2012-07-21

Wiercipiętku Nasz,

czekamy na Ciebie.

Od czwartku wszystko wygląda tak, jak chciałam. Dzięki pomocy Najbliższych - wewnętrzny spokój i oczekiwanie na Twoje przyjście. Nie do końca jednak cierpliwe, bo nie należę do tych, ktorzy mogą poszczycić się tą cechą. W momencie, kiedy rozpoczął się 39 tydzień, całość została przygotowana, mieszkanie wysprzątane, Twoja Matka stwierdziła, że nie ma co robić i zaczęła się nudzić. Leżenie - gdy energia rozpiera - też nie odpręża. A wszyscy radzą, żeby się wysypiać i odpoczywać, póki można.

 
Obserwuję siebie, swój organizm i doszukuję się oznak zbliżającego porodu. Wiem, że Ty tam masz swój czas, ustalony dzień, w którym postanowisz przywitać swoich rodziców. Ja jednak odliczam dni do przewidywanego terminu, głaszczę Cię i proszę, że jeśli jesteś już gotowa - to nie zwlekaj. Zachęcam czekającą tu na Ciebie miłością i ciepłem, kołysankami Taty, które będziesz mogła usłyszeć "na żywo", przytulaniem, całowaniem i całym dobrem, jakie mamy.

Wczorajsze swędzenie całego ciała mocno mnie zaniepokoiło, czytanie internetowych informacji przeraziło i dopiero porannny telefon do położnej uspokoił. Modlę się i proszę, byś była zdrowa. Kładę się na lewym boku i wciąż obserwuję Twoje ruchy, budzę się w nocy i nie zasnę, póki Cię nie poczuję i nie dość, że sama nie śpię, to chyba i Tobie też nie daję. I mimo, że ruchy często bolesne, uciskajace pęcherz, sprawiajace trudności w zginaniu się, to proszę - ruszaj się, ile możesz!

I nie, nie czytamy Ci już bajek, a od kilku dni słuchasz razem z Tatą "Pana Tadeusza", a może "wyłączasz się" po chwili, tak jak ja? I nie jesteś "dzidzią" ( cóż to za słowo?!), nie mówimy i nie bedziemy tak o Tobie mówić.

Hanno, czy Marcelino?

1 komentarz:

Constance pisze...

Marcelino! Zdecydowanie...