2017-03-24

Robaki i żaby ("Mamo, nie jesteśmy robalami"),

czas wyjść z tego zimowego letargu. Babcia już kilka razy wspominała, że wiosna w kalendarzu, a u nas wciąż trwa piękny grudzień. 

Śpicie od niespełna dwóch godzin. W domu zupełna cisza. Nikt się do mnie nie odzywa. Nikt niczego nie chce. Po tygodniu, gdzie Tata wracał do domu w momencie Waszej kolacji, taka cisza jest wymarzonym scenariuszem piątkowego wieczoru. 

Z utęsknieniem czekam - jak zresztą co roku - na wiosnę. Ale tegoroczną zimę też będę dobrze wspominać. Bo było tak, jak nie raz sobie marzyłam. Może niekoniecznie o ciąganiu Was obydwojga w zaprzęgu i komentarzach przechodzących: "Ale frajdę mają dzieci, jaki fajny kulig im Pani urządziła. Ale tak Pani to chyba trochę ciężko?". Biorąc pod uwagę nieustannie odśnieżane chodniki, nie było lekko, ale dla tych dwóch uśmiechów warto. Wychodziliście z klatki i od razu rzucaliście się w śnieg. Zamieniliśmy naszą osiedlową małą górkę na porządne zjazdy w wąwozie. Marcela, która w ubiegłym roku przy każdym upadku z sanek krzyczała w wniebogłosy i zarzekała się, że więcej już nie zjedzie, a jak ktoś się z Jej upadku choć lekko zaśmiał, to miał przechlapane do końca wieczoru, tak w tym roku zjeżdżała na wszelkie możliwe sposoby. Na tradycyjnych sankach, plastikowych z Elsą (jakżeby inaczej), na brzuchu podczepiając się pod sanki, na których zjeżdżał Tata, razem ze mną, ale koniecznie tak, by zaliczyć wszelkie możliwe doły. I najlepsze były te zjazdy, które kończyły się upadkiem. Karol bardzo zachowawczo i ostrożnie. Sam - z małej górki, z tej większej, ale wspólnie z Rodzicem. I muszę stwierdzić, że największym zmarzluchem z całej rodziny jestem zdecydowanie ja. Kiedy Wy w najlepsze turlaliście się z góry na dół, mi - mimo ruchu odmarzały ręce i stopy i wiem, że zima nigdy nie będzie moją ulubioną porą roku. I dlatego właśnie chcę już wiosny. Ale takiej prawdziwej. Żebym wreszcie miała motywację do wyniesienia zimowych butów do piwnicy, pochowania grubych szalików, a wskoczenia w ulubione adidaski i krótką kurtkę. A Ciebie Synu uwielbiam za to, że jak po 14:00 wychodzimy na spacer w stronę przedszkola, Ty - mimo padającego deszczu, wiejącego wiatru, wychodzisz z klatki i po kilku minutach mówisz: "Ale świetna pogoda co?" I uśmiechasz się tak, że zastanawiam się, czy my oboje widzimy tę samą aurę na dworze. Grunt to dobre nastawienie. A Tobie akurat go nie brakuje. 

Już rano wstajesz z uśmiechem. Zawsze. Nie zdarza Ci się wstać w złym humorze. I przychodzisz do salonu z pełną obstawą, z którą śpisz: poduszką, krokodylem, psem i plastikową nakręcaną sówką. Drużyna się wciąż powiększa, bo dłuższy czas towarzyszyły Ci tylko dwie pierwsze wymienione. I wszystko to przez cały dzień musi znajdować się gdzieś w Twoim zasięgu. Jeśli poduszki albo któregoś ze zwierzaków brakuje, biegniesz, szukasz i dopiero, gdy wszyscy są na miejscu możesz kontynuować zabawę. Na spacer zabierasz albo psa albo sówkę. Krokodyl zostaje w domu ze względu na zbyt duże rozmiary, a poduszka (jak Ci tłumaczę) ma służyć do spania. 

Rozbrajasz mnie swym dobrym sercem. Kilkanaście razy dziennie słyszę: "Coś Ci pomóc"? Gdy w deszczu wracamy z zakupów, a ja się zatrzymuję, by wyjąć z reklamówki Twoje rękawiczki, Ty przytrzymujesz mi swój parasol nad moją głową: "przytrzymam Ci, żebyś nie mokła". "Pomóc Ci gotować zupę?", "To ja Ci będę podawał ziemniaki". Gdy z Melą przyklejamy naklejki, przychodzisz i pytasz: "Coś Wam pomóc dziewczyny?", "Poszukam Ci kapci, żebyś nie marzła w stopy", "to przyniosę nam koc, jak będziemy czytać książki", idę po poduszkę, żeby Ci w pupę było miękko". A Twoja starsza Siostra baaaardzo tę dobroć wykorzystuje i tylko, co raz słyszę: "Karol, podasz mi chusteczkę? Karol przyniesiesz banana?" A Ty co odpowiadasz? "Oczywiście, już idę." I idziesz, przynosisz i grzecznie z "proszę" na ustach podajesz. Jeszcze :) 

Jesteś niesamowitym pieszczochem i przytulasem. Ale to chyba chłopaki tak mają. Minęła Ci już taka faza na Tatę. Owszem kilkanaście razy dziennie dopytujesz, kiedy Tata wróci z pracy, prosisz, żebym zadzwoniła i zapytała, kiedy będzie w domu i nadal chcesz (po całym dniu spędzonym przecież tylko ze mną), żeby to Tata czytał Ci wieczorną bajkę, ale już nie krzyczysz tak, jak jeszcze ze dwa miesiące temu, gdy ja próbowałam cokolwiek robić, gdy w domu był Tata. Chciałeś wylewać mleko, które do snu przygotowałam ja - nie Tata, ściągałeś piżamę, bo po chwili zorientowałeś się, że to ja Ci ją włożyłam - nie Tata, ścierałeś pastę do zębów, którą nałożyłam Ci ja - nie Tata. I wiesz, to wszystko sprawiało, że po powrocie Taty z pracy, gdzie powinnam cieszyć się z dodatkowej pomocy i wyręczania w codziennych obowiązkach - byłam zdecydowanie bardziej umęczona, bo Twoje wymysły i chęć postawienia na swoim męczyły mnie bardziej, niż cały dzień, gdy byłeś tylko ze mną. Nie powiem, żeby teraz trwała jakaś "faza na Mamę", ale masz wiele takich momentów w ciągu dnia, gdy podczas wspólnej zabawy raptem mówisz: "Mamusia..." i wtulasz się we mnie tak, jakbyśmy się przynajmniej kilka godzin nie widzieli. I te poranki, jak dzisiejszy...gdy ja jeszcze leżę w łóżku, a Ty wskakujesz do mnie pod kołdrę, przytulasz się tak, że nasze nosy praktycznie się dotykają i dajesz mi kilka całusów. Oczywiście dużo częściej są te, gdy stoisz pod łóżkiem i pytasz co chwila: "Wstajecie już? Wstajesz? Wstań już! Zrobisz mi śniadanko? Chcę śniadanko! Już nie ma nocy. Już wstań!" 

Poza przeogromną dobrocią, wyglądem anioła z tym rozbrajającym uśmiechem, masz swoją tajną broń - krzyk i płacz, gdy coś idzie nie po Twojej myśli. Gdy Marcela weźmie jakąś zabawkę i to akurat Ci się nie podoba, gdy nie zgadzam się na jakieś słodycze, czy oglądanie bajki. Krzyczysz, wybiegasz do sypialni, by za chwilę znów wrócić (najczęściej po psa, poduszkę, sowę i krokodyla) i znów trochę pokrzyczeć. I chyba już się na to uodporniłam, bo po prostu nie reaguję. Wiem, że to Twój sposób na złość, rozładowanie tych negatywnych emocji, które Ci w pewnych sytuacjach towarzyszą. W takich chwilach już nie raz słyszałam, że jestem brzydka. Albo: "JESTEŚ BRZYDKA, ZŁA i... (tu trwała chwila zastanowienia, a ja czekałam, co wymyślisz) i ...GŁUCHA!! Spodziewałam się wprawdzie głupiej, ale "głuchość" jest od jakiegoś czasu u Ciebie na topie. "Jesteś głucha Mela?", gdy Twoja Siostra udaje, że Cię nie słyszy. Uodporniłam się już też, gdy krzyczysz i lamentujesz przez wszystkie cztery piętra i domagasz się ode mnie niesienia na rękach, a ja twardo się nie daję i nie ustępuję. Nie potrafię jakoś tego ogarnąć, że masz siłę ganiać się z Marcelką na placu zabaw i w drodze powrotnej, kilkanaście razy wchodzić z motorem pod górkę i z niej zjeżdżać, a jak tylko przestępujemy próg klatki schodowej, słyszę: "Na ręce chce!". Ale to już też jest faza na etapie przechodzenia. Chyba zdałeś sobie sprawę, że ja nie ustąpię, przyzwyczaiłeś się do konieczności pokonywania naszych schodów i po prostu ten fakt zaakceptowałeś. A każda faza z Wami to etap przejściowy. Pojawia się i znika. Przy drugim dziecku łatwiej do tego przywyknąć i ze spokojem starać się przeczekać. 

cdn... (obiecuję, że szybciej niż za 3 miesiące)!!

2016-12-22

Serca moje,

trwa piękny grudzień. Chyba wraz z letnimi stanie się moim ulubionym miesiącem. Na ścianie, zamiast naszych fotografii wiszą już dwie ostatnie paczki, będące częścią kalendarza adwentowego. Obok najpiękniejsza nasza choinka. Z kolorowymi lampkami, ususzonymi pomarańczami, piernikami, papierowymi bombkami, ozdobami z makaronu, łańcuchem z kokardek, a wszystkiego strzegą dwa mikołaje na samej górze. Wszystko wykonywaliśmy razem, realizując po kolei zadania z naszego kalendarza. Był czas na pieczenie pierników (zrezygnowaliście z wycinania, gdy na stół wjechała pierwsza, ciepła blacha pełna gwiazdek, choinek, dzwoneczków i aniołów), czas na wspólne śpiewanie kolęd (z każdym rokiem uwielbiam je coraz bardziej, a nawet Karol podłapał słowa i podśpiewuje wspólnie z nami - "...małemu, małemu..." i "chwała na wysokości..."), na czytanie opowieści o narodzinach Pana Jezusa i wspólne oglądanie świąt u disnejowskich postaci. Był czas na spacer sankami (gdy tylko spadł pierwszy śnieg i ledwo Was w nich ciągnęłam), na wyprawę do lasu z parówkami i termosem herbaty, którymi posilaliśmy się w oczekiwaniu na nadjeżdżający pociąg. Był czas na wspólne zjazdy na pupie, brzuchu, plecach, bo przecież takie są najlepsze! Czas na rekolekcje i  poranne roraty (wprawdzie raz, ale dla mnie - a do porannych ptaszków nie należę - to spory wysiłek). I ogromnie się cieszę, że co rano pytacie mnie, kiedy jedziemy do Bielska, za ile dni będziemy u Babci. Nie możecie doczekać się spotkania z bliskimi, zwierzakami, które tak uwielbiacie. Nie wspominacie o prezentach, o których przecież wiecie, że będą. Nie zastanawiacie się, co Wam Święty Mikołaj przyniesie, a rozpromieniają Wam się oczy na myśl jutrzejszego spotkania z bliskimi...I wiecie - czuję wewnętrzny spokój. Dobro i ciepło na sercu. Mimo rozciętego Marcelkowego łuku brwiowego i kolejnej jutrzejszej wyprawy do szpitala, mimo nieumytych okien, braku porządku w komodach, nieupranych firanek i mnóstwa innych niezrobionych czynności na rzecz tych zrobionych, tych ważniejszych i istotniejszych.

I Wam i sobie życzę właśnie takiego wewnętrznego spokoju. By był to magiczny czas, nie ze względu na zapalone świeczki, zapach choinki, czy padający śnieg za oknem, ale by magia gościła w Waszych sercach ze względu na obecność w nich Nowonarodzonego i tych, których obecność wywołuje uśmiech na Waszych twarzach.

"...przyjdź na świat, by wyrównać rachunki strat, żeby zająć wśród nas puste miejsce przy stole...".

2016-11-04


"Zobacz, jaką on śmieszną minkę zrobił. Nie mogę przestać na niego patrzeć."
"Masz swoją podusię Karoluś".
" I koń powlókł się za owieczką". (uwielbiam słowo powlókł się)


(rozmowa z koleżanką z przedszkola)
-Robert jest moim mężem.
Ty: I moim też jest Robert. Ale nie. Ja już obiecałam Maksiowi.
-Ja też obiecałam Maksiowi.
Ty: To będziemy na weselu z Maksiem we dwie tańczyły.

"A Wy idziecie tańczyć?" - do księży
"Mamo, włącz nam bajkę, a Ty sobie wtedy odpocznij, poleż sobie"
"Daj Mamo, ja posprzątam stół za Ciebie"

(po powrocie z przedszkola)
Ty: Ooo widzę, że odkurzaliście z Karolem.
Ja: Ooo, zauważyłaś.
Ty: Nie, po prostu kapcie leżą na fotelu.

:)

Marcelinko,

" Ty: nie jestem Melką
Ja: Ale przecież Karol wciąż tak do Ciebie mówi.
Ty: Ale jak mówi Karolek, to mi wtedy jest tak słodko."

w sierpniu skończyłaś 4 lata, a ja często patrząc na Ciebie mam wrażenie, że jesteś moją młodszą siostrą, o której tak zawsze marzyłam, a nie pierworodną córką.

Wczoraj w myślach wspominałam nasze czerwcowe kryzysy, kiedy to trudno, bardzo trudno było nam dojść do porozumienia. Nie wiem, czy był kolejny etap buntu, czy nasza upartość, bo zarówno ja nie chciałam w wielu kwestiach ustępować, podobnie jak Ty. Długo nie potrafiłam Cię przekonać do piżam z krótkim rękawem i braku skarpet w upalne noce, jak i niezakładania kolorowych skarpet do lakierowanych sandałów. Pamiętam dni, w których nasze sprzeczki łączyły się z moimi hormonalnymi nastrojami i po prostu płakałam z bezsilności.. Wczoraj się z tego śmiałam, bo gdy tylko nadeszły chłodniejsze noce z miłością powróciłaś do skarpetek i długich spodni - a ja nie narzekam - bo i tak się wciąż odkrywasz, ale wczoraj ubrana w najkrótsze z możliwych szortów piżamowych oświadczyłaś, że Ty bardzo nie lubisz tych długich spodni... Spokojnie wytłumaczyłam i powiedziałam, żebyś zrobiła jak uważasz. Często tak mówię. Radzę, ale ostateczną decyzję zostawiam Tobie. Ale często nasze spory dotyczą kwestii ubrań. Kwestia kilkukrotnego przebierania się w ciągu dnia, bo mała plamka, mała dziura, bo ktoś inny ma spódnicę/getry. Bo w momencie wyciągania ubrań z szafy - sama wybierasz stroje, wyciągasz i się przebierasz - połowa ląduje na ziemi albo w stojącym niedaleko koszu z zabawkami. Bo zmieniane skarpety krążą gdzieś po dywanie, a potem nie mają swoich par, bo piżama zdjęta rano leży na podłodze do momentu, w którym zwrócę Ci na nią uwagę i słyszę: "Wiem, wiem, już mi to mówiłaś" albo "wiem, wiem, nie musisz mi tysiąc razy powtarzać". Bo wyjście na tańce bardzo często łączy się z moim nieustannym poganianiem i prośbą, byś wreszcie zdecydowała się na jakiś strój i w miarę sprawnie go założyła. Masz swoje rzeczy ulubione i takie, do których przekonać Cię nie potrafię - jak na przykład - przeze mnie uwielbiane- jeansy. Ale jak to z Tobą bywa, gdy tylko skończyły się letnie dni, wyciągnęłaś z szafy krótkie jeansowe szorty i koniecznie chciałaś się w nie ubrać. Być może te ubraniowe kłótnie to kwestia mojego nie do końca dobrego podejścia wychowawczego, bo od dawna masz prawo samodzielnie wybierać sobie stroje, wyciągać ubrania z szafy i kompletować zestaw, który chcesz nałożyć. A ja interweniuje wtedy, kiedy estetycznie coś zupełnie do siebie nie pasuje. Ale cóż, muszę się przyzwyczaić. Spojrzeć na samą siebie i przyzwyczaić się, że mam w domu po prostu prawdziwą kobietę, wprawdzie jeszcze zupełnie młodą, ale kobiecy pierwiastek się już uaktywnił.

Kolejne powody do codziennych sprzeczek to kwestia porządków w pokoju. Czasem posprzątasz bez proszenia i wtedy każesz mi zamknąć oczy i prowadzisz do lśniącego Waszego królestwa. Innym razem słyszę, że to ja mam posprzątać, bo przecież to ja wysypałam z pudła wszystkie Wasze klocki... Moje uwagi dotyczące bałaganu w pokoju często kończą się tym, że słyszę jaka to jestem złośliwa i denerwująca. Nie jest to czynność, którą uwielbiasz robisz, ale gdy tak siedzę, myślę i analizuję, to ostatnio jest chyba dużo lepiej. Mam przecież obok 2,5 latka pieszczotliwie nazywanego "leniuszkiem" i "obibokiem", bo Karolek do sprzątania jest ostatni i często niestety wykorzystuje Twoje Marcelko dobre serce, bo gdy sprzątasz pokój - sprzątasz wszystko to, co porozrzucał Twój młodszy brat. Gdy proszę o zrobienie porządku przed oglądaniem bajki, wiecie, że jej nie włączę, dopóki moja prośba nie zostanie spełniona, więc ogarniasz wszystko po kolei, a Karol wtedy stoi i patrzy...I po wizycie koleżanek, gdy zabawki są wszędzie, (butelka lalki w mojej szufladzie ze skarpetami, notatnik między prześcieradłami) sprzątasz pięknie, czując chyba wewnętrzną odpowiedzialność za swój pokój, bo robisz to bardzo sprytnie, z uśmiechem i bez mojego napominania.

I kwestia posiłków. Sporny temat. Nieustannego wiercenia się, chodzenia po wodę/ketchup - zjadacie kilogramami, do toalety/po ręcznik papierowy itp. Ciągle coś spada. woda rozlewa się na legginsy, ketchup ląduje na sąsiednim krześle, widelec pod stołem. Do tego debaty między Wami, kto ma mieć jaki kolor talerza i kubka. Czy Karol ma komplet (dopasowany kolorem ikeowski talerz do kubka), czy nie, jeśli tak, to ja też chcę. Opornie idzie nauka sprzątania po sobie, dziękowania za zjedzony posiłek, samoobsługi w tym, co można, a nie nieustannego: "Mamo, chcę ketchupu. Mamo, nie mam widelca. Mamo, podaj nóż". Ale wiem, że kiedyś zatęsknię za tym Mamo...

Jesteś dziewczynką pełną emocji i wrażliwości. Widzę trochę siebie w Tobie. Tata często mówi, że przecież Ty, to taka mała Judytka. Szybko wybuchasz, ale złość szybko Ci przechodzi. Zdenerwowanie na mnie, Tatę, czy Karola okazujesz ściskaniem, czasem widać, że aż Cię nosi, żeby komuś z nas przywalić, ale w porę sama reagujesz. Najbardziej w tym wszystkim to mi szkoda Karola, bo mimo godzin moich wykładów, podniesionego tonu, krzyku, ściskasz go codziennie i to za szyję...Nie wiem już jak Ci tłumaczyć, jak wyjaśniać zagrożenia, bo o wszystkim już setki razy słyszałaś, a mimo wszystko nie zmieniłaś swego postępowania. I z drugiej strony cieszę się, że przynajmniej Karol jest już starszy i też ma swoje (skuteczne) sposoby do obrony przed starszą i silniejszą  (jeszcze) siostrą.
Wzruszasz się, gdy czytam Ci o "Calineczce", mimo, że dobrze znasz tę bajkę, ale teraz, w wieku 4,5 lat moment porwania przez ropuchę wywołuje łzy w Twoich oczach. Podobnie jak bajka: "Gdzie jest Dory", w której tytułowa rybka się gubi i nie może odnaleźć swoich rodziców. Ogromny Twój smutek sprawia, że wyłączamy bajkę, bo nie chcesz jej oglądać, a ciągle dopytujesz, dlaczego ona zgubiła rodziców, gdzie jest jej mamusia...
Denerwujesz się (jak ja), gdy coś idzie nie po Twojej myśli, gdy nie dajesz rady czegoś otworzyć, wyciąć, namalować. W duchu uśmiecham się do siebie, ze względu na podobieństwo do mnie, gdy na przykład kolorujesz i wyjdziesz za linię albo namalujesz obrazek nie taki, jak sobie założyłaś, wtedy ciśniesz kredką/mazakiem tak, że robi się dziura, więc z dziurą rysunku już malować na pewno nie będziesz, zgniatasz, wyrzucasz i próbujesz od nowa.

Z ostatnich dwóch topowych tematów. Zamążpójście i rodzeństwo.
Najpierw mówiłaś, że Twoim mężem będzie Tata. Potem, że Karol. A po moich wyjaśnieniach, zdecydowałaś się na rówieśnika Karola - sąsiada Maksia. Ale jest też Robert w przedszkolu. Wnioskuję z Twoich przedszkolnych opowiadań, że bardzo rozchwytywany przez koleżanki. Jak sama powiedziałaś : Nie chce się ze mną zakochać, bo jest zakochany z Nikolą. A ja chcę się z nim zakochać. I to jego wycałowujecie, z nim się bawicie w dom i odgrywanie ról rodziców.
Co do rodzeństwa to często mi mówisz, że chciałabyś mieć siostrzyczkę, a po wyjaśnieniach, że to nie jest tak prosto zaplanować, czy to będzie chłopak, czy dziewczynka, stwierdziłaś, że młodszy brat też może być. Wypytujesz o to, skąd na świecie biorą się dzieci, gdzie byliście, jak Was jeszcze nie było, jak pan doktor bada maleństwo w brzuchu, oglądasz zdjęcia ze swoich pierwszych dni życia na tym świecie.

Uwielbiasz towarzyszyć mi w dwóch czynnościach. Gotowanie i malowanie. W tej pierwszej najbardziej atrakcyjna jest możliwość wylizania mis i łyżek po masach, układanie herbatników w blaszce na ciasto kończy się tym, że bierzesz pierwszego i go zjadasz, podczas gdy ja robię resztę roboty. Ale chcesz się uczyć. Mieszasz ciasto na naleśniki, potrafisz wbić jajka tak, żeby nie wpadła skorupka, chętnie obsługujesz mikser i blender. Wsypujesz sobie płatki do miski, mleko wlewasz do garnka, kroisz mi boczek i ogórki do mizerii.
A podczas malowania najfajniejsze jest to, że gdy ja nie patrzę - Ty malujesz się, gdzie popadnie i czym popadnie. Czarną kredką po policzkach, różem po czole, tuszem po rękach. Otwierasz i zamykasz wszystkie pudełeczka, puderniczki i pojemniki z prędkością światła.
I tak to są też te czynności, które niekiedy doprowadzają mnie do ogromnej irytacji. Bo wszystko robisz bardzo szybko. Mieszasz tak, że mąka wysypuje się na blaty, bierzesz i zjadasz masę do naleśników, zanim zdążę powiedzieć, że jest niesmaczna. Zamykasz pomadki zanim je dobrze powkręcasz do środka, paznokciem wydłubujesz korektory do twarzy. I tu też wychodzi nasze podobieństwo. Takiej Małej siebie nie pamiętam, ale później, w starszym wieku chyba wiele rzeczy robiłam szybko, zbyt szybko. Nie zawsze dokładnie, bez pomyślenia, byle zrobić, byle szybciej :)

Z ulubionych zabaw. Rysowanie. Pięknie wychodzą Ci domy, kwiaty,  postacie z rzęsami i brzuchami, pszczoły i gwiazdy. Kolorowanie. Zabawa w dzidzię. Twoja ulubiona, moja niekoniecznie. Bo nie bardzo fascynuje mnie robienie czegoś, co robiłam przez ostatnie setki dni, a w zabawie mam karmić Cię butelką z mlekiem, zmieniać pieluchę i karmić deserkami. Czasem Karol mi pomaga, bo mianuję Go Tatą i On przejmuje część matczynych obowiązków.
Chodzenie w obcasach. Druga ulubiona choć nie do końca zabawa. Bo w nich jeździsz jeździkiem z Karolem, gdy bawicie się w firmę taksówkową, w nich sprzątasz, mimo, że wrzucając klocki do pudełka, obcas co chwilę zaczepia Ci się o dywan, w nich  siedzisz przy stole i zjadasz posiłki.  Oddałam Ci takie, w których ja już chodzić nie będę, a Ty mogłabyś tak od rana do wieczora. Zdejmujesz tylko dlatego, że obawiam się reakcji sąsiadów, którzy mieszkają pod nami. Często na ulicy oglądasz się za jakąś kobietą, zwracasz uwagę na strój, buty na obcasach i sukienkę. Ostatnio tak zapatrzona z uśmiechem na twarzy zapatrzyłaś się na parę. Panią, która tak ślcznie wyglądała w jasnym płaszczu i pana w garniturze. Stworzyłaś do tego całą ich historię, że pewnie jadą do Kościoła na mszę, a potem na wesele, bo takie uroczyste stroje. "A pamiętasz jak my szaleliśmy z Babcią i Dziadkiem na weselu? A w tym roku też będzie jakieś wesele...?
Tańczenie. Obroty, młynki, góra-dół, pięta-palce i wszystkie figury, które pamiętasz z tańców. A gdy słyszysz radiowy hit: "O nie chce  być taka sama jak ja...", podgłaśniasz muzykę, biegniesz po mikrofon i zaczynasz swoje występy taneczno-wokalne.
Skakanie po łóżku, skakanie z łóżka, bawienie się w basen na łóżku.

Nadal nie lubisz sera żółtego i owsianki. A Twoje ulubione danie to pierogi z mięsem. Zjadasz Karolową skórkę z kurczaka, masło wyskrobujesz palcami, a śmietanę wyjadasz łyżką. Polubiłaś kanapki z serem białym i szczypiorem, pasztetem, a co jakiś czas masz ochotę na pomidora. I czasem zarówno Ciebie, jak i Karola muszę folgować z jedzeniem, bo w innym wypadku Wasze żołądki nie miałyby chwili czasu na odpoczynek i możliwość przetrawienia tego wszystkiego.

-"Mamo, a jak Ty kiedyś już zmarniesz, to ja też tak o Tobie będę pamiętać?
- Bardzo bym tego chciała córeczko.

I potok łez.