2014-01-24

Chłopczyku mój malutki,

w lodówce pachnie tartą z białą czekoladą i adwokatem  (tak, to moja jedna z nielicznych zachcianek ciążowych), obok na stole herbata zielona z kwiatem wiśni i radość, że mam swój ciepły kąt - tu na czwartym piętrze, bo na dworze kilkunastostopniowe przymrozki. Twoja Siostra po kilkudniowych chorobowych przebojach śpi spokojnie, Tata podjada daktyle, a Ty masz fazę czuwania i masujesz od wewnątrz mój brzuch. Kop co sił w nogach, wtedy kiedy tylko tego zapragniesz. Niesamowite uczucie, którego wiem, że po tegorocznym czerwcu znów mi będzie bardzo brakować. 

Kolejna comiesięczna wizyta u naszej pani ginekolog za nami. Co u Ciebie Judyta? A u Ciebie zawsze wszystko dobrze. Morfologia idealna. I jakie Ty masz spalanie! Tylko może już tego Dziecka tak nie utucz, bo z reguły drugie rodzi się jeszcze większe! Gotujesz obiady? Sama też zjadasz? Następnym razem podkoszulka i rajstopy! 

Pani Doktor jak zawsze nie zauważa dodatkowych kilogramów (choć zarówno ja, jak i waga widzimy coraz to większą liczbę na cyferblacie) i wbrew jej spekulacjom, tak - gotuję obiady, tak - sama też je zjadam. Nie jestem niedożywiona. Ale cieszę się, że nieustanne myślenie o jedzeniu, przeglądanie przepisów w internecie i książek kucharskich już mi przeszło. I błogosławię ciążę za to, że składa się z trzech trymestrów, a pierwszy po raz drugi przeszedł już do historii. Tak, u mnie rzeczywiście jest wszystko dobrze. Wróciła energia, siły i chęci. Już nie chodzę spać zaraz po tym, jak uśnie Marcelka, nie kładę się podczas codziennej Jej drzemki, nie pokładam, kiedy tylko mogę w ciągu dnia. I nie mówię już, że kolejnego pierwszego trymestru nie byłabym w stanie znieść, bo przecież trójka jest naszą wyczekiwaną liczbą. 

Dla niektórych jesteś Jasiem, dla innych Miłoszem, Frankiem, dla Cioci Emilki Kajetanem. Dla mnie Groszkiem i sama się dziwię, że to imię jeszcze mi się nie znudziło. Żadne z powyższych nie przekonuje mnie na tyle, by tak o Tobie myśleć, podobnie jak z innymi z kalendarza, które nie zachwycają i wiem, że jeszcze po porodzie pewnie będziesz bezimienny, a cała sytuacja wyklaruje się w dniu zgłoszenia do Urzędu Stanu Cywilnego. 

6 dodatkowych kilogramów, dużo zielonej herbaty, jedna Ricore jako przemiły, codzienny, kawowy rytuał, wieczorne oliwienie ciała i za 4 miesiące się spotkamy! 

2014-01-21

Pchło Mała,

kolejne sukcesy za nami. Przez kilka nocy z rzędu udało Ci się usnąć prawie samodzielnie. Prawie, bo po kąpieli, zjedzonej kolacji, umyciu zębów, bajce na dobranoc, zapaleniu lampki wchodzisz do swojego łóżeczka, a ja czuwam tuż przy nim. Śpiewam, głaszczę, poklepuje po plecach i cierpliwie czekam, aż zmorzy Cię sen. A Ty przez ponad pół godziny wiercisz się, przyjmujesz wszystkie możliwe pozy do spania, stukasz stopami o szczeble łóżka, całujesz kwiatki na poduszce, pytasz o Tatę. I zasypiasz spokojnie. 
Dla mnie sukces, choć rozumiem i te Mamy, które uśmiechnęły się odnośnie użycia tego słowa w opisanym kontekście. Wiem, że są dzieci, które od pierwszych dni przyzwyczajane są do samodzielnego zasypiania we własnym łóżku. Znam takie, które w momencie odstawienia od piersi zostały od razu nauczone systemu - całus na dobranoc, gaszę światło, wychodzę i zamykam drzwi na klamkę i po kilku dobach płaczu opanowały nową umiejętność. Ja jestem szalenie dumna, bo udało Ci się - bez noszenia, kołysania, tulenia w ramionach na fotelu, a co najważniejsze bez płaczu - spokojnie i z poczuciem bezpieczeństwa zasnąć. I jednocześnie nie żałuję ani jednej minuty, którą do tej pory poświęciłam na usypianie Ciebie tak, jak tego na danym etapie swojego rozwoju potrzebowałaś. I gdyby nie fakt, że robisz się coraz cięższa, a ja muszę chronić też Twojego Brata pewnie nosiłabym dalej w poczuciu, że przecież przyjdzie taki dzień, w którym nie będziesz już potrzebowała matczynych ramion, a ja będę za tym tęsknić...

Ale Najdroższa - nic na siłę. Nie zniechęcam się, bo przez dwa dni nasz system usypiania padł, a Ty zaczynałaś płakać, gdy próbowałam zachęcić Cię do położenia się w swoim łóżku. Więc tulę, tak jak potrzebujesz i próbuję dalej. Cierpliwie. Bez nacisku. Z wiarą w powodzenie.

Tak samo też cierpliwie czekam na moment, w którym pozbędziemy się pieluch. Zachęcam do korzystania z nakładki/nocnika, ale nie zmuszam. Nie denerwuje się, gdy poza przemiłym posiedzeniem na sedesie, nic poza papierem toaletowym nie ląduje w muszli. Po raz enty tłumaczę, gdzie robi się siku i wiem, że Ty to rozumiesz, tylko nie możesz się przemóc. I na nic zdało się wysadzanie za młodu, gdy z dumą robiłaś co i gdzie trzeba, a my nagradzaliśmy Cię oklaskami. Jesteś na etapie robienia dwójeczki gdzieś po kryjomu, na kucaka. Informujesz nas, że masz bleee w pieluszce. Mokrą też sygnalizujesz drapaniem się i wkładaniem rąk w pampersa. To chyba kolejny krok. Mamy czas do czerwca.

Mówisz coraz więcej. Powtarzasz po nas, tworząc wyrazy jeszcze nie końca nam zrozumiałe. Dodajesz nowe litery, sylaby, które do tej pory nie gościły w Twoim alfabecie. Teraz na topie jest ka, ko. Czekoladka to kaka, której smak w Twych ustach gości niezwykle rzadko. Niedzielna rozpusta. Ciasto to prawie ciasto, miś to mi(czasem z ś na końcu, czasem bez). Ryż to riś, którego ugotowałam jak dla połowy wojska i jemy go od kilku dni w różnych kombinacjach smakowych. Jajo to jajo, a kaszka to kaśka. Na poduszkę mówisz poba albo popa. Próbujesz zaśpiewać aaaa, kotki dwa.

Każdego ranka, gdy obie myjemy zęby w łazience, poklepujesz się po twarzy, co oznacza, że mam Ci nałożyć krem, a potem zrobić psik, psik, czyli wyperfumować - czego nauczyli Cię Dziadkowie. Czasem pachniesz mną, czasem Tatą, w zależności od tego komu pierwszemu towarzysz w porannej toalecie. Później biegniesz do tego drugiego, żeby Cię powąchał. Przed wyjściem na spacer czekasz, aż pomadką (bezbarwną oczywiście) pomaluję Ci usta. Czarujesz, czyli naśladujesz moje czary - mary, hokus - pokus. W Twojej wersji jest to many-mamy, mamy-many i kręcisz dłonią zataczając koła, jak prawdziwy czarodziej.

Uwielbiam Twój skojarzeniowy tok myślowy. Gdy w rozmowie z Tatą wspominam, że musimy dziś poćwiczyć (tak, tak, zaczęliśmy dbać o kondycję), Ty biegniesz pod drążek i mówisz si si si si, czyli naśladujesz dźwięki jakie podczas przeróżnych ćwiczeń, czy to robienia pompek, czy podciągania się na drążku wydaje z siebie zmęczony Tata, wyciągasz ręce do góry i też koniecznie chcesz na nim chwilę powisieć. Potrafisz przez sekundę utrzymać się sama.

Tańczysz, co uwielbiasz. A Twój podstawowy krok to kręcenie się w koło. Ulubiona zabawa bez towarzystwa innych osób - lala. Wkładanie jej i wyjmowanie z wózka, wożenie, przykrywanie i odkrywanie, karmienie. Chętnie budujesz z Lego Duplo, a ja z podziwem obserwuję, w jak krótkim czasie nauczyłaś się odpowiednio wkładać klocek na klocek. Precyzyjnie starasz się trafić tak, by powstała wieża, a głośnie AŁŁŁ towarzyszy Ci po każdym celnie ułożonym elemencie. Lubisz grać na harmonijce i książki, mnóstwo książek, ale te najlepiej przegląda się przecież z Mamą.

Uczymy Cię codziennego sprzątania zabawek, w czym chętnie uczestniczysz, pomagasz. Przed kąpielą wrzucasz klocki do odpowiednich pojemników, podajesz mi maskotki, a ja je usadzam na półce, z salonu sprzątasz wszystko, co należy do Ciebie i zanosisz do swojego pokoju. Gdy proszę, byś odniosła szczoteczkę do zębów na swoje miejsce - robisz to. Podobnie jak z niedojedzonym do końca kawałkiem sera pleśniowego, który podnosisz z podłogi i kładziesz na blacie swego krzesła i wszystkim, na co zwrócę Ci uwagę. Uczymy Cię sprzątania poszczególnych zabawek, zanim zajmiesz się kolejną. Jesteś grzeczna, posłuszna.

I staram się nie denerwować, gdy po raz kolejny podczas posiłku słyszę nie, nie, nie. Wczoraj stanowczo zaprotestowałaś przeciwko zupie porowej mówiąc nie i oddając mi pełną miskę. Czasem działam przekupstwem (do końca nie wiem, czy słusznie i potrzebnie). Zawsze masz ochotę na moją kawę/herbatę, więc możesz dostać jej odrobinę, gdy zjesz jeszcze kilka wagonów kanapki, naleśnika, czy porannej owsianki. Ty zjadasz, a ja dotrzymuję słowa. Kawoszka nam rośnie. Uwielbiasz, ale tylko taką z naszych filiżanek.

Pomelo, borówki, pomarańcze, żurawina, daktyle - wszystkie owoce we wszystkich postaciach, serki waniliowe, jajecznica z ketchupem, ser żółty, kabanosy, pieczone udka, trzymane w garści i obgryzane, a nie pokrojone na jakieś tam dziecinne kawałeczki to hity ostatnich dni. Jedna albo dwie porcje mleka w ciągu nocy. Do tego przynajmniej jedna pobudka, którą nazywam na przytulanie. Półtorej godziny snu w ciągu dnia zawsze między 12stą, a 13stą. I mnóstwo, mnóstwo uśmiechu.

 Jesteś moim promykiem, siłą i energią. Światem i radością. 

2014-01-15

Marcelko,

będziesz miała Brata, młodszego o 22 miesiące Brata, którego płeć nie ma dla Ciebie na tym etapie żadnego znaczenia. Nadal pozostaje przecież Niunią, którą próbujesz napoić swoją wodą wpychając mi do pępka ustnik od kubka-niekapka, całujesz i głaszczesz rozumując więcej niż zapewne przypuszczamy. 

Wierzę, że razem stworzycie cudny rozrabiająco-twórczy duet. Będziesz miała kompana do wspólnych zabaw. Być może to właśnie Brat nauczy Cię wchodzić na drzewa i wytłumaczy zasady gry w piłkę nożną. Może to On zrobi Ci pierwszą procę i pokaże, jak się skleja modele samolotów. To On będzie zachęcał Cię do samochodowych wyścigów i w każdą zabawę przemyci element chłopięcości. Patrząc na Ciebie, naśladując Twoje ruchy, gesty będzie uczył się chodzić, potem mówić. Będziesz Mu przewodniczką, najlepszą nauczycielką świata słów i znaczeń. 
A Ty będziesz miała "swoje" dziecko, gdy zechcesz pobawić się typowo dziewczyńsko - w dom.Nauczysz go nazw damskiej garderoby i będziesz miała modela do pierwszych prób makijażowych. Wyjaśnisz Mu jak działa kobieca natura i w jaki sposób może oczarować jedną z Twoich koleżanek. A On - być może wysoki i postawny jak Tata - będzie Twoim prywatnym ochroniarzem w szkole i na dyskotekach. 

Bądźcie swoimi najlepszymi przyjaciółmi. Siłą i wsparciem na każdym etapie życia.