2012-08-15

Wróciłam do domu
przy Tobie mi dobrze,
niech wszyscy zobaczą
zaczęło się...


Pierwsze chwile w domu, moje łzy wyrazem szczęścia, wyczerpania, buzujących hormonów. Zasypiasz w swoim łóżeczku, a my stoimy i przyglądamy się Tobie. Wciąż nie dociera do nas fakt, że mamy Dziecko. Dziecko!!! Taki Cud z miłości dwóch osób. Wyczekane, tak bardzo kochane i nie czuję, żeby mój instynkt macierzyński miał się dopiero pojawić, bo już jest.

Tata zdaje egzamin z pierwszej kąpieli na szóstkę, a ja mogę się jedynie przyglądać, ewentulanie uwieczniać chwilę aparatem, co też czynię. Nawet nie zapłakałaś i jak przystało na prawdziwą kobietę - lubisz wszystkie zabiegi pielęgnacyjne, które wykonujemy.

Budzisz się co 2-3 godziny na jedzenie, zmianę pieluszki i znów zasypiasz. W nocy bywasz bardziej marudna, schemat: jedzenie - kupka - znów jedzenie - i znów kupka, co zajmuje około 1,5godziny. Przestawiam budzik, bo czasem nie chce Ci się nawet wstawać na ciepły posiłek, a moje piersi "rozsadza". Ale Tata twierdzi, że i tak nieźle jesteśmy dopasowane. Śpisz obok nas w swoim koszu przy delikatnym świetle lampki, bo wciąż na Ciebie zerkamy. Obawy, lęk, sprawdzanie, czy dobrze jesteś ułożona, czy Ci się nie ulało, czy jest Ci ciepło i wygodnie. Nie wymagasz nieustannego przebywania na rękach, kołysania, czy usypiania, krzyszycz wniebogłosy, gdy jesteś głodna(konkretna dziewczynka!), a wtedy żadne metody na Ciebie nie działają. Instynktownie szukasz swojej "stołówki" i uspokajasz się natychmiast, gdy ją znajdziesz. Tata za każdym razem uśmiecha się, gdy widzi, jak z rozhisteryzowanego dziecka zmieniasz się w sekundę w anioła. Przyglądanie się |Tobie - ciekawsze niż najlepszy serial, rozczulają Twoje miny i grymasy. Uwielbiam, jak się przeciągasz, bo tak słodko marszczysz wtedy czoło, lubisz spać na brzuchu z rączką pod brodą i ewidentnie się uśmiechasz - bo czymże innym, jak nie uśmiechem jest ten często powtarzany przez Ciebie wyraz twarzy, kiedy kąciki ust idą w górę. I nawet nie wiesz, ile radości w sercu sprawia widok Ciebie w ojcowskich ramionach. Spokój, ciepło, miłość i Ty - dobra, spokojna, grzeczna.

W sobotę przyjęłaś pierwszych swoich gości - Babcię Beatkę, która gdyby mogła nie wypuściłaby Cię z rąk, a najchętniej zabrała ze sobą i Dziadka Wojtka, u którego wzruszenie widoczne w oczach, obecne przez cały dzień pobytu z Tobą. I moje łzy, bo ja się ciągle wzruszam - już taka natura Twej Matki. Zapas jedzenia na długo - wdzięczność!

Twoje pierwsze podróże - do przychodni, kontrolnie na ocenę poziomu bilirubiny. Jednak ciężko jest cokolwiek załatwić w jednym miejscu, brak fachowego sprzętu i tylko skierowania do kolejnych placówek. Irytacja długo nie opuszczała Twego Taty. Byłaś bardzo dzielna podczas ukłucia w stopę i dobre wyniki, bo tylko 6,9!
13go sierpnia ważysz już 4150g, pięknie przybierasz na wadze!

I ja powoli dochodzę już do siebie. Dzięki Tacie mam czas na spokojny prysznic, balsamy, pomalowanie paznokci, odpoczynek, ciepły posiłek i kubek gorącej herbaty. Wykorzystuję nocny czas, gdy Tata nosi Cię na rękach po jedzeniu - zbieram pranie, wywieszam kolejną porcję. Tylko w swoje jeansy jeszcze się nie mieszczę i na brzuszki podobno jeszcze za wcześnie, choć mnie już korci.

Czekamy na słoneczną pogodę i pierwszy spacer, bo Tata już dziś wypróbowywał wózek i jeździł nim po mieszkaniu.

Marcelino Mario - już oficjalnie.

3 komentarze:

Constance pisze...

Tatusiowie :))) i czterokołowce :))

jot-em. pisze...

Pewnie na pierwszym spacerze to nawet rączki od wózka nie dotknę:)

kinko pisze...

Witaj w domu Marcelino Mario :)