2014-04-15

Synku,

to ja - Twoja coraz bardziej fizycznie zmęczona, rozdrażniona i częściej narzekająca na wszystko Matka. 34 tydzień ciąży zaczyna o sobie dawać znać przeróżnymi bólami. Nawet kilkuminutowe siedzenie w jednej pozycji - najczęściej podczas zabaw podłogowych z Twoją Siostrą powoduje, że po wstaniu muszę przez kilka minut "rozchodzić" zbolały kręgosłup i pupę, bo to na niej odczuwam największy ból i promieniujący z pleców ucisk. Gdy wychodzę gdzieś sama - co wprawdzie rzadko się ostatnio zdarza - z przyzwyczajenia wpadam w swój żołnierski chód, po chwili jednak muszę zwolnić, bo zbyt mocno uciskasz na moje podbrzusze, a zbyt szybki krok powoduje jego bóle. Przestawiam się na żółwie wręcz tempo, starając się uniknąć przy tym wyglądu chodzącej kaczki. Częściej odczuwam potrzebę poleżenia, odpoczywania i nic nie robienia, co przy aktywności Marcelki jest rzadko możliwe. Nawet wieczorami rezygnuję z możliwości długiego poleżenia w wannie, poczytania książki na rzecz wcześniejszego położenia się spać.

 Ruszasz się - w moim odczuciu - bez przerwy, uwielbiając przy tym wieczorno-nocne harce. Sprawiasz, że toaletę odwiedzam dużo częściej niż w "normalnym"stanie, a wizyty w niej - rzadko jednak bez asysty blondowłosej - traktuję jako rozrywkę i ciszę dla siebie. Objadam się liśćmi białej kapusty, które smakują mi bardziej niż ptasie mleczko i wedlowska.

Marcelka wie, że Ty to jej bat. Podbiega, odsłania brzuch, całuje, zasłania i dalej wraca do zabawy. Wspólnie rozpakowujemy paczki, w których kurierzy przywożą nam brakujące wyprawkowe rzeczy i wie, które koce i pieluchy przeznaczone są dla Niuni, czyli Ciebie. 

I proszę, przyjdź na świat w terminie. Mimo zmęczenia, fizycznych dolegliwości, huśtawki nastrojów - daj mi nacieszyć się jeszcze tym czasem tu i teraz. Przygotować wszystko, odpocząć, bo szybkość upływającego czasu mnie przeraża. No i musisz poczekać, bo nadal nie mamy wybranego Ci imienia...

2014-04-08

Cudaku o pięknych ślepakach,

codziennie Twoja Prababcia Zosia zadawała mi to samo pytanie, na które od razu odpowiadała: Czy Ty wiesz, co Ona ma piękne. Oczy! Żeby tylko z nich nie wyrosła. Albo: Czy Ty widziałaś Jej oczy. Ale Ona ma ładne oczy. Każdego dnia naszego pobytu na Podlasiu. Codziennie od momentu, w którym Twoje ślepaki stały się tak pięknie niebieskie. 

Dwutygodniowy pobyt u Dziadków zrobił nam obu bardzo dobrze. Ty miałaś czas, by nacieszyć się tymi, których na co dzień oglądać możesz jedynie na ekranie komputera, a ja by odpocząć od codzienności. Każdego poranka całowałaś mnie, zamykałaś drzwi mówiąc ciiii i dając mi jeszcze trochę snu, schodziłaś na dół z Babcią, by nakarmić koty, rozpakować zmywarkę, zrobić kawę, wycisnąć sok i pożegnać jadącego na ósmą do pracy Dziadka. Popołudnia spędzałaś ze starszą o dwa (czy trzy?) lata sąsiadką Patrycją, której imię skróciłaś sobie do zdecydowanie wygodniejszej dla Ciebie formy - Pika! Od samego rana czekałaś, kiedy przyjdzie, udawałaś, że do niej dzwonisz, a każdy telefon, domofon dawał nadzieję na wspólną zabawę. Patrycja Cię przytulała, Ty ją całowałaś, potem ona Ciebie całowała, a Ty ją przytulałaś. I tak każdego dnia. Wspólnie malowałyście, naklejałyście naklejki i bawiłyście się w chowanego, którego zasady są już Ci nieco bliższe. Wiesz na czym polega odwracanie głowy do ściany, niepodglądanie i liczenie, które w Twoim języku brzmi jeszcze nieco po chińsku, ale cyfra pięć wychodzi Ci idealnie. Cieszysz się prze-ogromnie, gdy uda Ci się znaleźć przeciwnika, ale jeszcze większą frajdę sprawia Ci wyskakiwanie - po dosłownie sekundzie - z kryjówki i krzyczenie tutaj! 

Od piątku zaczęłaś w widoczny sposób pokazywać nam, że brakuje Ci Taty. Od samego rana myśl o Tacie towarzyszyła Ci we wszystkich czynnościach. Aż do niedzieli, gdy po dwóch tygodniach nieobecności zobaczyłaś swego Mężczyznę i wszystko chciałaś robić jedynie z Nim. Gdy Tata przychodził do kuchni, by zrobić kawę, zjeść, Ty od razu biegłaś za Nim krzycząc Taaaatoooo, chodź. Brałaś za rękę i prowadziłaś do swego odmienionego pokoju i zabawek, którymi nacieszyć się jeszcze nie możesz. 

U Dziadków zdecydowanie powiększyłaś swój zasób słownictwa. Nie, nie mówisz jeszcze zdaniami, nie łączysz wyrazów, ale każde kolejne, poprawnie wymawiane sprawia mi wielką radość i jest powodem do dumy. Idź. Czekam. Chodź. Starczy. Myć. Ania (Mama Patrycji). I wiele, wiele innych sprawnie skracanych tak, by Tobie było wygodniej, łatwiej, a jednocześnie być zrozumianą.

Jesteś na etapie czytania książek w języku nam kompletnie niezrozumiałym, wpatrujesz się w litery, zdania i tworzysz opowieści jakby po chińsko-węgiersku. Robisz to z tak poważną miną, zdecydowanie i pewna swojego, że łącznie z Dziadkami i Tatą dumni jesteśmy tak z tej Twojej nowej umiejętności, jakbyś na prawdę mówiła już w jakimś obcym języku. W ten sam sposób recytujesz też wiersze, czekając na oklaski po kilku wersach, które dla Ciebie są zachętą, by mówić dalej. Wczuwasz się, gestykulujesz, pokazujesz na przedmioty i mówisz, mówisz, i mówisz. 

Wszystko chcesz robić ama, a ja Ci na to pozwalam. Więc sama jesz -  poranne płatki, barszcz czerwony i utarte jabłko posypane cukrem, schodzisz i wchodzisz na czwarte piętro, wspinasz się po wszystkich konstrukcjach na placach zabaw, z moją obecnością obok, ale nie mogę trzymać Cię za rękę, asekurować w widoczny sposób, bo się złościsz - chyba, że sama o to poprosisz. Ama nakładasz czapkę, próbujesz zawiązać kolorystycznie dobraną chustkę i dopasować buty do odpowiedniej stopy. Nadal nie oglądasz bajek, a na tych w formie książkowej jesteś w stanie skupić się już chwilę dłużej, wysłuchać czytanego tekstu i doczekać do morału, bez ciągłego przewracania stron i wypytywania co to, kto to. Słuchasz! 

Zapytana jak się nazywasz odpowiadasz - Minka. A na pytanie, jak chciałabyś, by nazywał się Twój brat mówisz, że jajko! :)

Zjadając jajecznicę przytykasz swój kubek ustnikiem do jaj i cmokasz. 
Pytam się więc: Marcelka, a kogo Ty poisz? 
                         Jajo!! 

( I wszystko jasne. A ja głupia myślałam, że krowę, która narysowana jest na talerzu. Ale przecież jajo może też mieć ochotę na wodę no nie?) 
:]




2014-04-07

Dzieciaczki,

siedzę przy naszym starym-nowym stole. Nieużywany spod okna został przeniesiony w miejsce wyburzonej ściany. Jest pięknie. Praktyczniej, przestrzenniej. Mam ochotę wygodnie się rozsiąść, spokojnie zjeść, rozmawiając jednocześnie z siedzącym na przeciw na krześle bądź kanapie Tatą. Wasz pokój nabiera takich kolorów i kształtów o jakich marzyłam. Szare pasy na ścianie, białe łóżko jeszcze przez miesiąc należące do Marcelki, biały stolik i półki. Czyli jesteśmy w domu po dwutygodniowej przerwie wiosennej (jak w amerykańskich filmach).

Maluszku pod sercem,

rozpoczął się ósmy miesiąc naszej wspólnej wędrówki. Nie mam pojęcia, który to dokładnie tydzień ciąży. Czas pędzi tak szybko, że pamiętam jedynie datę przewidywanego Twego przyjścia na świat zapisaną w karcie. Nie mam żadnych zdjęć ze sporych już rozmiarów brzuchem, ani pomysłu na Twoje imię. Twoja Prababcia Henia byłaby prze-szczęśliwa mając pierwszego prawnuka Jana. I jest to jedyne męskie imię, które pięknie wypowiada Twoja Siostra. Zarówno Jan, Jaś, jak i Janek. Ale Ty - Jankiem??? 

Miałam dwa tygodnie na odpoczynek, przedłużony poranny sen i beztroskie wylegiwanie się popołudniami. Zajadałam liście kapusty, nieugotowane różyczki kalafiora i wącham kawę w ziarnach - to moje ciążowe "zachcianki", przedziwne smaki i zapachy, na które do tej pory chęci zupełnie nie miałam. 

W głowie rośnie lista rzeczy, które muszę dokupić do Twojej wyprawki, mojej szpitalnej torby i Waszego pokoju, by wyglądał, tak jak chcę. Lista rzeczy do sprzedania, by zaoszczędzić trochę grosza. A, gdy zbliża się pora drzemki Twojej Siostry to zastanawiam się, co powinnam zrobić w pierwszej kolejności. Czy położyć się obok Niej, dać odetchnąć zmęczonym po spacerze plecom i nogom, porządkować szafy, komody, czy kompletować brakujące rzeczy, by wszystko nie zbiegło się w ostatnim miesiącu. 

Coraz częściej czuję się fizycznie zmęczona, dodatkowe kilogramy obciążają kręgosłup, zabawy na placu zabaw wyczerpują, a jedyną wygodną pozycją jest leżenie na boku. Ale dam radę. Ze wszystkim. Powoli. Bez pośpiechu i ostrożnie. Twoje bezpieczne powitanie po tej stronie świata jest w tym momencie na pierwszym miejscu. Reszta może poczekać. 

I wiesz - bardzo trudno jest mi wyobrazić siebie jako Mamę dwójki dzieci. Często, gdy leżymy z Tatą i Marcelką, wygłupiamy się, przytulamy, po prostu jesteśmy blisko, zaczynamy zastanawiać się, jak to będzie za dwa miesiące. Jak zmieni się nasze życie. Ale uwierz - jestem pełna optymizmu, słońca i dobrej myśli.