2015-06-20

To pierwszy taki wieczór od prawie miesiąca, gdy siadam i piszę. Tak długa przerwa nie jest spowodowana jedynie brakiem czasu i sił, a dostępem do jednego komputera, który codziennie zabierany jest przez Tatę do pracy, na wyjazdy, kiedy zostajemy sami i wieczorami, gdy milion meili, tabel i raportów do przeczytania...
 
Śpicie wszyscy. A ja popijam siemię lniane (naczytałam się o jego zdrowotnych działaniach, a lubię takie specyfiki i ich smak) i zastanawiam się, co powinnam o minionych tygodniach napisać.
 
Jestem z Wami całymi dniami. Z Wami i dla Was. Czerwcowe ciepłe dni sprawiły, że w domu bywamy bardzo krótko. Wracamy by się zdrzemnąć, zjeść jakiś konkretny posiłek i popołudniu wyruszyć na drugi spacer. Ciągłe wyjścia, weekendowe wyjazdy sprawiają, że Marcelka wstaje i planuje nam cały dzień, a gdy zajeżdzamy w jedno miejsce pyta, gdzie pojedziemy potem. Przebywanie w domu Was nudzi, szczególnie Marcelkę, która nie bardzo ma ochotę na rysowanie, lepienie, budowanie z klocków, a nieustannie dopytuje o plac zabaw i huśtawki. Tak, z tych ostatnich mogłaby nie schodzić. A ja uwielbiam nasze osiedle i klimat na nich panujący. Dzięki Wam poczułam się tutaj naprawdę u siebie. Gdy wchodzimy do Stokrotki, co chwila spotykam jakieś znajome twarze, rodziców, którzy Was zaczepiają i, których ja dzieci znam z imienia. Marcelka wkroczyła w etap zabaw z rówieśnikami i Mama na placu zabaw potrzebna jest jedynie do wspólnego pójścia pod drzewo w celu załatwienia potrzeby fizjologicznej i wyciągnięcia jakiejś przekąski z torby. Chyba najlepiej Córeczko dogadujesz się z Kaliną - swoją rówieśnicą, z którą we wrześniu spotkacie się też w przedszkolu. Siadacie pod ogrodzeniem placu i z plastikowych foremek, łopatek i grabi bawicie się w zespół. Zapytana o jego nazwę, odpowiadasz, że to "Instrumenty Dziewczyn". Budujecie, gracie w berka, w chowanego i zaczynacie czuć przynajeżność do jednej płci, nie pozwalając Wojtkowi bawić się z Wami, bo przecież "to jest pociąg dziewczyn, pociąg chłopców jest na tamtej ławce". Masz swoje lepsze i gorsze dni. Dni, w których nic Ci nie pasuje, podczas których krzyczysz bez powodu, domagasz się jedynie bajki i wszystko, co mówisz przybiera rozkazujący ton. Zaciskam wtedy zęby, podnoszę głos, wymyślam kary, bo nie pozwolę sobie, byś biła mnie w twarz i mam nadzieję, że takie zachowania będą pojawiały się jak najrzadziej. Dni, podczas których chodzisz za mną krok w krok, nie chcesz pobawić się nawet przez chwilę sama, a towarzysz mi we wszystkim. Nawet w toalecie. "Co robisz, siku, czy kupę? Już zrobiłaś? Mogę Ci podciągnąć majtki". Dni, w których, gdy tylko znikam z Twojego pola widzenia słyszę, co chwila: Mamo, przyjdź. Mamo, chodź. Mamo, zobacz! Dni, w których pytasz, a ja odpowiadam, ale moje odpowiedzi Ci się nie podobają i zamiast tego jest krzyk; w których gramy w piłkę, a gdy jej nie złapiesz to płaczesz, bo chciałaś złapać. Płaczesz, bo Ty chciałaś zakręcić kran. Płaczesz, bo Ty chciałaś sama nalać soku. Płaczesz, bo Ty chciałaś włączyć zmywarkę. Jeszcze, żebym została wczesniej poinformowana o Twoich zachciankach, to mogłabym je spełnić, a tak dowiaduję się o nich dopiero po fakcie i niestety jestem narażona na cokilkuminutowe wybuchy gniewu i buntu. I nucę sobie wtedy wraz z Kasią Nosowską "muszę to przespać, przeczekać, przeczekać trzeba mi..."
 
Jesteś niesamowicie rezolutna i mądra. Przed wyjazdem do Bielska, gdy zdenerwowałaś mnie tym,  że po raz kolejny przyciskałaś Karola tak, że płakał, powiedziałam Ci, że jest mi z tego powodu bardzo smutno. Z nadzieją w oku zapytałaś, czy pojedziemy do Babci, na co odrzekłam, że pojedziemy, chociaż w tym momencie wcale nie mam ochoty jechać razem z Tobą. A Ty z rozbrajającym uśmiechem zapytałaś mnie: "I co, zostaniesz sama w domu"? :)
 
A, gdy przez przypadek wysypałam na dywan Twoje kredki, usłyszałam od Ciebie: "Mamo, to teraz zapraszam do posprzątania kredek".  I usłyszałam sąmą siebie!
 
Karol, Ty nie pójdziesz. Jesteś zagorączkowany.
 
Trochę smaruję, trochę tak podjadam. ( podczas przyrządzania na drugie śniadanie kanapki z Nutellą)
 
Ja: Marcelka, czemu nie chciałaś myć się z Ciocią?
Marcelka: "Czemu, czemu, bo nie ma dżemu"!
 
 
I obserwując Ciebie wiem, że przedszkole bardzo dobrze Ci zrobi, uwielbiasz kontakt z dziećmi, podchodzisz do zupełnie obcych na placu i próbujesz zainteresować się tym, co robią i w jakiś sposób do nich dołączyć. Nawet do starszych chłopaków. W domu naśladujesz zachowania brata - chcesz być karmiona, jesz papier, bo i Karol wszystko pakuje do buzi, chodzisz na czworaka, bo tak jeszcze porusza się Twój młodszy brat. I ciągle dopytujesz, kiedy pójdziesz do przedszkola, z dumą chwalisz się innym, a przedszkole, do którego Cię zapisaliśmy już określasz mianem swojego.
 
Jesteś niesamowicie uparta, zawsze chcesz postawić na swoim. W domu, bo na placu, w kontakcie z dziećmi po chwili wytłumaczenia bez nerwów potrafisz odpuścić. Tata mówi, że w Tobie widzi mnie. Podobno jestem taka sama. Z jednej strony takie zachowania potrafią sprawić, że mam ochotę wystrzelić się w kosmos, z drugiej wierzę, że te cechy sprawią, że będziesz potrafiła odnaleźć się w każdej sytuacji i z determinacją będziesz osiągać cele i realizować swoje marzenia. Dasz sobie radę. Na pewno.
 
Karolku,
 
31 maja wyprawiliśmy w domu Twoje pierwsze urodziny. Niedzielny obiad rodzicom i chrzestnym w marynistycznych barwach, połączony ze wspólnym spacerem, placem zabaw, lodami i taką ilością jedzenia, że obdarowałam wszystkich wychodzących. A wieczorem, tuż po doprawadzeniu mieszkania do akceptowanego przeze mnie poziomu porządku przeglądałam w telefonie opcje spędzenia dnia następnego - Twojego pierwszego Dnia Dziecka.
 
I wiecie, chciałabym, żeby taki Dzień własnie pojawił się jako pierwszy we wspomnieniach Marcelki. Upalny dzień, temperatura w okolicach 30 stopni, a my w najlepsze bawiliśmy się od rana w Centrum Kultury. Poznawaliście pory roku, barwy, smaki i zapachy w nich dominujące. Fantastyczna sensoryczna zabawa zarówno dla trzylatki, jak i roczniaka. Później nieznany nam do tej pory plac zabaw, lody w McDonaldzie (ale ja nie chce do żadnego Donalda, ja chcę na lody), spacer w parku, moczenie nóg w fontannie i powrót do domu autobusem w godzinach szczytu. Zabawianie znudzonego Karola w wózku i Marcelka, która ze zmęczenia i gorąca usnęła mi na rękach. Wróciliśmy do domu na obiad, i choć ja byłam wyczerpana, Wam sił nie brakowało i pojechaliśmy na specjalny koncernt dedykowany dzieciom. W uroczym miejscu - w patio otoczonym zielenią, kolorowymi balonami i tarasowymi huśtawkami, na których bujaliście się razem do siebie przytuleni. Piękny Dzień. Piękni My!
 
Loleczku, w czwartek postawiłeś swój pierwszy samodzielny krok. Jesteś bardzo ostrożny. Gdy nie masz możliwości złapania się czegokolwiek nie chcesz iść, nawet nie próbujesz. Idziesz trzymany za dwie ręce, za jedną - bokiem, jak gdybyś szedł przy ścianie. Może w Bielsku będziesz chciał złapać koty, dogonić Sapera i zaczniesz biegać? Nauczyłeś się, że reagujemy na Twój krzyk, więc krzyczysz, gdy Marcelka Ci coś zabiera, krzyczysz, gdy do Ciebie podchodzi i nawet jeszcze nie zaczyna Ci nic robić. :) Krzyczysz, gdy zobaczysz, że Twoja Siostra ma w kubku picie, a Ty jeszcze nie dostałeś. Krzyczysz, gdy zabieram Ci słoik, który z przyzwyczajenia włożyłam do niezabezpieczonej szafki. Kczyczysz i próbujesz zabrać moją rękę, gdy przytrzymuję szufladę, żebyś jej nie otworzył. Krzyczysz, gdy nie masz widelca w ręku, a ja sama próbuje Cię karmić. Odwracasz wtedy głowę w drugą stronę i koniec końców, nawet potłuczone z masłem ziemniaki (ulubione Marceli) zjadasz rękoma ugniatając je dodatkowo przed włożeniem do buzi.
 
Widząc zwierzęta robisz swoje charakterystyczne gardłowe hyhyhyhyhy. A ze wszystkiego, co się rusza i tak najbardziej uwielbiasz wrony. Pokazujesz, jak się myjesz, jak się robi mniam mniam i gdzie masz uszy. Zapytany pod koniec  posiłku, czy chcesz jeszcze jeść, często kręcisz głową, że nie, po czym odstawiasz talerz na stół i sam zdejmujesz śliniak. Konkretnie!
 
Plac zabaw pokonujesz na czworaka, bo ani w wózku, ani tym bardziej na rękach nie sposób Cię utrzymać. Chętnie rozwalasz Marcelkowe babki i sam probujesz pierwsze stawiać.
 
Nadal nie jesz zup. Nie znosisz się ubierać i wychodzić z wanny, a pieluchę zmieniam Ci jedynie na stojąco.
 
Nadal miliony razy dziennie mówisz "Tata" i "Mama". Albo "to", gdy czegoś się domagasz, a powtarzane ciągniem "tatatatatata" oznacza, że aktualnie bawisz się jakimś samochodem. Uwielbiasz nasze buc i stukanie się głowami.
 
Coraz częściej usypiasz w łóżeczku sam albo gdy leżę obok na dużym łóżku. Masz w ciągu dnia jedną długą bądź dwie krótsze drzemki. W nocy budzisz się raz lub dwa.
 
I nie jesteście tak nauczeni, że każdy dzień ma wyglądać tak samo. Potraficie i chętnie dostosowujecie się do naszych wspólnych planów, dzięki czemu z przyjemnością możemy robić krótsze i dłuższe wypady. Karolowi wystarczy wózek, ręce rodzica lub fotelik samochodowy, Marcelka coraz częściej zasypia po kilku(nastu) minutach od wejścia do auta. Są dni, gdy nie śpi wcale, na obiad jemy frytki, a na kolację dopijamy koktajl truskawkowy. Dni, w których kąpiecie się już o 19stej, bo zmęczni całodniowymi wojażami, w porze wieczorynki nie macie już sił na cokolwiek. I dni, w których po 19stej budzicie się z drzemek, zabieramy jabłka i wychodzimy jeszcze na wieczorny spacer.  Lato to taka pora roku, która rządzi się trochę swoimi prawami. Przynajmniej w naszej rodzinie. Skoro czujecie potrzebę zaśnięcia o 17stej - śpicie, jeśli nie macie ochoty na odpoczynek w ciągu dnia - nie zmuszamy i nie usypiamy na siłę.
 
Ach lato...Dobrze, że za chwilę rozpoczniesz się na dobre. Z przyejnmnością wybieram się niebawem do Rodziców, z utęsknieniem czekam na wyjazd nad morze. Mam nadzieję, że i z Tatą uda mi się spędzić kilka wieczorów w samotności.
 
Inny czas. Dobry. Wakacyjny. Bez pośpiechu. Z buzią w truskawkach i z gołymi stopami, opaloną skórą i lodami na drugie śniadanie. Ach lato...Czekam!


 

2015-05-27

Karolku,

skończyłeś dziś rok. Nie jesteś już niemowlakiem, a małym Dzieckiem. Moim chłopczykiem, chłopcem. A ja bardzo dobrze pamiętam ten dzień rok wstecz, gdy maj był taki upalny. Towarzyszyło mi mnóstwo emocji, strach, tęsknota za Twoją wtedy przecież jeszcze tak małą siostrą, podniecenie i niecierpliwość, by tulić Cię wreszcie w ramionach. Pamiętam wszystko. Siebie wymalowaną niczym na randkę z Tatą, Panią Doktor, która smiała się, że po KTG miałam w planach powrót do domu i prawiącą mi komplementy, że tak pięknie rodzę. Pamiętam, jak leżałam i czekałam na kolejne skurcze, a położne szykowały Ci rożek i podgrzewały miejce, w którym położyły Cię zaraz po tym, gdy opuściłeś po raz pierwszy ciepło moich ramion. Pamiętam Twoją śmieszną czapeczkę na głowie i swoją niesamowitą radość i szczęście.
 
Tak. Jestem szczęściarą. Mam mnóstwo. Mam wszystko to, czego potrzeba mi by być szczęśliwą. Uwielbiam Cię. Twoje wielkie, niebieskie oczy i łobuzerski śmiech, w momencie w którym coś kombinujesz, śmiech, od którego myślę, że może boleć Cię gardło. Uwielbiam Twoje miny pełne skupienia, gdy wyciągasz lego z pudełka i próbujesz samodzielnie budować coś na kształt wieży. Uwielbiam Twoją zawziętość, próby zrobienia czegoś, co powstało w Twojej głowie i mimo przeszkód, zabezpieczeń uslinie starasz się to zrealizować. Wchodzisz na Marceli krzesełko, z krzesła na stół i po chwili słyszę śmiech i wiem, że wykombinowałeś coś, co wprawiło Cię w wielką dumę i daje Ci mnóstwo frajdy. Wiesz, że skarpety i buty nakłada się na stopy. Nauczyłeś się pokazywać palcem, więc teraz wskazującym i okrzykiem wyrażasz to, co chcesz dostać, to, o co Ci chodzi. Poproszony lokalizujesz lampy na sufitach, nos na swojej twarzy i wrony za oknem. Sprzątasz kredki do pudełka i klocki po zabawie. Jesz sam. Widelcem. I złościsz się,. gdy go nie masz, a ja próbuję Cię nim karmić. Śniadania - parówki, jajecznicę, pokrojoną w wagony kanapkę układam na talerzu i stawiam przed Tobą. Podobnie jest z obiadami. Karmię Cię jedynie zupami/kaszami i pokarmami w postaci płynnej. Fakt, sprzątanie po posiłku zajmuje mi niekiedy więcej czasu niż jego przygotowanie, ale nie zamierzam z tego powodu hamowac Twojego pędu ku samodzielności i radości z naśladownictwa starszej Siostry. Nie znosisz czapek i notorycznie zdejmujesz i wyrzucasz je na spacerach i albo ja po nie wracam, albo ktoś je znajduje i nam oddaje. Nie lubisz wychodzić z wanny po kąpieli, otulany w ręcznik od razu zaczynasz płakać. Podobnie jest z myciem zębów, nie dajesz sobie ich wyszorować, bo sam chcesz trzymać szczoteczkę i zjadać samą pastę, gdzieś mając ich porządne szczotkowanie. Nie masz jeszcze ochoty na stawianie pierwszych kroków. czy chodzenie za ręce, a co raz częściej puszczasz się i stoisz samodzielnie przez dosłownie kilka sekund.
 
Życzę Ci najbliższy memu sercu Chłopczyku, byś zawsze miał w sobie pogodę ducha taką, jaką masz w sobie każdego dnia. Uśmiechaj się do ludzi i zwierząt, promieniuj radością i roztaczaj ją wokół. Miej przy sobie dobrych i wartościowych ludzi. Uparcie realizuj cele i pamiętaj, że marzenia się spełniają. Bądź dzielny i odważny. Nie bój się być tym, kim tylko zechcesz, a ja będę Cię wspierała we wszystkich Twoich decyzjach. Czy postanowisz, że się ożenisz i zamieszkasz w Lublinie, czy zechcesz podróżować i zwiedzać afrykańskie kraje. Czy będziesz chciał być księdzem, czy mechanikiem reperującym samochodzy. Czy wybierzesz zawód strażaka, czy filozofa. A może zechcesz pracować jako weterynarz albo to Ty zostaniesz w domu i zajmiesz się wychowaniem dzieci. We wszystkich decyzjach będę Cię wspierała, będę stała obok i Cię wysłucham. Nie będę narzucać swoich pomysłów, a zrobię wszystko, byś mógł spełniać to, o czym tylko marzysz. Co da Ci spełnienie i uczyni Cię szczęśliwym człowiekiem. Takim po prostu bądź! Tego, z całego serca Ci życzę. Mój Roczniaku!
 

2015-05-17

Cisza wypełniła dom. W lodówce "udawany marcinek", w SMSach Babcia pisze, żebym odpoczęła. Ale ja już chyba nie potrafię leżeć/siedzieć i właściwie nie robić nic. Na prawdę nie pamiętam wieczoru, kiedy to po Waszym zaśnięciu wzięłam książkę i po prostu ją czytałam. Błąd. Bo nie potrafię się skupić, bo za chwilę mam tysiąc myśli w głowie i zaległych rzeczy do zrobienia. Ostatnich kilka spędziłam na segregowaniu zdjęć, tworzeniu albumów i folderów z tymi, które chcę mieć w papierowej formie. Ograniczyłam się do 600 z ostatnich dwóch i pół lat, a jest ich cały ogrom. Wasze pierwsze uśmiechy, jedynki widoczne w szczerych uśmiechach, pierwsze posiłki zjadane łyżeczką i samodzielnie rękoma, pierwsze próby stawania przy meblach. Oglądam, wspominam, porównuję, szukam podobieństw wizualnych i w charakterze. Marcelka w wieku w jakim obecnie jest Karol swobodnie chodziła trzymana za obie ręce, Karol nie chce nawet prostować nóg i od razu siada na kolanach. Za to jest mistrzem naśladowania. Gdy wycierałam wilgotną chusteczką pozostałości masła z Marcelkowej kanapki, On nie wiem skąd , ale również znalazł chusteczkę i patrząc na mnie, pomagał mi w porządkach. Gdy Tata mróży oczy, Karol robi to samo. I chociaż Marcela była dużo sprytniejsza w nauce nowych sztuczek (a może to ja miałam więcej czasu na naukę nowych umiejętności) tak Karol obserwując starszą Siostrę szybciej uczy się praktycznych umiejętności i poważniejszych zabaw. Samodzielnie zjada śniadanie w postaci parówki, czy kanapek, lubi mieć widelec w ręku i coraz sprawniej się nim posługuje. Wspólnie rysujemy i lepimy z plasteliny, budujemy z Lego i układamy konstrukcje z drewnianych klocków. I chociaż bywają dni, że Karol piszczy na widok Marcelki i nie jest to niestety pisk oznaczający radość, a Marcela ściska Go i popycha, bo młodszy brat przeszkadza w Jej zabawach, tak widać troskę starszego o młodsze. Gdy w złości ubieram Karola, bo ciągle się wyrywa, wygina i marudzi i mówię Mu, że teraz ma siedzieć i się uspokoić, to Marcelka mnie upomina: Ale nie mów tak do Karola, On chce teraz iść. Uwielbiam gdy po długiej drzemce Karol wstaje, a Marcelka od razu krzyczy, to ja do Niego już idę. I wchodzi do łóżeczka i go stęskniona przytula, a z pokoju nie dobiegają żadne płacze i jęki. Uwielbiam, gdy mówi: Chodź Karol, pobawimy się. Chcesz to? Proszę, masz, weź sobie, pobaw się. Karol tu nie możesz iść, tu możesz upaść. A młodszy wpatrzony w starszą Siostrę, chce towarzyszyć jej w zabawach i robić wszystko to samo. Rodzeństwo. 22 miesiące różnicy. Siostra i Brat. Wierzę, że niebawem najlepsi przyjaciele.
 
Marcelko,
 
córeczko moja najukochańsza. Wiesz jak fajnie jest być Mamą Córki. Ogromna odpowiedzialność, bo patrząc - naśladujesz mnie we wszystkim. Chcesz malować się, jak Mama, spryskać perfumami, nosić korale i obcasy, mieć czerwone paznokcie i błyszczych na ustach przed wyjściem na spacer, koczek jak Mama i kolczyki, gdy podrośniesz. Dziewczynka. Mała Kobieta.
 
Ostatnie wieczory spędzone na segregowaniu zdjęć przeniosły mnie do czasów, które z jednej strony były przecież całkiem nie dawno, a z drugiej patrząc na Ciebie teraz wydają się tak odległą przeszłością. Wszystkie Twoje najważniejsze momenty - uwieczniane na fotografiach. Pierwsze uśmiechy, samodzielne siedzenie, pierwszy posiłek w krześle do karmienia, kilka kroków postawionych tuż przed wyjazdem na Węgry. A niebawem - pierwsze wyjście do przedszkola. Tak, od września oficjalnie dołączysz do grona trzylatków naszego osiedlowego przedszkola. I z jednej strony bardzo mnie ten fakt cieszy, bo jak sama mówisz, chcesz już chodzić do przedszkola i nie możesz się doczekać. Rozumiesz w teorii, jak wygląda dzień przedszkolaka, wiesz, że Cię tam zaprowadzę i po Ciebie przyjdę. Myślę, że zaadoptujesz się szybciej, niż przypuszczam. Ale w momentach, gdy w domu zasypiasz na drzemkę - która zbiega się z porą odpoczynku Karola i usypiam Go na rękach, a Ty leżysz obok - domagasz się mojego głaskania i przytulenia do Ciebie, a  ja zwyczajnie nie mam, jak tego zrobić z niespełna 10 kg Synem na rękach. Miewam wtedy wiele obaw. Kto Cię w takich sytuacjach przytuli i pogłaszcze. Domyślam się, że  to właśnie będzie moment Twojej największej tęsknoty za Mamą, bo być może wyrwana z zabawy, w której o domu myśleć nie będziesz, właśnie wtedy sobie przypomnisz. I dylematy, bo przecież, jestem w domu, mogłabyś jeszcze zostać i czasem czuję się tak, jakbym pozbywała się jednego Dziecka dla większego swojego spokoju i możliwości odpoczynku. Ale to zupełnie nie jest tak.  Wiem, że takiej ilości zabaw ruchowych, plastycznych, towarzystwa rówieśników, których uwielbiasz, wspólnych przedstawień, nauki wierszy i piosenek nie jestem w stanie Ci zapewnić. Jestem pozytywnej myśli, bez spinania się i przymusu. Ale też wiem, że Twojego dłogotrwałego płaczu za domem, jeśli taki zaistnieje nie zniosę. I nie wiem, gdzie mieści sie moja granica rozróżniająca płacz krótkotrwały od długotrwałego. Czy są to trzy dni, tydzień, czy kilka tygodni. Nie wiem, czy będę potrafiła zaprowadzić Cię do sali, jeśli w Twoich oczach zobaczę smutek i chęć zostania z Mamą. Nie wiem, nigdy tego nie doświadczyłam, a przecież jesteś moim Sercem Najdroższym i Twoja radość, poczucie bezpieczeństwa i wewnętrzny spokój są moimi priorytetami. Ty w tym wszystkim jesteś najważniejsza, pamiętam o tym i będę pamiętać.
 
Jesteś mądra, rezolutna i bardzo sprytna. Gdy na placu zabaw w wąwozie, siedzę sobie na ławce i słyszę dobiegające - Mamo patrz - jestem przekonana, że bawisz się z Oliwką w piaskownicy, a właściwie nie jest to piaskownica, tylko kamkownica (no bo jak nazwać piaskownicę, w której właściwie nie ma piasku, tylko kamyki) i zdziwienie moje jest ogromne, bo siedzisz na samej górze wspinaczkowej góry i mam dwie możliwości reakcji. Albo kazać Ci natychmiast zejść i zabronić wchodzić kolejny raz, bo jesteś za mała, możesz spaść i zrobić sobie krzywdę, albo podziwiać, pochwalić za spryt, pozwolić wejść jeszcze raz i kazać uważać. Wybieram drugą opcję i jestem bardzo dumna! Kombinujesz, balansujesz ciałem, trzymasz równowagę i zwyczajnie się nie boisz. Więc jak tu nie być dumnym. Następnego dnia wspinasz się na tak zwanego pajączka, czyli konstrukcję w kształcie trójkąta, zbudowanego z połączonych ze sobą sznurków, bo których trzeba się wspinać, by wejść na sam szczyt. Wchodzisz prawie na samą górę, pewnie weszłabyś wyżej, ale poprosiłam, żebyś zeszła ze względu na mój brak możlwości jakiejkolwiek asekruacji Ciebie, a nawet patrzenia, bo...Karol w tym czasie zajadał się piachem! Samodzielne zjeżdzanie z rurki na placach zabaw opanowałaś już do perfekcji, a nawet pokazujesz i tłumaczysz innym dzieciom jak należy to dobrze robić.
 
Pogadać można już z Tobą na wiele tematów, jesteś wszystkiego ciekawa. Gdy używam zwrotu Francja - elegancja, pytasz mnie, co to znaczy, by po jakimś czasie w momencie wyjścia na spacer powiedzieć: Ale się elegancko ubrałaś Mamo - można powiedzieć Francja - elegancja! Wprawdzie szare, dresowe spodnie i trampki to może niezbyt elegancji strój wyjściowy, ale fakt, że wszystko rozumiesz, zapamiętujesz i używasz w odpowiednich sytuacjach - zaskakuje, bo nawet trzech lat jeszcze nie masz. Ostatnio bardzo lubisz używać zwrotów: Co o tym myślisz? A jak myślisz? Ale super pomysł. A Ty, na co masz ochotę?
 
Jesteś w fazie wymyślania piosenek na poczekaniu, o tym, co widzisz lub usłyszysz. Śpiewasz piosenkę, gdy jedziemy samochodem o samochodzie, w którym kręcą się koła, a na huśtawce o drzewach i kwiatach, które widzisz przed sobą. Znasz na pamięć Aniele Boży, a akutlanie uczymy się Ojcze Nasz. I to Ty przypominasz mi o codziennej modlitwie do Niebios! A właśnie Mamo, nie pomodliłyśmy się jeszcze. A dziś, zanim jeszcze zdąrzyłam przyjść do Ciebie do pokoiku, bo z  Karolem na rękach przygotowywałam Mu wieczorne mleko, Ty już klęczałaś przy łóżku i sama dziękowałaś Bogu za dobry dzień i prosiłaś o dobrą noc.
 
Nauczyłaś się zapinać zamek błyskawiczny, potrafisz kolorystycznie skompletować sobie ubranie. Któregoś poranka do sypialni przyszłaś ubrana w majtki z zielonymi sercami, do tego zielone dresowe spodnie i białe skarpety z zielonymi serduszkami. Wszystko w jednym odcieniu. Tylko bluzki leżą za wysoko i nie miałaś możliwości samodzielnego wyboru.
 
Pomagasz mi w kuchennych czynnościach, daję Ci nóż (nie plastikowy, nie tepy - obiadowy), ale zwykły, mały nóż, którym kroisz mi pieczarki, czy kalafiora. Razem zagniatamy ciasta, odmierzasz składniki, licząc kolejne łyżki cukru, czy mąki. Oczywiście - to rodzinne - uwielbiasz słodycze, więc przy każdej pomocy w kuchni masz nadzieję na słodkie masy do wylizywania. Jak mawiasz: Troszkę smaruję, troszkę próbuję. Przygotowujesz sztućce do posiłków, wyciągasz miski na zupę, bo leżą w zasięgu Twoich rąk, sama nalewasz sobie sok z kartonów z dozownikiem (a sytuacja, w której ja pośpiesznie nalałam Ci sok, nie wiedząc, że chcesz zrobić to sama, skończyła się Twoją ogromną złością, płaczem i specjalnym wylaniem go na podłogę! - tak miewasz bunty).
 
Jesteś bardzo wrażliwa. Gdy czytamy książkę o biedronce, która została zamknięta w pudełku po zapałkach, masz w oczach łzy. Podobnnie, gdy wspólnie pierwszy raz oglądamy Krainę Lodu ( i tak wolisz Peppę), a Elza nie wraca ze swoją siostrą do zamku. Bliska łez ciągle dopytujesz, gdzie jest Elza.
 
I rozczulasz mnie, gdy bawisz się z koleżankami na placu zabaw, zjeżdzacie ze zjeżdżalni, huśtacie się, a Ty przybiegasz do mnie i szepczesz mi coś bardzo cicho. Przekonana byłam, że chcesz po prostu siku, a Ty mówisz: Bardzo Cię kocham i biegniesz dalej.