2014-10-22

Niebieskookie kluseczki

lubię tak na Was nazywać, pieszczotliwie, bo rymuje się z nazwiskiem. 

Kalol, jak ulośniesz to będę Cię bujać i dam Ci szpinaku. 
Kalol, jak będziesz chodził, to będziemy szybko biec do łazienki i położę Ci nakładkę.
Kalol, chcesz zupy?
(Na klatce schodowej) Kalol tu nie wolno krzyczeć. 
Kalol nie może lizaka, Kalol nie ma zębów.

Marcelko, jesteś moją pomocnicą numer jeden. Coraz delikatniejszą wobec Brata, na tyle, że nie obawiam się zostawić Was samych, a samej wyjść do toalety, czy do łazienki wysuszyć włosy. Zabawiasz Karola grzechotką, jeśli o to poproszę, podajesz gryzak, który mu wypada. Bierzesz na ręce, trzymasz z moją pomocą, a po chwili stwierdzasz już chce do Mamy. Z przyjemnością obserwuję Was leżących na brzuchu i wspólnie bawiących się grającym pianinem od Fisher Price albo oglądających Czereśniową. 

Ostatnio upodobałaś sobie pytanie mnie o wszystko:
A co to?
A co tam patrzysz?
Czego szukasz?
Co jesz?
Jesteś głodna?
Jest Ci zimno?

Twoja ciekawość świata zachwyca, a ja staram się cierpliwie odpowiadać, gdy po raz enty pytasz mnie, a co to pokazując w książce na...psa! To chyba taki etap, faza acoto, którą każde dziecko przejść musi. 

Naśladujesz mnie perfekcyjnie, a ja śmieję się patrząc na Ciebie i obserwując Twoje, a jednocześnie swoje zachowania. Bierzesz swoją lalkę Elunię (nie mylić z Elą, bo to nie jest jedna i ta sama lalka. Po powrocie z Bielska: Elunia, czekałaś???), podciągasz swoją bluzkę do góry, bo Elunia jest głodna i trzeba ją nakarmić, po czym biegniesz po papierek, bo zaraz będzie kapało...Tak, ja zawsze muszę przy karmieniu Karola mieć pod ręką pieluchę, bo na brak pokarmu nie narzekam, a mleko tryska dosłownie strumieniami.
Gdy odkładam Karola do bujaczka wyjmujesz mi z ust i mówisz: Kalol, tylko bez płaczu. 
I te Twoje, tak bardzo moje: O Bozie, Bozie...

Z Tatowego słownika zapożyczyłaś kulwa mać! Nie, nie przeklinamy w domu, Tacie zdarza się podczas pracowniczych rozmów telefonicznych. I choć nie wiesz, co te słowa oznaczają, doskonale wiesz, w którym momencie się je stosuje. Po raz pierwszy - tak dosadnie - gdy wyszłaś na balkon, a po chwili wróciłaś mówiąc kulwa mać, zapomniałam czapki. Kolejny raz, gdy jedząc serek ubrudziłaś sobie nos...Początkowo nie zwracałam na to uwagi, mając nadzieję, że owe słowo zniknie samo z Twojego języka, później postanowiłam Ci wytłumaczyć, że nie są to ładne wyrazy, że jeszcze nie raz je pewnie usłyszysz, ale powtarzać nie powinnaś. I teraz, gdy usłyszysz, że ktoś przy Tobie mówi choćby kurczę, czy kurdę, od razu mnie o tym informujesz.

Od tygodnia nie pijesz w nocy mleka! Przyszło samo, jak dużo rzeczy. Bez pośpiechu, stresu Twojego i naszego, łez i złości. Przez kilka dni tłumaczyłam Ci wymieniając znajome Ci dzieci, że Oliwka nie pije już w nocy mleka, ani Wojtek, ani Patrycja, przed snem Ci jeszcze powiedziałam, że może i Ty byś już zrezygnowała z tych nocnych, mlecznych pobudek, no i się udało. Podobnie jak z zasypianiem trzymając się moich włosów. Jestem obok. Siedzę na łóżku albo tuż przy nim, opowiadam bajkę, śpiewam, głaszczę, ale tak, że Twoje ręce nie dosięgają do moich włosów. Pierwszej nocy przez chwilę się buntowałaś, kilka razy poprosiłaś, żebym się obok Ciebie położyła, ale zagadywałam ciekawą historią o piesku i benzynie (tak, uwielbiasz bajkę o tym, jak pies wyrusza gdziekolwiek samochodem i nagle samochód mu staje, bo nie ma w baku benzyny....) i obeszło się bez łez. Nie jestem zwolenniczką tych drastycznych (dla mnie) metod rezygnowania z czegoś na już, bo tak postanowiłam i tyle. Przecież kiedyś próbowałam w środku nocy. Po kilkunastominutowym Twoim płaczu - odpuściłam wiedząc, że przyjdzie kiedyś i pora na Ciebie. Bez spinania się, nie słuchając porad innych, że jesteś już za duża na mleko...
Dorastasz Kochana, zmieniasz się, a ja jestem w stanie wytłumaczyć Ci prawie wszystko, powtarzając w myślach samej sobie, tysiące razy dziennie, że krzyk i złość nic nie pomogą. Tłumacz, wyjaśniaj, traktuj jak równego sobie. To Twoje Dziecko, Ty masz wpływ na Jego wychowanie. Ty w głównej mierze decydujesz, jakim człowiekiem będzie w przyszłości. 

Póki co, korzystam ile mogę, że się do mnie przytulasz, podchodzisz od tyłu i całujesz w plecy. Korzystam, póki chcesz, żebym to ja Cię usypiała. Korzystam, póki chcesz, żebym na naszym dziewczyńskim spacerze niosła Cię na rękach. Przypomina mi o tym nieznajoma Kobieta, która zagaduje nas na spacerze i pyta o Waszą różnicę wieku. Ma w domu ośmiolatka i 20 miesięcy starszą od niego siostrę i stwierdza, że mi zazdrości...Was. W takim wieku. Rozumie, że bywa ciężko, ale zazdrości...Wiem, że za chwilę urośniesz, a świat pochłonie Cię na tyle, że Mama już nie będzie centrum Twojego świata. Naturalna kolej rzeczy, więc korzystam póki mogę i cieszę się ze spotkań z nieznajomymi, którzy nieświadomie przywracają moim myślom właściwy tor. 

2014-10-08

Najdroższe Skarby,

od piątkowego popołudnia jesteśmy na Podlasiu. Z Marcelkowym katarem do pasa i Karolowym kaszlem, charczeniem. Inhalujemy, oklepujemy, odciągamy i mam nadzieję, że czystość w oskrzelach i płucach u Najmłodszego potwierdzona już przez dwóch pediatrów jest trafioną diagnozą, a kaszel rzeczywiście wywołany jest zalegającą w krtani wydzieliną, której tak małe Dziecko nie jest w stanie jeszcze samodzielnie odchrząknąć. Więcej czasu spędzamy w domu, biegam z bujakiem między górą, a dołem i cieszę się na każde kilka chwil ciszy i możliwość odpoczynku, gdy Wasze drzemki zbiegają się w tym samym czasie. Rzadkość, ale są. 

Marcelka rozumie pojęcie swojego domu i wie, że ten w którym obecnie przebywamy należy do Dziadków. Ale jak sama stwierdziła: Lubię być w Bielsku. Jeszcze nie chcę do mojego domku. Biega od szóstej rano do dwudziestej wieczorem z przerwą na jedną ponad godzinną drzemkę w ciągu dnia. Tańczy, śpiewa, koncertuje z ukłonami tuż po występie. Wymyśla historie, czyta książki, opowiadając o tym, co widzi na obrazkach. Jedzie, jedzie krówka, patrzy (udawany odgłos zdziwienia - jak Babcia), a tu raptem...robaczek. W Podlaskim domu ma swoje dwa ulubione miejsca - parapet kuchenny, z którego obserwuje robotników pracujących nad nowym wyglądem podwórka, widzi wbiegającą przez uchyloną bramę Sarę, krzyczy mimo zamkniętego okna do chodzącej po dworze Babci Zosi i obserwuje toczące się przecież całe życie w kuchni oraz kawałek podłogi w pokoju wujka Bartka, między rozłożonym łóżkiem, łóżeczkiem dziecięcym, a drzwiami balkonowymi. Znosi tam wszystkie poduszki i zaprasza mnie do swojej bazy. Paraduje po domu ze swoją znalezioną białą opaską (z chrztu) i mówi, że wybiera się na bal, ściąga hepki (skarpety) i prosi, żeby z łóżka zabrać Karola, bo będzie hakać. Babcia mówi, że jej energią można by obdarować jeszcze co najmniej troje spokojniejszych dzieci. Ale ja bardzo się cieszę, że jest właśnie taka. Żywiołowa, spontaniczna, z mnóstwem pomysłów na minutę, śmiała i radosna. Esencja dzieciństwa. Moja Artystka. Aktorka, śpiewaczka i instruktorka w jednej, jakże uroczej Osobie!


 Wielkooki,

codziennie zachwycam się Twoim pogodnym usposobieniem, radością ze wszystkiego i do wszystkich. Najchętniej leżałbyś na brzuchu i wpatrywał się w pochyloną, zabawiającą Ciebie twarz. Myślę, że mógłbyś tak cały dzień. Piszczysz z radości, śmiejesz się w głos, a łaskotki masz zlokalizowane chyba na każdym centymetrze swojego prawie 8 kilogramowego ciałka. Śmiejesz się, gdy łaskoczę Cię pod pachami, piszczysz, gdy palcem przejeżdżam wzdłuż  Twoich pleców,  z uśmiechem próbujesz chować gilgotane przeze mnie Twoje stopy. Lubisz być podrzucany do góry i noszony przodem do świata. W kąpieli leżysz błogo i czekasz na wszystkie zabiegi pielęgnacyjne. Pan Hrabia. Król Karol. Najdostojniejszy. Swym uśmiechem uspokajający zniecierpliwione i zdenerwowane matczyne serce.

Masz skończone cztery miesiące. Ilości Twojego przekręcenia z pleców na brzuch mogę policzyć na palcach jednej ręki. O odwrotnym obrocie nawet nie myślisz. Wolisz leżeć, obserwować, myśleć i radować przestrzeń wokół. Taki spokój ducha.

Interesujesz się grzechotkami, potrafisz je utrzymywać i zająć się nimi przez kilka/naście minut. Uwielbiasz swoje dłonie, które są nieustannie zimne i mokre od wkładania ich do buzi. Myślę, że to z powodu ząbkowania, a pediatra potwierdziła moje przypuszczenia twierdząc, że w tym miesiącu wyjdą Ci jedynki. Zapoznajesz się z kotami i Saperem, specjalnie głaszczę ich sierść Twoimi dłońmi wierząc, że im wcześniejszy kontakt z czworonogami, tym mniejsze prawdopodobieństwo wystąpienia wszelkich alergii. Też będziesz miłośnikiem zwierząt, ale póki co - jesteś najwierniejszym fanem swojej starszej Siostry. Wpatrujesz się w Nią, słuchasz, śledzisz wzrokiem, a Ona coraz częściej zaskakuje mnie swoją i delikatnością(!), i siostrzaną Miłością. Codziennie opowiada, co będziesz robił, jak urośniesz. Czego Cię nauczy, jak już będziesz duży. Nawet jajko z niespodzianką Ci od prababci Heni przywiozła, a gdy następnego dnia Ją tym jajem częstowałam to powiedziała: To Kajoja!

Nie płacz Karol, Mama zaraz przyjdzie. 

Ja: Karol, Mamę już bolą ręce od tego noszenia. Poleż sobie teraz trochę. 
Marcelka: (Próbuje podnieść Cię za głowę) Chodź Karol, ja Cię ponoszę. Mnie nie bolą rączki.

Będzie z Was zgrana drużyna. Wspaniały duet. A ja codziennie utwierdzam się, patrząc na Wasze relacje, interakcje, że rodzeństwo to wspaniały prezent, jaki Rodzice mogą ofiarować swoim Dzieciom.

Śpijcie Skarby Moje. Śpijcie spokojnie. 

Zakochana w Was Mama!

2014-09-30

Najukochańsza,

któregoś wieczoru przemierzasz pokój z kubkiem w ręku. Jest pora wieczorowa. Tuż przed kąpielą. Czas sprzątania zabawek.

Ja: Marcelka, chodź posprzątamy zabawki.
Ty: Nie mogę, mam kubek w ręku. Mam zajęte ręce.

Rozmowa z dzisiaj.

Ja: Marcela, a kto posprząta zabawki?
Ty: Pani.
Ja: Jaka Pani?
Ty: Jaga.
Ja: Babcia Jaga?
Ty: Tak.
Ja: To zawołaj ją, bo ja nie będę sprzątać.
Ty: Babciu Jaga!!! Nie słyszy. 
  
W piątek byłaś na bilansie dwulatka. Bilans, podczas którego mogłam powiedzieć właściwie wszystko, bo badanie wzroku polegało na zapytaniu mnie, czy widzisz okruszki, a badanie słuchu, czy dobrze słyszysz..Początkowo nawet pielęgniarka nie chciała Cię ani ważyć, ani mierzyć, żeby nie przestraszyć (??), ale staniecie na wadze i przy ścianie nie stanowiło dla Ciebie powodu do przestraszenia, czy jakiejkolwiek obawy. Może dlatego, że przez dwa dni przed wizytą w przychodni mówiłam Ci o tym, co Cię czeka, że Pani doktor obejrzy Twoje zęby, brzuch i poprosi, żebyś stanęła na wadze. Ważysz niecałe 14 kg, mierzysz 92 cm. I tak, potrafisz budować wieżę z klocków, łączyć dwa wyrazy w zdanie, umiesz biegać i się przy tym nie przewracasz, potrafisz trzymać łyżeczkę i informujesz o potrzebach fizjologicznych. Wiele osób widząc Cię, Twoją sprawność fizyczną, życiową samodzielność i zasób słownictwa ocenia Cię na kilka miesięcy starszą. 

Znasz trzy podstawowe czasy i potrafisz używać czasowników w odpowiedniej formie dostosowanej do przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Byłam, zrobiłam, malowałam, bujałam, idę, jem, pójdziemy, kupimy itp...Gadasz jak najęta. Dosłownie - nie zamyka Ci się buzia. Śpiewasz wymyślone na poczekaniu piosenki. Np. o gruszce na melodię - była sobie żabka/gruszka mała... Coraz częściej wybierasz książkę, siadasz na łóżku i samej sobie opowiadasz różne historie. W opowieści lubisz wplatać Babcię - nie Babę Jagę. 

Nie zawsze informujesz, że chcesz zrobić siku. Gdy poczujesz potrzebę po prostu idziesz do łazienki, zdejmujesz spodnie i majtki, po czym przypominasz sobie, że potrzebujesz papieru, więc idziesz do toalety, urywasz kawałek i wracasz do łazienki, by do nocnika zrobić, to co należy, samodzielnie się podcierasz, a brudny papier wyrzucasz do sedesu, zamykasz deskę, spuszczasz po nim wodę i się ubierasz. Nadal zdarzają Ci się wpadki. Często odnoszę wrażenie, że to próba zwrócenia na siebie uwagi, bo wtedy rzucam przecież wszystko i lecę umyć Ci pupę i nałożyć czyste ubranie, a czasem chyba po prostu Ci się nie chce wołać, iść, rozbierać, wyciągać nocnik, ubierać. 

Jesz pomidory! Uwielbiasz strażaka, którego nazywasz tragarz(ż?)em, Klub Przyjaciół Myszki Miki i od czasu do czasu pieluchową Dorę. Nadal królują klocki Lego (teraz jesteśmy na etapie budowania oddzielnych domów dla poszczególnych zwierząt), zabawy z klejem (którego w zapomnieniu nazywasz olejem) i wciąż mi tłumaczysz, że kleju nie wolno jeść, bo to nie pomadka. Skarpety nadal są hepkami, śmieciarka to hamka, a skaczę to hakę.

I wiesz, uwielbiam te momenty, gdy obie wkładamy po wspólnej kąpieli szlafroki i idziemy się pokazać Tacie, gdy w pościeli zjadamy budyń na kolację, a  w tle słychać głosy bajkowych strażaków, gdy ogarnia nas głupawka podczas Twojego popołudniowego zasypiania. Chwile, które nadają wszystkiemu sens.