", bądź Karolkowe "ciężko pije mleko" na co Melcia przytomnie, mimo środka nocy - "To sobie odstaw na parapet"). Wrzesień to taki miesiąc mojej stuprocentowej organizacji. Świadomość, że mogę polegać tylko na sobie i jeśli czegoś nie zrobię, to przecież nie ma obok nikogo, kto by to za mnie wykonał. I dzieci spały codziennie o 20stej i dom był czysty, a lodówka pełna. I tylko czasu dla siebie nie było, bo wieczór i kilka nocy zajęło mi rozliczanie z urzędem, zakupy w ramach dofinansowania, facecharty i sprawy, które mam nadzieję dadzą mi w najbliższej przyszłości możliwość wspierania domowego budżetu i rozwój w kierunku, który bardzo mi się podoba.
   Wrzesień uświadomił mnie też, że nie ma takich sytuacji, które by mnie złamały, że zawsze ze wszystkim dam sobie radę. Mam Was i to dzięki Wam - taka wewnętrzna kobieca siła. Bo Wy i Wasze dobro to priorytety w moim życiu.